Literatura

Łukasz Radecki – Nienasycony

dnia

nienasycony

Mam nielichy problem z najnowszą powieścią Łukasza Radeckiego pt. „Nienasycony”. Z jednej strony jest to bowiem wspaniały, nostalgiczny powrót do czasów kultowego Phantom Pressu, a to za sprawą kolaboracji autora z nowo powstałym wydawnictwem Phantom Books, które przywraca naszemu rynkowi dawną formę wydawniczą pulpowych horrorów; a z drugiej strony, mamy tu powieść z potencjałem, z bardzo dobrymi momentami, ale jednak niedopracowaną, momentami sprawiającą wrażenie pisanej „na kolanie”.

Akcja „Nienasyconego” toczy się dwutorowo, w czasach nam współczesnych (rok 1998 i 2003) oraz w połowie XIV wieku, w czasie wojny Zakonu krzyżackiego z księstwem litewskim. Elementem łączącym te dwie osie czasowe jest postać tytułowego Nienasyconego, mającego być słowiańskim demonem, bardzo niebezpiecznym i krwiożerczym. Użyty raz, w przeszłości, położył się cieniem zarówno na historii Zakonu, jak i losach dwóch Wielkich Mistrzów, z których jeden oszalał, a drugi musiał zrezygnować z urzędu. Później tajemnica została skrzętnie ukryta, aż do schyłku wieku XX, kiedy to trzej młodzi chłopcy uwalniają zło, jakiego nie są w stanie pojąć, a co dopiero nad nim zapanować…

Bardzo lubię styl pisania Radeckiego i jego sposób prowadzenia narracji, ale aż kłują mnie w oczy niedociągnięcia fabularne tej powieści. W „Nienasyconym” zgrabnie wypadają fragmenty z czasów zamierzchłych, gdzie plastyczne opisy bitew i szeroko nakreślony rys historyczny z pewnością działają na korzyść książki. Jednak zupełnie, ale to zupełnie nie kupuję tej części, która rozgrywa się współcześnie. Bohaterowie są zbyt przerysowani, zbyt łatwo decydują się na udział w zbrodni, jeden z nich zbyt szybko zmienia nastawienie od uskrzydlanego miłością młodzieńca do tępego prostaka, mającego na celu tylko dokonanie zabójstwa… Nie kleją mi się ich postawy, ich motywacje. Zmiana nastawienia przychodzi im zbyt łatwo i zbyt pobłażliwie podchodzą oni do – bądź co bądź – planowania odebrania komuś życia, tak naprawdę bez powodu. Dodatkowo ich losy po 1998 roku nie wypadają zbyt prawdopodobnie. Kilkadziesiąt tysięcy podzielone na trzech daje im możliwość przeżycia przez pięć lat? Zdobycie własnych mieszkań? Przyzwoicie prosperującego baru? Zanadto odstaje mi to od rzeczywistości w książce, która potrzebuje takiego przyzwoitego tła, solidnej scenografii, bo zawieszać niewiarę czytelnik musi, owszem, ale przy okazji wątku z okultystycznym uwalnianiem prasłowiańskiego demona więc w takim zestawie przydałoby się trochę surowego realizmu. I tego mi tu brakuje.

Nie zmienia to faktu, że „Nienasyconego” dobrze się czyta, a styl autora nie męczy, a wręcz przeciwnie – pozwolił utrzymać mnie przy lekturze mimo wspomnianych zgrzytów. Jak na Radeckiego zaskakuje mała ilość makabry, choć trup ściele się gęsto. Autor oszczędza nam szczegółów większości zbrodni, a i w tych nielicznych przypadkach, kiedy opisuje sam akt, to jednak przemilcza „mocniejsze” momenty, jakby chciał złagodzić odbiór i nie zaliczyć „Nienasyconego” do gore, ale utrzymać go w konwencji mastertonowskiego horroru. I poniekąd mu się to udaje, zresztą sam wspomina słowami swoich bohaterów powieści Brytyjczyka.

Gdyby nie niedporacowanie współczesnej osi czasowej i nakreślenie zbyt mało realnego wizerunku młodocianych bohaterów byłaby to książka bardzo dobra. A tak – niestety – jest tylko przeciętna. Na pochwałę zasługuje zakończenie, bo kryje się w nim wystarczająco dużo niedopowiedzeń, by pozostawić dla czytelnika wiele ścieżek interpretacyjnych, wiele możliwości na dywagacje, „co by było, gdyby…”. A to akurat w literaturze cenię.

Reasumując, „Nienasycony” powinien dostać dwie niezależne oceny. Jako literatura – co stwierdzam z niemałym smutkiem – 3/6, jak na przeciętniaka w pulpowym nurcie przystało. Ale za formę, koncept wydawniczy, klimatyczną okładkę (za którą odpowiada Dawid Boldys) i zaserwowanie mi przez autora oraz wydawcę szalonej podróży w przeszłość, do złotej ery pulpowego horroru – zdecydowanie maksymalne 6/6.

I czekam na kolejne powieści z Phantom Books, bo z pewnością jest to rzecz warta uwagi i coś, co „pokolenie Phantom Pressu” z pewnością doceni z łezką nostalgii w oku.

3 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Łukasz Radecki – Nienasycony
Wydawca: Phantom Books (2017)
Liczba stron: 155
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także