Literatura

Łukasz Jabłoński – Melodia Litny

dnia

„Melodia Litny” – pierwszy tom serii „Rozdroża Cienistego Szlaku” autorstwa Łukasza Jabłońskiego, to z jednej strony nic nowego w fantasy, nawet polskim, które może się pochwalić tylko kilkoma autorami starającymi urwać kawałek tortu zaanektowanego niegdyś przez Sapkowskiego. Jednak to, co z pozoru zdaje się być powielaniem utartych schematów, okazuje się interesującą, mocno rozbudowaną powieścią, gdzie kreacja świata zdaje się mieć równorzędne znaczenie, co opowiadana historia.

„Ciężki” w „Melodii Litny” jest język – „ciężki” bo mocno archaizowany, czasem wręcz trudny do zrozumienia. Zwłaszcza na początku, kiedy musimy się do niego przyzwyczaić, odkryć jego rytm i urok, jaki się w nim kryje. Jednak, kiedy pozwolimy sobie na oswojenie, kiedy damy się uwieść opowieści, to przestaje być ciężarem, a okazuje się być doskonałym towarzyszem podróży przez fascynującą krainę. Bowiem właśnie ta kraina to największy atut powieści Jabłońskiego. Świat przedstawiony kreowany jest z rozmachem, po jaki nie sięgnęli chyba nawet Łukawski, czy Wegner – a to niewątpliwie najmocniejsze nazwiska polskiego fantasy ostatniej dekady. Złożony, rozbudowany, wielowarstwowy, w którym autor próbuje opowiedzieć jak najwięcej, jak najszerzej przedstawić najodleglejsze rubieże i rządzące nimi prawa, które mogą w pewnych momentach przytłaczać. Jednak są kluczem do pojęcia możliwości jakie daje to światotwórstwo autorowi. Zapewne przekonamy się o tym w kolejnych tomach.

Fabularnie też niby nic nowego. Ot, prosta historia o Malbo, wyrzutku i banicie, który okazuje się obalonym cesarzem, łaknącym powrotu do czasów świetności. A może tylko łaknącym przeżyć w świecie, co najmniej, mu nieprzyjaznym? Czy to już było? A i owszem. Wiele razy fantasy opowiadała tę historię, więc Jabłoński nie tworzy nic nad wyraz oryginalnego, a sięga po prostu do sprawdzonych klisz gatunkowych i z nich składa swoją opowieść, okraszając ją po prostu nowymi elementami. Ciekawy zdaje się Bastion – miasto wszelkiej maści wyrzutków, interesujące jest piętnowanie przestępców określonym rodzajem tatuażu. Sama historia to opowieść o walkach, podstępach, nadziejach i miłościach. Słowem: o tym wszystkim fantasy może już opowiadała, ale jednocześnie nadal jest coś sprawia, że łakniemy takich opowieści wciąż i wciąż na nowo.

Nie jest to książka dla każdego. Zbyt mocne zakorzenienie w gatunku, specyficzna, archaizowana narracja i nagromadzenie wątków sprawiają, że „Melodia Litny” trafi głównie do fanów gatunku. Jednak warto po nią sięgnąć, bowiem dawno w naszym rodzimym fantasy nie świata zbudowanego z takim rozmachem. A po zakończeniu trylogii „Kraina Martwej Ziemi” Łukawskiego, w gatunku panuje swoista pustka, którą należało by wypełnić nowym cyklem.

Polecam!

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Łukasz Jabłoński – Melodia Litny
Wydawca: Zysk i S-ka 2018
Ilość stron: 572
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także