Literatura

Marek Świerczek – Głębia

dnia

„Głębia” Marka Świerczka to powieść, która umocniła mnie w przekonaniu, że to najbardziej niedoceniony autor grozy w Polsce. Jego poprzednie książki, wydane w nieznanych wydawnictwach, („Dybuk” Ammit 2012), przechodzą bez echa albo na starcie dostają łatkę „złego vanity” („Skowyt” Novae Res 2015). „Głębia” potwierdza jego literackie umiejętności i znów pokazuje świetny, nastrojowy styl pisania. I choć nie jest pozbawiona pewnych błędów, to z całą pewnością jest jednym z ciekawszych tytułów tego roku. Publikowanej twórczości Świerczka najczęściej brak tylko solidnej redakcji i korekty oraz wydawcy dobrze umocowanego w nurcie grozy, do jakiego m.in. „Głębia” z całą pewnością należy. Jednak nie zmienia to faktu, że autor bardzo umiejętnie sięga do około wojennych i powojennych realiów, by w nich osadzić swoje historie, tym samym nadając im ciekawe tło społeczno-polityczne. 

Fabuła „Głębi” rozgrywa się tuż po wojnie (w 1946) na przejętym przez Polskę Pomorzu Zachodnim. Akcja repatriacyjna trwa, większość lokalnych mieszkańców to Niemcy, obecnie wysiedlani. W okolicy stacjonują zarówno wojska radzieckie, jak i polskie – pomiędzy którymi, mimo pozorności sojuszu, nie brak napięć. Samo miejsce akcji to mała rybacka wioska, miejscowość nieco zapomniana, zabiedzona, nie tylko w wyniku wojny, ale i chyba mająca to w „naturze”. Trochę tkwiąca w izolacji, a trochę degenerowana powojenną zawieruchą. W takie otoczenie trafia nasz bohater – Zygfryd Kurtz – polski oficer zwolniony z wojska ze względu na zaawansowaną gruźlicę. Kurtz jedzie tu, by czekać końca, ale nie spodziewa się, jak pokrętny bywa los. Kiedy trafia do pensjonatu żony niemieckiego naukowca, (która uniknęła deportacji, ze względu na polskie pochodzenie), odkrywa dziwne legendy i zabobony na temat okolicy. A kiedy nocami zaczyna obserwować tajemnicze ognie na plaży, w miejscu ponoć przeklętym, tajemnica robi się coraz bardziej niepokojąca… 

Dużo w powieści atmosfery rodem z lovecraftowskiego „Widma nad Innsmouth”. Choć Świerczek nie kopiuje na ślepo pomysłów Lovecrafta, nie próbuje kreować pastiszu jego powieści, to ogólna atmosfera mocno tchnie klimatem ze wspomnianej historii. I z pewnością jest to jeden z największych plusów „Głębi” bowiem Świerczek, jak mało kto potrafi kreować ponury, nostalgiczny, pełen niepokoju i smutku nastrój, jako tło dla opowiadanej historii. A w niej mieszają się stare legendy o mitycznym pomorzańskim mieście, o tajemnych kultach, reaktywowanych w czasie II wojny przez hitlerowskich okultystów i zagadkowych niemieckich badaniach naukowych, które ocierają się wręcz o magię… 

Mimo skojarzeń z Lovecraftem, podkreślam, że autor „Głębi” nie uległ pokusie napisania kolejnej wariacji o Chtulhu, ale kreuje własną, niezależną opowieść mocno podpartą mitologią Pomorza, ze skandynawskimi wpływami. Jednocześnie na pochwałę zasługuje tło historyczno-obyczajowe. Relacje Kurtza z kobietami są mocno „hłaskowskie”. Tragiczne w samym swoim jądrze bowiem nasz bohater czuję się już bardziej trupem, niż żywym człowiekiem. Jednak nadal nieobce mu są ludzkie pragnienia i żądze. Wątek polityczny, który uosabiają postacie oficerów NKWD oraz polskiej milicji, które ścierają się co rusz w wewnętrznych, wynikających z głębokich antagonizmów i walki o władzę w hierarchii partyjnej, to doskonałe urozmaicenie całej historii. A momentami wydawało się wręćz, że ten motyw wybija się na pierwszy plan i wątki grozy zostają zepchnięte na margines.  

Jeśli chodzi o wspomniane na początku braki, to właśnie motyw morskich diabłów, wychodzących nocami na brzeg i samej Vinety – zatopionego miasta – został przez autora w finale potraktowany po macoszemu i trochę niezgrabnie ucięty (nie napiszę bardziej szczegółowo, by nie spoilerować). I to obniża końcową ocenę książki, choć nie zmienia faktu, że nadal jest to świetna opowieść, napisana w znakomity i klimatyczny sposób.  Jeśliby szukać literackich podobieństw, to – oprócz wspomnianego „Widma nad Innsmouth” – warto przytoczyć tytuł „Czarny bóg” autorstwa Krzysztofa Wrońskiego, będący równie udanym mariażem lovcraftowskich motywów z opowieścią osadzoną w powojennej Polsce (również – z rozbudowanym tłem historycznym i obyczajowym). 

 „Głębię”, mimo pewnych niedociągnięć i potknięć redakcyjnych (bo te się zdarzyły i tu) uważam za jedną z ciekawszych publikacji rodzimej grozy w tym roku. Jej dwuznaczna przynależność gatunkowa (oscylująca pomiędzy klasyczną grozą, a powieścią obyczajową), starannie rozbudowane tło i interesujący, choć zapewne nieco przerysowani, bohaterowie to elementy, które składają się na swoistą literacką ucztę, wzmacnianą dzięki znakomicie wykreowanej atmosferze lęku i nerwowego oczekiwania bowiem coś się tam przecież kryje, w tych wzburzonych, morskich falach… I w końcu może przyjść także po nas. 

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Marek Świerczek – Głębia
Wydawca: Dom Horroru 2018
Ilość stron: 248
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także