Muzyka

Lancer – Second Storm

Opublikował

dnia

lancer_second

Znam wiele zespołów próbujących pogrywać pod wczesny Helloween: jednym wychodzi to absolutnie koszmarnie, innym średnio, a jeszcze innym – całkiem uczciwie. Lancer to jednak w tej konwencji mistrz nad mistrze!

„Second Storm” jest drugim pełnowymiarowym albumem młodych szwedzkich muzyków (zaczynali w 2012 od niezłej, choć jeszcze niekładącej na łopatki EP-ki, „Purple Sky”) i wierzę, że stanie się on dla grupy przepustką na metalowe salony. Materiał zdążył już powychwalać pod niebiosa sam Oscar Dronjak z HammerFall, co mnie zresztą wcale nie dziwi. Choć najuczciwiej byłoby, gdyby chłop przyznał, że jemu samemu nie udało się jeszcze jak dotąd nagrać tak znakomitej płyty jak „Second Storm”.

Cuda zaczynają się dziać już w pierwszym numerze, „Running From the Tyrant”, gdzie wokalista Isak Stenvall popisuje się melodyjnym śpiewem à la Michael Kiske, a instrumentaliści najpierw rozpędzają się do imponującej szybkości, a potem robią sobie dwie przerwy na złapanie oddechu: podczas jednej wyczarowując rytmy i melodie inspirowane stylem Helloween, a podczas drugiej wyraźnie skręcając w stronę Iron Maiden. I będą to dla Lancer główne stylistyczne wyznaczniki na całej reszcie płyty – o, takie Maidenween, ale w naprawdę znakomitym wydaniu. Bo to, proszę państwa, nie jest żadna podróbka – to reinkarnacja!

Kto lubi krótsze, konkretne kawałki, ten z pewnością zachwyci się „Children of the Storm” czy „Stormbreaker”; kto ceni sobie ciężar i mroczną atmosferę, ten będzie się rozkoszował niespokojnym „Behind the Walls” oraz „Eyes of the Liar” zaczynającym się dźwiękami jak z horroru; kto z kolei chciałby sprawdzić, czy Lancer faktycznie dościga swoich mistrzów w dziedzinie przebojowości, ten szybko uzależni się od takich kawałków jak „Iwo Jima” czy „Masters and Crowns”. A do tego mamy tu jeszcze przecież dwie rewelacyjne epickie kompozycje na kształt helloweenowych „Halloween” i „Keeper of the Seven Keys”: 10-minutowy „Aton”, w którym znajdziecie wszystko od wyluzowanego jamowania po szaleńcze przyspieszenia i supermelodyjny refren, który Tobias Sammet z pewnością chętnie by podkradł na kolejny album nagrywany pod szyldem Avantasia, a także trwający co prawda niewiele ponad 6 minut, ale też imponujący klimatem i rozmachem finałowy „Fools Marches On”. A wszystko to brzmi dokładnie tak, jak porządny heavy metalowy album XXI wieku brzmieć powinien: odpowiednio ciężko, ale też przejrzyście, bez zbędnej stylizacji na garaż z początku lat 80.

Premiera „Second Storm” dopiero za miesiąc (10 kwietnia 2015 r.) i pewnie powinienem się z tą recenzją trochę wstrzymać, ale co tam: w końcu nie co dzień dostajemy takie dobre płyty, jak ta. No i już od dziś możecie odkładać na nią pieniądze – bo to na pewno rzecz, którą warto sobie sprezentować, nawet w dzisiejszych, pirackich czasach.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Lancer – Second Storm
Label: Despotz Records (2015)
Dystrybutor: brak

Polecamy także