Literatura

Max Czornyj – Grzech

Opublikował

dnia

Rozpoczynająca cykl o komisarzu Eryku Deryło powieść „Grzech” , to zarazem debiut Maxa Czornyja – trudno w to uwierzyć, utwór jest bowiem świetnie skomponowany z wyrazistą linią dramaturgiczną, a postacie nakreślone w sposób pogłębiony. Toteż można byłoby, całkiem zresztą zasadnie, podejrzewać, że Max Czornyj to pseudonim artystyczny któregoś z twórców usiłujących zdystansować się do wlanego dorobku, a poprzez to niejako zacząć karierę pisarską „od nowa”, bądź po prostu zażartować sobie z czytelników (niedawno uczynił tak przecież Remigiusz Mróz, publikując „Trylogię Wysp Owczych” jako Ove Løgmansbø, 2016-2017). Tymczasem Czornyj to autor istniejący realnie, a przy tym — powtórzmy — debiutujący spektakularną opowieścią, w której nic nie jest oczywiste, ani jednoznaczne.

Pozornie mamy do czynienia z historią seryjnego mordercy i tropiącego go policjanta. Pojedynek dwu reprezentatywnych dla literatury kryminalnej postaci musi prowadzić do ich konfrontacji, której efekt jest dość łatwy do przewidzenia: biorąc pod uwagę, że tom (o czym wyżej) rozpoczyna cykl, dość prawdopodobne staje się, że zbrodniarz zdoła umknąć wymiarowi sprawiedliwości. Tym samym kolejne tomy będą niejako naturalną oczywistością, zaś czytelnicy (o ile przypadnie im do gustu snuta przez autora opowieść) potencjalnie będą mogli przedłużyć lekturową przyjemność. Nie ma nic złego w tak obranej strategii, jakkolwiek ma ona jeden (za to kluczowy) słaby punkt: w dobie nadprodukcji dóbr wszelakich (w tym kulturowych) trudno jest wypracować atrakcyjną artystycznie, ale i rynkowo, formułę, która gwarantowałaby zainteresowanie ze strony czytelnika (będącego przecież zarazem kupującym).

Czy Czornyjowi taka rynkowa sztuczka się udała? Trudno na tym etapie orzec to z całą pewnością. Ponieważ „Grzech” stanowi zaledwie początek opowieści, nie można wyrokować o całości cyklu przed ukazaniem się ostatniego tomu, a autor prowokacyjnie sięgnął po skonwencjonalizowane rozwiązania, by uczynić je pretekstem do namysłu nad kwestiami nadal rzadko poruszanymi przez literaturę kryminalną. Co więcej: typowe postacie — po bliższym przyjrzeniu — okazują się bardziej zaprzeczeniem tego, do czego przyzwyczaiły nas „opowieści o zbrodni i karze”. Policjanci nie są ukazani aż tak nieudolnie, przy czym z drugiej strony nie są też tak bohaterscy, jak moglibyśmy oczekiwać, zaś ich życie osobiste wcale nie ogranicza się do pracy. Ta bowiem, jeśli nawet stanowi sens ich życia, nie uniemożliwia relacji z bliskimi; wreszcie — protagonista opowieści Czornyja, Deryło, to pierwszy od lat rodzimy nierozwiedziony policjant żyjący w stałym związku, choć istotnie trudno określić jego małżeństwo mianem sielanki. Toteż, jakkolwiek wiele jest w nim z kreacji samotnego gliniarza, zmagającego się z przełożonymi i absurdami systemu, zdaje się — zwłaszcza na tle, przyznajmy, że przecież udanych artystycznie, bohaterów polskiego kryminału — postacią oryginalną.

A przecież to nie tylko kreacja protagonisty decyduje o tym, że „Grzech” trudno uznać jedynie za kolejną, interesującą fabularnie powieść. Tym bowiem, co udało się autorowi w szczególny sposób, a co zarazem decyduje o klasie powieści, jest wprowadzenie w strukturę fabularną rozważań metafizycznych o istocie zła, w taki sposób, by nie stanowiły wartości samoistnej. I tu konieczny staje się powrót do tytułu opowieści. Czym bowiem jest ów grzech? Wbrew pozorom nie wiąże się z czynami przestępcy, jakkolwiek niewątpliwie są one (rozpatrywane w kategoriach religijnych) grzechem, i to ciężkim, a jednak nie tak ciężkim, jakiego dopuszczają się bohaterowie utworu. Tym bowiem, paradoksalnie, wypływającym z pobudek wiary, jest wystawienie Boga na próbę. Można byłoby zatem uznać, że Czornyj w jakiś osobliwy sposób przetwarza historię Hioba, który w jego wersji nie poddaje się boskim wyrokom i usiłuje dociec przyczyn swoich niepowodzeń. Wchodzi tym samym na (jak określa ją w tytule swej rozprawy Mircea Eliade, przywołujący zresztą ową biblijną historię) „dawną drogę, którą kroczyli ludzie niegodziwi” (1985; wydanie pol. 1992). A jest to droga, co istotne, wiodąca pośród znanej mistykom (choćby Janowi od Krzyża) z ich doświadczenia „nocy ciemnej”, będącej tyleż łaską, co przekleństwem próby wiary.

Powieść Czornyja, niewątpliwie atrakcyjna lekturowo i dynamiczna, czytana z zaproponowanej tu perspektywy nie każdemu może przypaść do gustu. Jeśli jednak uda się przeniknąć fabułę, by dotrzeć do źródeł decyzji bohaterów, być może — w nagrodę — czeka nas niemożność zapomnienia tej historii. To zaś jest największym sukcesem, jakiego może pragnąć pisarz.

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Max Czornyj – Grzech
Wydawca: Filia (2017)
Ilość stron: 395
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także