Literatura

Luca D’Andrea – Lissy

dnia

„Lissy” to kolejna na naszym rynku powieści Lucy D’Andrea, włoskiego autora, który dał się poznać znakomitym kryminałem „Istota zła”. W nowej książce z jednej strony autor potwierdza swój wysoki poziom, ale jednocześnie nie unika pewnych błędów. „Lissy” to książka znacząco inna od poprzedniczki. W „Istocie zła” mieliśmy surowy, świetnie rozpisany i wielowarstwowy kryminał, w którym do ostatnich stron nie byliśmy pewni, kto jest mordercą, a atmosfera niepokoju i osaczenia potęgowana była przez nieprzyjazną scenerię górskich pustkowi. W nowej powieści autor odchodzi od konwencji kryminału, sięgając po nieco niekonwencjonalną formę historii sensacyjnej. I wszystko w tej powieści intryguje. Od zaskakującego prologu z czasów II wojny światowej, poprzez rozwinięcie fabuły w czasach nam współczesnych i rozdzielenie jej na dwa, tylko z początku niezależne, wątki: jeden opowiadający o młodej i pięknej Marlene oraz drugi, traktujący o losach tajemniczego pustelnika Simona Kellera, żyjącego w niedostępnych górskich ostępach.

Jak u D’Andrea przystało, nic w tej powieści nie jest takim, jakim się wydaje. Postaci, kiedy już sądzimy, że je poznaliśmy, odsłaniają nowe, nieznane i często mroczne oblicze, a fabuła kluczy, oferując tylko okruchy, z których możemy mozolnie składać całość obrazu. Na pochwałę zasługuje z pewnością plastyczna narracja, dzięki której autor znakomicie buduje nastrój grozy i napięcia. Nie ma tu pierwotnej zbrodni, której zagadkę staralibyśmy się wraz z bohaterami odkryć. Niby wszystko jest jasne: paniczna ucieczka pięknej i zagubionej dziewczyny przed mężem gangsterem, zdaje się być zaczerpnięta zbyt dosłownie z klasyki konwencji sensacyjnej, jednak u D’Andrea tylko pozornie cała powieść opiera się na utartych schematach. Włoski pisarz potrafi znakomicie rozwinąć pozornie zgrane wątki, wprowadzić do nich nowe elementy i skomplikować z pozoru prostą fabułę. Co niewątpliwie daje zadowalający efekt. „Lissy” to powieść obfitująca w zaskoczenia i nieszablonowe rozwiązania. Tam, gdzie spodziewamy się zgodnego z sugestią fabularnej konwencji zakończenia, autor serwuje nam zgrabny twist, który nie tylko wywraca obraz literackiego świata do góry nogami, ale też umiejętnie podsyca w nas ciekawość względem tego co stanie się dalej. Ta umiejętność swoistej gry z czytelnikiem to rzadki talent, ale D’Andrea naprawdę dobrze sobie z nią radzi.

Wspominałem na początku o błędach, jakie można w powieści znaleźć. Głównym, jaki rzuca się w oczy, jest niezbyt dogłębna eksploracja wątku Konsorcjum – tajemniczej, wszechpotężnej organizacji przestępczej, przed którą drży nawet niekoronowany król regionu, Herr Wegener, mąż nieszczęsnej Marlene. Ten wątek aż się prosi by pisarz go rozwinął, rozbudował i uczynił nieco bardziej wpływowym dla całej powieści. W „Lissy” jest on dość szczątkowy i owszem, w kilku momentach potrzebny, ale jednak zbyt mało rozbudowany.

Mimo niewielkich potknięć „Lissy” stanowi przykład bardzo solidnej i klimatycznie napisanej powieści sensacyjnej, w której autor umiejętnie buduje nastrój, szeroko odwołując się do lokalnego europejskiego folkloru i baśni ludowych (choć nie sięga po wątki stricte fantastyczne).

Z całą pewnością książka warta polecenia dla wszystkich, którzy szukają ciekawej, dynamicznej literatury. Polecam!

 

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Luca D’Andrea – Lissy
Tytuł oryginalny: Lissy
Tłumaczenie: Andrzej Szewczyk
Wydawca: W.A.B. (2018)
Ilość stron: 432
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także