Literatura

Łukasz Radecki, Robert Cichowlas – Zombie.pl

dnia

patronat

Skończyłem czytać „Zombie.pl” duetu Cichowlas/Radecki z dużym uczuciem niedosytu i jednocześnie z mieszanymi uczuciami. Jest to zupełnie inna książka, o odmiennym ciężarze gatunkowym, niż serwowane przez tych dwóch panów „Miasteczko” (Videograf 2015). Mimo iż wciąż mamy do czynienia z horrorem, to jest to powieść dużo łagodniejsza w formie, bardziej stonowana niż ich wcześniejsza wspólna publikacja. Paradoksalnie – choć może zawieść fanów ekstremy, którzy się dotychczas w twórczości autorów zaczytywali – takie złagodzenie stylu i pewien odwrót w stronę mniej ekstremalnej, niszowej prozy wychodzi książce na dobre.

Tak. To powieść o zombie. Nie pierwsza, bo przecież wcześniej była m.in. świetnie przyjęta książka Wardziaka i niedawno, ze swoim „szczurzym” projektem, pojawił się Szmidt. Tematyka ożywionych trupów zajęła, co widać, w horrorowym kalejdoskopie miejsce popularnych, jeszcze niedawno, wampirów. Rozkładające się zwłoki, które nagle powracają do naszego świata z jedną myślą – zeżreć coś żywego – zadomowiły się w popkulturze już lata temu, przechodząc niejedną transformację, jednak nasi rodzimi autorzy dopiero od niedawna zaczęli dostrzegać potencjał w tym motywie, który zdawać się może mocno wyeksploatowany. Między innymi, właśnie dzięki temu wzrostowi popularności mamy okazję przeczytać „Zombie.pl”.

Cóż, Radecki z Cichowlasem nie starają się silić na oryginalność. Ta książka to klasyczna, pulpowa powieść o epidemii żywych trupów. Epidemii, która pojawia się nagle, błyskawicznie opanowuje świat (a przynajmniej Polskę) i opiera się na znanych każdemu miłośnikowi horroru motywach. Zombie – inaczej niż na przykład było to u Szmidta – można zabić ponownie, niszcząc głowę, a dokładniej mózg. Tutaj nie odbiegamy od standardu, duet nie próbuje wzniecać rewolucji, gra utartymi schematami, skupiając się na czymś zupełnie innym, niż wprowadzanie zmian do konwencji.  Podstawowym tematem podejmowanym w tej powieści są różnice w postawach zachowań jednostek ocalałych po wybuchu tajemniczej zarazy. Izolowanie ich w nielicznych grupach na małych powierzchniach/obszarach, by zaprezentować cały wachlarz reakcji na zdarzenia związane z makabryczną epidemią, to główna oś fabuły. I choć dość szybko ujawniają się główne postacie dramatu (odruchowo zakładamy, że to właśnie im uda się przeżyć, no bo jak inaczej?) to jednak powieść stanowi ciekawe spektrum postaw, zachowań i reakcji na to, co dzieje się z ludźmi w tak nietypowych i skrajnych okolicznościach.

Nie oszukujmy się jednak – to powieść na wskroś pulpowa, która nie wdaje się w górnolotne dywagacje moralne. I choć oszczędzono nam przesadnej makabry, to trup ściele się gęsto, wnętrzności wylewają się z niejednego rozerwanego brzucha, a skrawki mięsa walają się tu i ówdzie. Mimo to – jak na wcześniejsze dokonania autorów w dziedzinie ekstremalnej grozy, tutaj jest dość łagodnie, nie ma przesadnie rozwlekanych opisów krwawych scen, nie ma rozbudowanej do niemożności warstwy erotyki. I dobrze, bo książka na tym zyskuje. A jednocześnie ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców.

Cichowlas z Radeckim nie wpadają w przesadne moralizatorstwo, nie próbują rozkładać na czynniki pierwsze psychiki swoich bohaterów, a zajmują się przede wszystkich rzucaniem im kłód pod nogi. A raczej – nasyłaniem na nich kolejnych hord zombie… I ludzi. Bo, wbrew pozorom, to właśnie ci ostatni najczęściej stają się przyczyną prawdziwych problemów.

Widzę w powieści mocne naleciałości z uniwersum „The Walking Dead”. Przywódca malborskiej społeczności wyraźnie rysuje się jako polski odpowiednik Gubernatora, który w imię dobrych chęci i szlachetnych celów gotów jest na wiele… Nie chcę spoilerować, wystarczy więc powiedzieć, że fani ksiażek Kirkmana/Bonansigi na pewno nie będą powieścią „Zombie.pl” zawiedzeni, a zakończenie wyraźnie wskazuje, że będzie (musi, po prostu musi być!) ciąg dalszy. Ale to dobrze, bo najnowsze starcie naszego kraju z plagą żywych trupów na pewno wypada dobrze. Na tyle, by z ciekawością oczekiwać na więcej.

Co mi w książce zgrzyta najbardziej? Początkowy motyw na Komendzie Policji. Serio, mocno kojarzący mi się z „Atakiem na posterunek 13-ty”, jednak zupełnie nie przystający wg mnie do polskich realiów. Dobrze, że autorzy zarzucili ten wątek dość szybko i przenieśli akcję do Malborka, gdzie… No właśnie… To już przeczytajcie sami.

Polecam wszystkim fanom zombiestycznej literatury, ale również czystego horroru. To nie jest typ książki hermetycznej, która ma jedynie szanse spodobać się wąskiej grupie odbiorców. Inaczej niż arcykrwawe „Miasteczko”, „Zombie.pl”  (mimo że to pełnoprawna, dynamiczna powieść, która ma wszystko, co horror o zombie mieć powinien) nie epatuje niepotrzebną przesadą. W moim odczuciu to kolejna (po „Pradawnym złu” od Repliki) książka tego duetu, która ma stanowić swoisty hołd dla ich literackich fascynacji z młodości. A kiedy hołd nie jest wtórny, za to umiejętnie czerpie ze swoich wzorców to warto się z nim zapoznać. Polecam!

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Łukasz Radecki, Robert Cichowlas – Zombie.pl
Wydawca: Zysk i S-ka 2016
Ilość stron: 436
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także