Film

Lament

Opublikował

dnia

patronat

Szalona komedia? Mroczny horror o tematyce satanistycznej? Krwawa przypowieść o żywych trupach? A może po prostu poruszający dramat w ponętnej gatunkowej oprawie? Tak naprawdę „Lament” to mieszanina tego wszystkiego – tyle, że nie bezładna, ale dokładnie przemyślana, z precyzyjnie odmierzoną ilością każdego składnika, zbijająca się w samym finale w spójną, orzącą mózg całość.

Zaczyna się od tego, że tłustawy, fajtłapowaty sierżant policji Jong-goo (Do-Won Kwak) zostaje wezwany do zbadania sprawy dziwacznego morderstwa. Bohatera szokuje sam fakt, że ktoś z jego nudnej wioseczki w makabryczny sposób pożegnał się z życiem, ale prawdziwe atrakcje dopiero przed nim: trupów zaczyna pojawiać się coraz więcej, sprawcy zbrodni zapadają na jakąś przerażającą chorobę – czy może po prostu zamieniają się w zombie? – a co najokropniejsze, wkrótce zaczyna się wydawać, że wyzwalająca mordercze instynkty przypadłość dotknęła też ukochanej córeczki policjanta (Hwan-hee Kim). Pada podejrzenie, że winien wszystkim okropnym wydarzeniom ostatnich dni jest aspołeczny Japończyk (Jun Kunimura), który niedawno osiedlił się w okolicy – ale czy przez przypadek nie jest tak, że wskazując właśnie jego, mieszkańcy wioski wybierają najprostsze, a niekoniecznie najwłaściwsze rozwiązanie zagadki tajemniczych morderstw? Na to pytanie będzie musiał odpowiedzieć nasz mało bohaterski stróż prawa – a choć żaden z niego Sherlock Holmes czy Herkules Poirot, to mając świadomość, że zagrożone jest życie jego dziecka, Jong-goo zrobi, co się da żeby jak najszybciej odkryć o co w tym wszystkim chodzi.

A my z każdą minutą dajemy się wciągnąć głębiej w tę niecodzienną historię i raz z rozbawieniem, a zaraz potem ze strachem w oczach, odkrywamy jej kolejne tajemnice wraz z pociesznym bohaterem. No a skoro „Lament” trwa ponad dwie i pół godziny, to kiedy nadchodzi prawdziwie imponujący Wielki Finał siedzimy już w tej opowieści po szyję, trudno więc się dziwić, że to ostatnie uderzenie wydusza z nas tak wiele emocji.

I to jest właśnie największe osiągnięcie koreańskiego reżysera: przez długi czas bezbłędnie krąży między różnymi konwencjami, myląc tropy i skutecznie przyszpilając nas do ekranu, a kiedy nadchodzi czas wjazdu na ostatnią prostą, też robi to w mistrzowskim stylu, zaskakując widownię pomysłowością i siłą rozmachu.

Chyba nie ma sensu zaznaczać, że „Lament” nie jest filmem dla każdego – kino azjatyckie zdążyło nam już zaprezentować pełen wachlarz swoich ekstrawagancji i wiadomo, że chcąc się nim delektować trzeba się zdobyć na odrobinę wyrozumiałości i pogodzić się np. z nie zawsze przekładalnym na europejski grunt poczuciem humoru czy sennym tempem akcji, tak różnym od tego, do którego przyzwyczaiły nas przeboje z Hollywood. Dla takich filmów jak „Lament” na pewno jednak warto to zrobić: to kino mądre, mocne i piękne – takie, jakiego coraz bardziej ostatnio brakuje.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Lament
Tytuł oryginalny: Gok-seong
Kraj: Korea Płd. (2016)
Reżyseria: Hong-jin Na
Obsada: Do-Won Kwak, Woo-hee Cheon, Hwan-hee Kim, Jun Kunimura
Dystrybutor: Mayfly

Polecamy także