Literatura

Konrad Kuśmirak – S.Q.U.A.T.

dnia

squat

Książka Konrada Kuśmiraka mogła być naprawdę dobra – ale nie jest. Choć zabrakło niewiele.

„S.Q.U.A.T.” wpisuje się – a może raczej: chce się wpisywać – w konwencję prozy postapokaliptycznej, która przeżywa swoiste szczyt popularności w naszym kraju. Jednak mimo wielu elementów z klasycznego postapo i całkiem sprawnego warsztatu literackiego całość wypadła dość słabo. Czemu – o tym za chwilę.

„S.Q.U.A.T.” to kolejna książka z serii „Czwarta strona fantastyki”, sygnowanej przez poznańskie wydawnictwo Czwarta Strona. Po świetnej „Drodze do Nawii” Tomka Duszyńskiego wydanej pod tym właśnie szyldem, chętnie sięgnąłem właśnie po „S.Q.U.A.T.” Konrada Kuśmiraka, kuszony zapowiedzią ciekawej wizji postapokaliptycznego świata. Niestety autor nie do końca swoją wizję dopracował, jednocześnie wrzucając do fabuły zbyt wiele wątków trywialnych czy wręcz niepotrzebnych.

Podstawową wadą tej książki jest świat niewystarczająco śmiało nakreślony. Geneza katastrofy jest wspominana w tle, niezbyt precyzyjnie. Wizja trochę rozmyta, trochę niewyraźna powoduje w czytelniku poczucie zagubienia. Niby nie minęło zbyt wiele czasu od zdarzenia, a już świat zdołał się nie tyko zdegenerować, ale też wykształcić nowe rasy mutantów! A jednocześnie nie stracił zbyt wiele ze zdobyczy cywilizacji. Nadal dostępne jest – choć w ograniczonym zakresie – paliwo. To trochę odrealnia wizję świata postapo przedstawioną w książce. Z jednej strony mamy realia świata zupełnie odmiennego, gdzie nasza rzeczywistość jawi się zamierzchłą przeszłością, a z drugiej nasze czasy, czasy sprzed katastrofy, są nadspodziewane bliskie powieściowym bohaterom. To mocno zgrzyta w książce, która oparta jest na ciekawym przecież pomyśle i napisanej całkiem przystępnym stylem.

Pojawiają się tu też wątki zupełnie zbędne, upchnięte w powieści trochę na siłę – jak akcja z pociągiem i pseudowilkołakami (nie zdradzę więcej, by nie spojlerować). Niektóre wątki mogłyby zostać wykreślone, na czym książka tylko by zyskała, jako bardziej spójna, precyzyjniejsza. A w obecnej formie wygląda to trochę tak, jakby autor chciał napisać opowiadanie (albo serię opowiadań) i rozpisał się za bardzo, aż wyszła mu książka.

Kolejnym mankamentem jest niezdecydowanie Kuśmiraka, czy chce pisać twarde, realistyczne postapo, czy powieść z gruntu paranormalną. Pojawiające się w pewnej chwili wątki nadprzyrodzone (telepatia) zdają się albo być nie do końca potrzebne (jeśli autor chciał skupić się na konwencji klasycznej postapo), albo zbyt słabo osadzone w fabule i sprawiają wrażenie wstawionych „na doczepkę”. Przykładem dobrze wplecionych wątków nadprzyrodzonych do postapo jest np. „Dzielnica obiecana” Pawła Majki. U Kuśmiraka czegoś mi zabrakło. I czegoś równocześnie było za dużo.

Jednak nie jest to – paradoksalnie – książka zła. Owszem, trochę się czepiam, jednak czytałem ją z przyjemnością. Momentami naprawdę była to dobra proza. Brak jej przede wszystkim solidnej redakcji i dopracowania ze strony autora. Patrzę na powieść z pewną pobłażliwością – przyznaję – jako że jest to literacki debiut. Jednocześnie autor na tyle mnie zaintrygował, bym zobaczył w nim potencjał. Nie do końca w „S.Q.U.A.T.” wykorzystany, ale…

Podoba mi się główny bohater – Kamyk. Niby taki wojownik z krwawą przeszłością, ale jednak nie jest to typ porywczego cwaniaka. Zna życie, które nauczyło go pokory i umiejętności cofania się w obliczu walki, która niekoniecznie może być zwycięska. Jednocześnie to jednostka bezwzględna – ale w tej bezwzględności charakterystycznej dla realiów postapo. Zjadaj, albo zostaniesz zjedzony. Przetrwasz ty, kosztem innych, albo oni przetrwają kosztem ciebie. Jednocześnie w tej powłoce bezczelnej bezwzględności pojawiają się rysy. Starannie ukrywane, maskowane lekceważeniem i ironią, ale jednak wzbudzające w nas sympatię do Kamyka.

Nieodparcie miałem wrażenie, że styl pisania Kuśmiraka jest bardzo noczkinowski. Gdyby nie zbyt słabe dopracowanie fabuły, Kuśmirak mógłby być moim zdaniem całkiem godnym następcą autora „Ślepej plamy” i „Czerepu mutanta”. Zabrakło niewiele – i zamiast rasowej powieści postapo otrzymaliśmy nie do końca dopracowaną wprawkę pisarską. Obawiam się jednak czy Kuśmirak dostanie kolejną szansę? Szkoda by było, gdyby tak się nie stało. Mimo wszystko.

3 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Konrad Kuśmirak – S.Q.U.A.T.
Wydawca: Czwarta Strona (2015)
Liczba stron: 399

Polecamy także