Literatura

Max Czornyj – Pokuta

Opublikował

dnia

Zakończenie opowieści godne jej początku, z którym mogliśmy zapoznać się dzięki lekturze „Grzechu” – to jedyne, co można rzec o „Pokucie” Maxa Czornyja. Cokolwiek innego byśmy bowiem przedstawili jako argumenty za artystycznymi walorami omawianej tu opowieści, będzie jedynie przypisem do pierwszego ze zdań tego tekstu..

Cóż bowiem odkrywczego można napisać by jednocześnie nie zdradzić finezyjnego konceptu przyświecającego nie tylko „Pokucie”, ale też całości cyklu. I co z wszelkimi sugestiami na temat roli tego, którego – wraz z bohaterami – skłonni jesteśmy uznać za sprawcę makabrycznych mordów, skoro wskazuje na niego logiczne wnioskowanie? A jeśli u podstaw owego wnioskowania znalazły się fałszywe przesłanki? Czy możliwe jest, że już od początku bohaterowie cyklu (a wraz z nimi czytelnicy) zwodzeni byli z wyrachowaniem przez Czornyja, do tego stopnia, że po lekturze całości konieczne staje się ponowne przeczytanie wszystkich tomów, tym razem z uwzględnieniem wiedzy nabytej wraz z poznaniem losów lubelskich policjantów w „Pokucie”? Niechaj pewną pociechą dla czytających te słowa pozostanie fakt, iż – przy całej swej skłonności do wolt fabularnych – pisarz jest wierny temu, którego obrał za intelektualnego patrona: Fryderykowi Nietzschemu. I tak, jak nieprzypadkowo przecież „Grzech”, ukazujący świat bohatera pozbawionego Boga, można odnieść do maksymy Gott is tot (wraz z jej rozwinięciem: „Myśmy go zabili! Jakże się pocieszymy, mordercy nad mordercami?” [przeł. Leopold Staff]), mottem „Pokuty” zdają się inne słowa tego filozofia: Wenn du lange in einen Abgrund blickst, blickt der Abgrund auch in dich hinein („Kiedy długo spoglądasz w otchłań, otchłań patrzy na ciebie”).

Jednakże nawet i bez świadomości zakorzenienia konceptu Czornyja w myśli Nietzschego, można dostrzec osobne miejsce opowieści tego autora na mapie krajowego kryminału literackiego. Do pewnego stopnia analogiczne formalnie rozwiązanie można znaleźć w jednej z powieści Agathy Christie, „Zabójstwie Rogera Ackroyda” (1926; wydanie pol. 2015). Nie powinien jednak łudzić się ten, kto – przeczytawszy utwór Christie – czułby się na siłach sprostać wyzwaniu Czornyja, by rozwiązać zagadkę lubelskich morderstw. Już sama sytuacja narracyjna sprawia, że w „Pokucie” nie mamy do czynienia z powieleniem konceptu. Po cóż zatem czytać „Zabójstwo Rogera Ackroyda”? Przede wszystkim, aby uświadomić sobie istnienie fabularnych „szczelin”, pozwalających na manipulację przekonaniami czytelnika, mamionego pozornie oczywistymi odpowiedziami, a zarazem zbyt nieuważnego, by dostrzec niespójności, które łatwo przeoczyć. Analogicznie w „Pokucie” (a zarazem całym cyklu) zbiegi okoliczności zdają się zbyt ostentacyjne, by nimi pozostać, a jednocześnie brakuje przesłanek do traktowania ich ze szczególną podejrzliwością. Skoro jednak autor tak zadecydował, czytelnikowi pozostaje alternatywa: albo będzie niedowiarkiem i każdą informację skonfrontuje z uzyskanymi wcześniej, albo da się ponieść opowieści cierpliwie wyczekując jej końca (zaglądanie przed czasem na ostatnie strony, jak to niekiedy mają w zwyczaju czytelnicy kryminałów, w tym wypadku nic nie daje, poza spotęgowaniem chaosu poznawczego).

Trudno orzec, która z wyszczególnionych tu strategii jest bardziej skuteczna w odniesieniu tak do „Pokuty”, jak i – odczytywanych z jej perspektywy – wcześniejszych tomów. Być może zresztą to kwestia postawiona opacznie i mamy w wypadku powieści Czornyja do czynienia z utworem wymagającym „podwójnej lektury”: za pierwszym razem w takim ujęciu czytalibyśmy dla zapoznania się z fabułą jedynie po to, by – podczas ponownej lektury (czyli wtedy, gdy już poznaliśmy rozwiązanie tajemnicy serii zbrodni) – móc docenić sposób, w jaki autor opowiada o wydarzeniach, stanowiących osnowę powieściowej akcji. Zarazem jednak taki sposób czytania przeczy elementarnym sposobom zapoznawania się z kryminałem, którego jednym z gatunkowych wyznaczników pozostaje zagadka nawet jeśli weźmiemy pod uwagę współczesne mutacje genologiczne tej konwencji. Cóż zatem pozostaje? Chyba jednie dać się wciągnąć w szaleństwo świata Czornyja, któremu oprzeć się przecież i tak nie sposób.

6 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Max Czornyj – Pokuta
Wydawca: Filia (2018)
Ilość stron: 414

Polecamy także