Film

Linia życia

Opublikował

dnia

Czy rimejki są z gruntu złe? Oczywiście, że nie. Czy żeby ich kręcenie miało sens muszą koniecznie przebijać oryginał? Nie sądzę – ale powiedzmy, że powinny być przynajmniej DOBRE. No bo jaki ma sens wracanie do sprawdzonego pomysłu sprzed lat tylko po to żeby nakręcić coś ledwie przeciętnego – takiego jak choćby nowa „Linia życia”?

Choć nie, może jednak jestem zbyt miły: nowa „Linia życia” to film, który przez kilkadziesiąt pierwszych minut zaciekle WALCZY o to, by być dziełem przeciętnym – i pod koniec nawet tę marną walkę przegrywa. Nic nie pomogło zatrudnienie aż trzech seksownych aktorek w miejsce jednej Julii Roberts z oryginału, ani powierzenie małej rólki występującemu tamże Kieferowi Sutherlandowi; niewiele jest też w stanie zaradzić na scenariuszową i realizatorską nędzę utalentowany Diego Luna, a reżyser, który swego czasu mistrzowsko zekranizował pierwszy tom „Millennium” Stiega Larssona, tu szpetnie wykłada się próbując żonglować schematami strasznego filmu rodem z Hollywood.

No ale przynajmniej mamy tu nienajgorszą obsadę. Główną postać bystrej, ale naznaczonej smutkiem studentki medycyny, która będzie chciała badać życie po życiu, gra utalentowana Ellen Page (cały ród męski pamięta ją pewnie wciąż z traumatycznej „Pułapki”, gdzie kastrowała pedofila; a jeśli nie – to choćby z „Juno”, „Incepcji” albo dwóch części „X-Menów”), natomiast koleżanki i koledzy studenci, których wciąga w swój niebezpieczny eksperyment to: zgrabniutka i emanującą ciepłem brunetka Nina Dobrev („Pamiętniki wampirów”, „Arena”, „Charlie”), apetyczna czarnoskóra „dziewczyna z sąsiedztwa” Kiersey Clemons („Dope”, „Eye Candy”, „Sąsiedzi 2”), atletyczny przystojniak James Norton (seriale „Grantchester” i „Happy Valley”) i wspomniany już charyzmatyczny Meksykanin Diego Luna („I twoją matkę też”, „Elizjum”, „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”). Czyli – dla każdego coś miłego. Wspólnymi siłami będą oni próbowali na parę minut zabić bohaterkę Page żeby zbadać co dokładnie dzieje się z mózgiem w momencie śmierci – a potem sprawnie przywrócić ją do życia zanim w jej ciele zaczną zachodzić nieodwracalne zmiany. I niby im się uda, a pierwszy sukces zachęci ich do podejmowania kolejnych prób, ale dopiero później z przerażeniem zorientują się, że balansując na granicy życia i śmierci budzą mordercze demony, które niełatwo będzie potem uśpić…

Przerażenie, o którym mowa wyżej będzie co prawda widoczne na twarzach aktorów, ale raczej nie udzieli się widzom. Oto największe grzechy filmu Opleva: nie wciąga, nie straszy i nie ma nic ciekawego do powiedzenia na temat życia po śmierci. Owszem, początkowo wydaje się, że może coś z tego jednak będzie – bo przecież aktorki miłe oku, aktorzy w sumie też, a temat z potencjałem – ale coraz żałośniejszy rozwój akcji wyprowadzi z błędu nawet największych optymistów. A nudny występ Kiefera Sutherlanda – z bujną strzechą siwych włosów, bardziej niż kiedykolwiek upodobniającą go do ojca – dodatkowo podkreśla różnicę jakości pomiędzy nową, a starą „Linią życia”.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Linia życia
Tytuł oryginalny: Flatliners
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: Niels Arden Oplev
Obsada: Ellen Page, Diego Luna, Nina Dobrev, Kiefer Sutherland
Dystrybutor: UIP

zobacz w cc

Polecamy także