Literatura

Krew zapomnianych bogów

dnia

krew zapomnianych bogow

Mam problem z tą antologią. W sumie, to taki sam jak z każdą inną. Wielu autorów to i bardzo zróżnicowany poziom, i tym samym nierówne teksty. Są tu opowiadania bardzo dobre, jednak są też słabe. Ale w znacznej mierze problem, jaki mam z „Krwią zapomnianych bogów” jest inny. Wiele tekstów jest z potencjałem, ale ich autorzy, chcąc idealnie wpasować się w konwencję poszli w zbytnią dosłowność, zbyt dokładnie określając o co im chodzi, nie pozostawiając nic do odkrycia przez czytelnika. Choć są chlubne wyjątki.

„Krew zapomnianych bogów” dobrze wpisuje się w tendencję popularyzowania słowiańskiej grozy, bazującej na naszych rodzimych wierzeniach i demonologii. Motyw ten jest obecny w polskiej grozie literackiej już od jakiegoś czasu (by przytoczyć choćby zapomnianego trochę Jarosława Moździocha) i został ostatnio z powodzeniem upowszechniony przez Stefana Dardę, a to akurat dobrze, bowiem nasi przodkowie potrafili straszyć, a jako schedę zostawili doprawdy imponujący panteon demonów i mrocznych, krwawych bóstw.

Antologia przygotowana przez Macieja Szymczaka z pewnością już na pierwszy rzut oka zachwyca samą formą. Edycja przygotowana przez kojarzone głównie z horrorem ekstremalnym wydawnictwo Horror Masakra ma twardą, lakierowaną oprawę, co znacząco podnosi standard wydania. Jednak, jak wiadomo, nie ocenia się książki po okładce. No, nie tylko po niej.

Trzynastu autorów, piętnaście historii. I jak przystało na wydawnictwa Horror Masakry, znaleźli się w niej twórcy prezentujący najbardziej ekstremalne gatunki. Jest więc momentami krwawo, bezprecedensowo, brutalnie. Jednak nie tylko – a to poczytuję zbiorowi na plus. Łatwo tu o zupełnie inne spojrzeniu na grozę, więc z całą odpowiedzialnością mogę polecić tę książkę nie tylko fanom ekstremy, ale grozy w pojęciu ogólnym.

Dagmara Adwentowska prezentuje dwa teksty, z których pierwszy – „Niezwykła kobieta” – ma pewne braki, momentami coś się w nim nie zgrywa, rozłazi w szwach, ale całkiem nieźle się broni mrocznym klimatem przenikania starożytnych demonów do współczesności. Drugie opowiadanie – „Grad na was i burze” – jest jednym z najciekawszych tekstów zbioru. Mocno stylizowany językowo, osadzony w realiach dawnej Ukrainy uniknął błędów tak często obecnych w tej antologii – zbyt bezpośredniego określania o jakiego demona chodzi, którego chciał nam pokazać autor. W podobnym klimacie prezentuje swoją historię Piotr Borlik. Jego „Babie lato” to poetycka opowieść, która tchnie tradycyjnym folklorem, jest bogata językowo i kryje pewne niedopowiedzenia, które rozważyć powinien sam odbiorca. Piotr Borowiec to autor, który ma u mnie wielki kredyt zaufania dzięki swojemu debiutowi – „Wszystkim białym damom”. Tutaj, w tekście „Ludzie, których nie było” prezentuje typowy dla siebie gawędziarski styl, który w doskonały sposób przetransformowuje konwencję klasycznych opowieści grozy na język współczesności. Precyzja operowania słowem i umiejętność stworzenia niezwykłego, mrocznego klimatu to cechy charakterystycznie dla prozy Borowca. W tym opowiadaniu w realizm, chyłkiem, po kryjomu wkrada się szaleństwo, a bohaterowie – w obliczu nieznanego – zaczynają powątpiewać w swoje zmysły, zakończenie nie jest zaś wykładniczą pogadanką o tym, jaki rodzaju demona autor miał na myśli. Między innymi dla tej historii warto po „Krew zapomnianych bogów” sięgnąć.

Karolina Mangusta Kaczkowska to autorka bezkompromisowego „Maluszka”, który bliski jest doskonałości, ale… Prowadzenie dialogów w tym opowiadaniu jest na poziomie Kałużyńskiej, a to bardzo wysoka półka. Naprawdę świetne, realistyczne. Wszystko okraszone odpowiednio dawkowaną ilością makabry, która z założenia kryje w sobie elementy absurdu. Niestety, efekt nieco psuje zakończenie, które jest po prostu nijakie. Zabrakło mi suspensu na mocny finał. Ale sama historia – właśnie przez autentyczność dialogów – zasługuje na uwagę.

