Literatura

Maciej Żytowiecki – Mój sługa Ezra

Opublikował

dnia

W porównaniu z pierwszym tomem cyklu Żytowieckiego – „Moim prywatnym demonem” (2011) – kontynuacja straciła dynamikę pierwowzoru. Owszem, nadal miłośnicy ufantastycznionego „czarnego kryminału” odnajdą znane im klimaty Chicago przełomu lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku, czyli czasów, które stanowią najważniejszy punkt odniesienia dla literackich i filmowych kreacji noir. Takie też jest Chicago w opowieściach Żytowieckiego: labiryntowe, brudne miasta, w którym zaułki i portowe dzielnice tętnią własnym życiem, niedostępnym dla niewtajemniczonych. Pojawiają się też charakterystyczne dla czarnego kryminału wątki zorganizowanej przestępczości i walki o władzę między reprezentantami lokalnego półświatka (staje się ona tym bardziej bezkompromisowa, że zwycięzcy przypadną w udziale pozostałości po imperium Ala Capone’a).

Tym, co odróżnia kontynuację „Mojego prywatnego demona” od powieści inicjującej cykl, jest zmiana relacji łączących człowieka i zamieszkującą jego jaźń istotę. Przestają one być jednoznaczne; demon wprawdzie pomaga swemu nosicielowi, jednak stopniowo przejmuje też kontrolę nad życiem człowieka, wprowadzając komplikacje do i tak niełatwych związków, łączących go ze współpracownikami. Tymczasem musi on jeszcze uporać się z bytem coraz bardziej narzucającym swą osobowość i traktującym głównego bohatera w sposób instrumentalny.

Co więcej, w „Moim słudze Ezrze” obserwujemy wprowadzenie w nieporównanie większym stopniu wątków inspirowanych raczej fantastyką naukową, niż grozy. Istoty, które doprowadziły do Dnia Rudego Śniegu nadal oczywiście jawią się jako byty pa poły demoniczne, jednakże ich – z perspektywy ludzkich bohaterów nadnaturalne – moce okazują się efektem odmiennej fizyki wszechświata, z którego pochodzą. Z tego względu ich postępowanie, jakkolwiek nadal niepojęte dla ludzi, można zracjonalizować, odwołując się do odmiennej logiki; tym bardziej, że starcie pozaziemskich adwersarzy to w istocie gra o władzę, regulowana ścisłym kodeksem, którym pozostają oni ograniczeni.

Wątek ten niepotrzebnie rozbija spójność konwencji kryminalnej, zaś wizyjno-oniryczne sceny – mające intencjonalnie przybliżać historię demona, zasiedlającego jaźń protagonisty i pozwalające zrozumieć motywację jego decyzji – pozostają wtrętem obcym w dość sprawnie skonstruowaną fabułę kryminalną. Również komplikacje, wywołane powołaniem do funkcjonowania Specjalistów, noszą znamiona sztucznego rozbudowywania pobocznego wątku, który w obecnej postaci nabiera niepotrzebnie osobnego charakteru. Owszem, sam pomysł na stworzenie służb regulujących i kontrolujących paranormalne zdolności w świecie, w którym niespodziewanie objawiają się one na skutek incydentu magicznego, jest dość interesujący, jednak powinien stanowić osnowę fabuły całkowicie odrębnej opowieści; w obecnej bowiem postaci – jako tło dla działań głównych bohaterów – jest zbyt rozbudowany, aby go pominąć w trakcie lektury, a zarazem, paradoksalnie, nie został wykorzystany w sposób pełny. Tym samym mamy do czynienia z potencjalnie interesującym koncepcyjnie pomysłem, który jednakże w obecnej postaci ma charakter glosy.

Również zakończenie rozczarowuje: nie przynosząc rozwiązania, stawia protagonistę w sytuacji, gdy przestaje panować nad własnym losem, zaś do gry wchodzi kolejna, tajemnicza potęga. Takie zawieszenie akcji koncepcyjnie jest wprawdzie zrozumiałe („Mój sługa Ezra” to kolejny tom historii, która doczekała się kontynuacji w „Powrocie do służby” z 2013 r.). Jednakże jako osobna część pozostawia u czytelnika niedosyt.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Maciej Żytowiecki – Mój sługa Ezra
Wydawca: Oficynka (2015)
Liczba stron: 315
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także