Literatura

Magdalena Flera – Inżynier dusz

dnia

inzynier dusz a

To całkiem niezła książka. Owszem, niepozbawiona wad – często właściwych debiutantom – jednak z pewnością warta uwagi. W największym skrócie, mamy tu do czynienia z mroczną, duszną historią quasi–spowiedzi psychopaty, szaleńca. A jednocześnie „Inżynier dusz” to głębokie studium ludzkiej psychiki. Gdyby nie nadmierne rozciągnięcie fabuły i zbyt dosadna szczegółowość każdego opisu, mogłoby być naprawdę bardzo dobrze. A tak możemy tylko mówić o kolejnej powieści z potencjałem, którego nie udało się do końca wykorzystać.

Niclas opowiada historię swojego życia. Zwierza się psychologowi w formie niby-to-spowiedzi, bowiem obnaża swe zbrodnicze czyny, których wcale się nie wstydzi, raczej jest z nich dumny. Sprawia wrażenie inteligentnego, dobrze ułożonego mężczyzny, który z pozoru niczym się nie wyróżnia. Jednak już wykonywany przez niego zawód jest nietypowy – jest bowiem tanatoksometologiem – makijażystą zmarłych. Jednak to nie jego praca szokuje, ale to, co Niclas kryje w sobie, w mrokach swojego umysłu.

Dla głównego bohatera nie ma granic, do których by się nie posunął, nie ma tabu, którego nie zechciałby szargać. W imię swoich chorych wyobrażeń i fascynacji wędruje dalece poza granice określone przez ogólnospołeczne normy. Jednak nie odczuwa z tego względu wyrzutów sumienia, nie ma poczucia winy. Dla niego zbrodnia jest narzędziem. Celem samym w sobie, a jednocześnie drogą do celu. Obcowanie z umarłymi w codziennej pracy czyni go odpornym na zwyczajowe postrzeganie ludzkiej śmierci. Dla niego śmierć jest przejściem, wybawieniem, osiągnięciem spokoju. Poznajemy tu losy Niclasa przedstawiane jego własnymi słowami, a reakcje psychologa, z którym rozmawia, któremu się zwierza, są tylko kontrastem dla koszmaru, który kryje się w psychice Niclasa. Te wtrącenia i dygresje dotyczące – naturalnych przecież w obliczu takich zwierzeń – zachowań lekarza kwitowane są przez głównego bohatera z uśmiechem i ironią.

„Inżynier dusz” to trudna książka. Ciekawa fabuła w połączeniu z dusznym, mocno poetyckim językiem nie czyni lektury łatwą i lekkostrawną. Trzeba wiele samozaparcia, by przebrnąć przez szaleństwo, które na prawie 550 stronach serwuje nam autorka. Wadą powieści jest przede wszystkim jej klaustrofobiczny klimat, który – zamiast działać na korzyść i pozwalać doskonale odczuć środowisko prezentowane w fabule – może męczyć i utrudniać lekturę. Autorka zwykle dobrze panuje nad słowem, jednak często wpada w nazbyt poetycki ton, czyniąc z opowieści przesadni melodramat. Czasem niedopowiedzenia byłyby lepsze, pozwoliłyby odbierać treść bardziej emocjonalnie, a jednocześnie umożliwiłyby wyeliminowanie niektórych dłużyzn.

Do dobrej powieści brakuje „Inżynierowi dusz” niewiele i z całą pewnością jest to książka warta uwagi. Nie arcydzieło, nie książka wybitna. Ale co najmniej intrygująca. Autorka jest odważna, potrafi dotykać tematów tabu (pedofilia) bez nachalności czy przerysowań, ale subtelnie i z wyczuciem zdolnej prowokatorki. I może to oddziałuje na czytelnika najmocniej? Nie da się przejść obok tej powieści obojętnie. Sądzę, że albo Was zachwyci, albo całkiem zniesmaczy. Jednak jako swoisty, literacki eksperyment oparty na zgłębianiu psychiki szaleńca potrafi się całkiem nieźle obronić.

3 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Magdalena Flera – Inżynier dusz
Wydawca: Novae Res (2015)
Liczba stron: 544

Polecamy także