Literatura

Martyna Raduchowska – Czarne światła. Tom 1: Łzy Mai, Tom 2: Spektrum

Opublikował

dnia

Czasy, w których Philip K. Dick zastanawiał się, czy androidy marzą o elektronicznych owcach dawno minęły. W New Horizon produkuje się androidy tak podobne do ludzi, że nawet obdarzane są zdolnością empatii. Zdolni współodczuwać z ludźmi replikanci marzą tylko o jednym: by móc czuć jak człowiek. Kiedy na rynku pojawia się reinforsyna – specyfik, który z każdego może uczynić geniusza i który sprawi, że replikanci będą mogli doświadczyć ludzkich uczuć, w serca ludzi, których nie stać na rozmaite wszczepy i implanty i w sztuczne serca androidów wstępuje nadzieja. Trudno się więc dziwić, że kiedy zapada decyzja o wycofaniu specyfiku z rynku, wybucha bunt. Jedną z ofiar buntu jest policjant Jared Quinn, który na skutek odniesionych obrażeń musi zostać poddany śpiączce farmakologicznej, by jego organizm mógł się w pełni zregenerować. Kiedy budzi się po trzech latach, dowiaduje się, że wbrew swojej woli został naszpikowany rozmaitymi wszczepkami tak, iż teraz jest niemal cyborgiem. Nie jest to jednak jedyna niespodzianka. Na skutek buntu New Horizon zostało podzielone na dwie części i niemal niemożliwy do sforsowanie mur oddziela część zamieszkałą przez ubogich mieszkańców, zwaną teraz Dark Horizon, od tej należącej do elit. Jego była partnerka – replikantka May znajduje się po drugiej stronie muru bowiem dołączyła do rebeliantów i zabiła dwóch ludzkich policjantów, po czym uciekła wymiarowi sprawiedliwości. Gnany chęcią zemsty Quinn postanawia odnaleźć byłą partnerkę… niestety, na przeszkodzie staje seria tajemniczych i brutalnych morderstw, które musi wyjaśnić. Najgorsze jednak jest to, że coraz więcej śladów wskazuje, iż to właśnie on może być zabójcą. On albo May.

Tymczasem May próbuje ułożyć sobie życie po drugiej stronie muru. Druga część cyklu Martyny Raduchowskiej „Czarne światła” zaczyna się bowiem dokładnie w tym samym momencie, w którym pierwsza. „Łzy Mai” są opowieścią pisaną z perspektywy Jareda, a „Spektrum” opisuje ten sam czas z perspektywy jego partnerki. Zamiast więc śledzić dalsze losy dochodzenia prowadzonego przez Quinna dowiadujemy się, co się działo w latach, które policjant przespał. A działo się naprawdę dużo…

Oba tomy cyklu „Czarne światła” to cyberpunk, a jednak każdy z nich reprezentuje inny gatunek. „Łzy Mai” to typowy kryminał: policjant ma za zadnie rozwikłać serię tyleż tajemniczych co brutalnych zabójstw, a przy okazji poluje na swoją byłą partnerkę, która także jest poszukiwaną przez prawo przestępczynią. Tymczasem „Spektrum” to już typowa powieść psychologiczna. May, która w pewnym momencie zyskuje zdolność odczuwania ludzkich uczuć, zaczyna czuć się wyobcowana zarówno wśród ludzi, jak i wśród androidów. Zbyt ludzka, by dobrze się czuć wśród swoich, dla ludzi zawsze już będzie replikantką, przyjaciół znajduje jedynie wśród kruków.

Pomimo rozbieżności gatunków pierwszych części cyklu, tworzą one spójną całość. Fakt, że w drugiej części May głównie zastanawia się nad sobą i zajmuje się poszukiwaniem w sobie człowieka, nie oznacza, że akcja toczy się wolniej niż we „Łzach Mai”. Wszak w czasie, kiedy jej partner pogrążony był w śpiączce w Beyond Horizon dużo się działo i miały miejsce zdarzenia, które doprowadziły do tego, że replikantka znalazła się po drugiej stroni muru, w dodatku z ciążącym na niej wyrokiem śmierci. Nie wiem, czy trzeci tom znów będzie kryminałem – zagadek do rozwiązania wciąż bowiem przybywa czy też będzie pisany w jeszcze innej konwencji literackiej. Wiem jedno – sięgnę po niego z prawdziwą przyjemnością jak się tylko ukaże, ponieważ Raduchowska tworzy literaturę wciągającą jak i dającą do myślenia, a brak obu tych cech coraz bardziej odczuwam we współczesnej literaturze.

5 out of 6 stars

Recenzentka: Jagoda Mazur

Martyna Raduchowska – Czarne światła. Tom 1: Łzy Mai, Tom 2: Spektrum
Wydawca: Uroboros (2018)
Liczba stron: 416, 416

Martyna Raduchowska – Czarne światła. Tom 1: Łzy Mai

Martyna Raduchowska – Czarne światła. Tom 2: Spektrum

Polecamy także