Piotr Ferens w „Powrocie Pradawnych” zaczyna naprawdę dobrze, a kończy niestety błędem, wspominanym przeze mnie na początku. Znakomity, klimatyczny początek, powolne zagęszczanie atmosfery, tajemniczość zdarzeń… i scena finalna, w której wyłożone jest wszystko, ale w sposób miałki, bez polotu. Jak w elementarzu trzylatka. A gdzie gra w skojarzenia z czytelnikiem? Gdzie niedopowiedzenia, pole do interpretacji? Dobry tekst ze złym zakończeniem – to bolączka tej antologii. Jednak nie zmienia faktu, że Ferens radzi sobie całkiem nieźle. W „Licho nigdy nie śpi” nie uchronił się co prawda od wspomnianego błędu, ale już w mniejszym stopniu rzutuje to na finał opowieści. Ten sam problem mam z opowiadaniem Sylwi Błach – „Pośród drzew”. Niby ciekawy koncept, jednak w efekcie pozbawiony klimatu, mocno odrealniony (dezerter zachowywałby się i mówiłby inaczej) i zakończenie w której autorka znów nie zawierzyła inteligencji swoich odbiorców i nie pozostawiła żadnych niedomówień. Szkoda.

Opowieściami dla opowieści, nie wnoszącymi nic więcej, prócz pokazowego operowania makabrą scen są teksty Tomka Czarnego – „Angelus” i Macieja Szymczaka – „Krew dla bogów”.

Niby jest w nich jakaś szczątkowa fabuła, jednak twórcy skupili się bardziej na prezentacji granic ekstremum, jak wyuzdany seks (Czarny), czy krwawe ofiary (Szymczak). Poza mocno akcentowaną scenografią, opowiadania nic nie wnoszą, są miałkie i trochę bez pomysłu. Spodziewałem się więcej. „Rybie oko” za to, napisane przez Sandrę Gatt Osińską to prosta, tendencyjna historyjka, która radzi sobie nad podziw dobrze. Niby motyw ograny, niby wszyscy już to znamy, ale czyta się przyjemnie. Zwłaszcza amatorom wędkarstwa.

„Upiór” Krzysztofa Haczyńskiego to w sumie niczym nie wyróżniająca się historia, trochę w klimacie dark fantasy. Sprawnie napisana, jednak mało ciekawa fabularnie. Ot, jest i tyle.
Natomiast dobrze zaprezentował się Patryk Hirsekorn z opowiadaniem „Urat1974”. Tajemnicza, dobrze nakreślona historia, dobrze poprowadzona i mimo zarzucanej wielu tekstom dosłowności nie traci przez nią swojego uroku. Kolejny punkt na plus w antologii. Trochę przypomina mi to opowiadanie „I stanie się ciemność” Marcina Wolskiego, ale to tylko dobrze.

„Powiew wolności” Flory Woźnicy to kolejna historia, która dobrze, że jest, ale mogło by jej nie być, i nic by się nie stało. Niby fajnie napisane, ale jednak czegoś w historii brak, jakiegoś suspensu, jakiejś dynamiki, by przestało być jedynie prostym opisem. Z kolei Marcin Piotrowski w swojej „Wannie pełnej krwi” poradził sobie całkiem dobrze. Historia jest krótka, niby prozaiczna, ale w zgrabny sposób bawi się powiedzeniem „uważaj, czego sobie życzysz”.

Reasumując: „Krew zapomnianych bogów” to z pewnością nie antologia idealna, równa, spójna. Teksty zawarte w zbiorze łączy tematyka słowiańskiej ideologii… i nic poza tym. Ale to akurat dobrze, bo uniknięto tendencyjności i nudy, o którą nietrudno przy stricte tematycznych zbiorach. To pozycja ważna jeszcze ze względu na mocne akcentowanie trendu, jaki osadza się coraz mocniej w polskiej grozie i czerpiącego garściami z naszej, rodzimej demonologii. To książka ważna, bowiem stanowi niewielki wycinek z całej masy polskich twórców gatunku i bezprecedensowo obnaża ich bolączki, jednocześnie pokazując dobitnie, że mamy potencjał i możliwości, tylko brak nam trochę wprawy. Traktuję tę antologię jako lekcję. Słodko-gorzką, bowiem nie wszystko udało się idealnie, jednak z drugiej strony dająca nadzieję na literackie możliwości środowiska. A do tego obrazująca niby nie nowy, ale zataczający coraz szersze kręgi trend, który jest interesującą odskocznia od lovecraftowsko-mastertonowskich motywów, które już się chyba trochę w rodzimej twórczości przejadły. I choć jest tu kilka tekstów słabych i kilka średnich, to zdarzają się historie naprawdę warte waszej uwagi. A zważywszy na jakość wydania (rewelacja!) w stosunku do niskiej ceny, naprawdę warto zainwestować w ten zbiór.

Mimo powyższych zastrzeżeń – polecam!

3 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Różni autorzy – Krew zapomnianych bogów
Wydawca: Horror Masakra (2016)
Liczba stron: 58

Polecamy także