Literatura

Magdalena Kałużyńska – Alvethor. Białe miejsce

Opublikował

dnia

KAŁUŻYŃSKA Magdalena_Alvathor front grzbiet.indd

patronat

Magdalena Maria Kałużyńska to osoba wyjątkowa na polskiej scenie grozy. Wdarła się na nią szturmem, nie dłubiąc klasycznie opowiadania, którymi zanudzałaby wszelkie portale literackie. Nie wspinała się po nazwiskach, które by w czymś pomogły, nie robiła wokół siebie szumu w Internecie, nie krzyczała o swojej domniemanej wyjątkowości, jak to czyni dziś wielu. Ona po prostu napisała znakomitą powieść, jedną z najlepszych, jakie w ostatnich latach wyszły w Polsce. Mowa o „Ymar”, który przekracza wszystkie normy, a przede wszystkim nie jest żadną kopią innego znanego pisarza. To po prostu Kałużyńska w całej swej wyjątkowości. Można pomyśleć, że po takim debiucie ciężko podskoczyć wyżej. Nie w przypadku tej pani. Nowa powieść „Alvethor: Białe miejsca” otwiera nowy rozdział w twórczości autorki, ale też, nie zawaham się tego napisać, nowy etap w historii polskiej fantastyki. Chyba, że ta będzie wolała dalej bezpiecznie zjadać swój ogon.

Trudno opisać książkę, której sam tytuł wymaga wyjaśnienia posiłkując się słownikiem. Ale ja wyjątkowo pomogę sobie okładką. Alvethor to wyjaśnienie kwantyfikacją tezy – „zjawisko (…) najwyższy stopień zagrożenia czterowymiarowej przestrzeni oraz stabilności procesów tu zachodzących. Najwyższy stopień zagrożenia życia istot-rezydentów – w przypadku czasoprzestrzeni zamieszkanej. Proces nieodwracalny.” Jest ciężko? Tak Wam się tylko wydaje. Miałem szczęście być na prelekcji na Krakonie, gdzie pani Magda opowiadała co nieco o swoich teoriach, a potem mogłem wysłuchać fragmentu książki i zaręczam, że to po prostu poprzeczka w polskim horrorze podniesiona na poziom dotąd nieosiągalny. Kałużyńska śmiało idzie przed siebie tworząc historię, której opisać się nie da, bo z jednej strony mamy do czynienia z niezwykłą inwazją, z drugiej strony z krwawym i brutalnym horrorem, ale wszystko z naukowymi podtekstami, a co więcej, nie zamykające się w obrębie tego tomu, tylko lekko zarysowujące problematykę.

Poznajemy cztery osoby. Michał Rejman to fryzjer, który pewnego dnia strzyże piękną, rudowłosą kobietę na łyso, a po wyniesieniu jej włosów na zaplecze, wychodzi na ulicę i morduje brutalnie niewinnego przechodnia. Sam twierdzi, że zabił obcego, nie człowieka. Oczywiście trafia do zakładu zamkniętego. Czytelnik wie, że w ten sposób został rekrutem. Wspomniana rudowłosa kobieta to Anna Gołębiowska, przebojowa kobieta, której ciało zostało opanowane przez obcą istotę, a ona sama została w ten sposób pułkownikiem. Wkrótce poznajemy jeszcze dwie dziewczyny – Agatę Brzozowską (kolejnego rekruta) i Małgorzatę Ziołek (generała), lecz sposobów ich przejścia na drugą stronę zdradzać nie zamierzam.

Odrzućcie to, co znacie, Kałużyńska wprowadzi Was w świat prawdziwej fantastyki i podskórnego mroku, który wywołuje dreszcz niepokoju i nie opuszcza czytelnika przez cały czas trwania lektury. Pominę makabryczne morderstwa, tajemnicze zgony, czy delikatne nawiązania do „Ymar” (a może już nadinterpretuję). Tu rządzi nad wyraz oryginalny pomysł, nowa jakość i niewiarygodnie ciężki klimat nadchodzącego zagrożenia i niezrozumiałego niebezpieczeństwa. Tu rządzi Magdalena Kałużyńska.

6 Stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Magdalena Kałużyńska – Alvethor. Białe miejsce
Wydawca: Wydawnictwo Oficynka (2014)
Liczba stron: 284
Łukasz Radecki
Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także