Literatura

Mikołaj Marcela – Bycie w śmierci

dnia

bycie

Nowa książka Mikołaja Marceli Was zaskoczy. I jeśli oczekujecie kolejnej pulpowej opowieści o hordach zombie bezlitośnie eksterminowanych przez grupkę charyzmatycznych ocalałych, uzbrojonych częstokroć w różnoraką broń kombinowaną – to lepiej odłóżcie tę książkę na miejsce.

„Bycie w śmierci. Athanatopia” jest powieścią, której nie sposób jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo i równie trudno opisać. Owszem, tłem jest postapokaliptyczna wizja świata opanowanego przez żywe trupy, wciąż zagrażające ostatnim ocalałym bastionom ludzkości, jednak takie tło wykorzystane jest przez autora zgoła inaczej, niż zostaliśmy do tego przyzwyczajeni. Porównanie, które samo się nasuwa – jako konieczne – jest związane z „Infekcją” Andrzeja Wardziaka, który jako jeden z pierwszych w Polsce podjął na szeroką skalę motyw apokalipsy zombie. Ale kiedy Wardziak sięgnął po zestaw schematów łudząco przystających do konwencji „The Walking Dead” – przenosząc je sprawnie w polskie realia stolicy – tak Marcela idzie w kierunku zupełnie innym, ku quasi-filozoficznej przypowieści o istocie śmierci.

„Bycie w śmierci” z pewnością jest powieścią mocno hermetyczną, nie tylko przez oderwanie od utartej konwencji i warstwy fabuły typowo pulpowej. Owszem, echa tej pulpy są, bo trochę wymusza je sam koncept powieści. Znajdziemy tam więc uzbrojone odziały, eksterminację grup zombie i tajne spiski, które – jak się okazuje – stoją za epidemią zmieniającą ludzi w chodzące zwłoki. Jednak główną osią utworu są rozważania na temat istoty śmierci, a tym samym życia, jego sensu i tego, co po ustaniu funkcji życiowych następuje. Nie tyle w wymiarze biologicznym – choć bohater tej opowieści – Tomasz Keller – od takich właśnie obserwacji i analiz procesu zaczyna – co w kontekście bardziej filozoficznym. Jakie znaczenia ma śmierć sensu stricte, nastepująca w określonym momencie czasu. Jak oddziałuje na rzeczywistość wokół jednostki, na środowisko, bliskich i całą społeczność z tą jednostka styczną. I wreszcie na nią samą, bo nie sposób tego aspektu nie poruszyć. U Marceli śmierć staje się nie definitywnym końcem, ale niejako zmianą statusu. Nie jest wszystkim, całkowitym wyrwaniem ze świata, odcięciem, rzuceniem w otchłań. Jest za to przemianą, nowym początkiem, zmianą istoty postrzegania jednostki, zarówno przez otoczenie, jak i nią samą – o ile jeszcze posiada na tyle możliwości świadomego konstruowania wniosków i określania samej siebie.
„Bycie w śmierci” to obraz apokalipsy analizowany z perspektywy samej jej istoty i wpływu na otoczenie w sferze odbioru rzeczywistości. Nie skupia się na skutkach, na doraźnych efektach, ale próbuje zrozumieć wpływ świadomości nieprzemijalności człowieka w śmierci i jego przechodzenie w stan zgoła inny, nie będący życiem, ale i nie wyczerpujący w sposób dostateczny znamion jego braku.

Świetnie sprawdza się tu szeroko nakreślony rys historyczno-biograficzny, w którym poznajemy głównego bohatera przez pryzmat pokoleń oraz jego wczesnych losów. To daje nam obraz genialnego naukowca, którego do działania determinuje chęć poznawcza, jaką każdy badacz powinien się cechować. Jednocześnie czyni to z dzieła Marceli powieść po części obyczajową, gdzie rys głównej postaci nie staje się tylko krótkim wycinkiem życia odpowiadającego czasowi powieściowej akcji, ale osadza go głęboko w kreowanym świecie, motywuje jego działania i zakorzenia istotę jego późniejszych zachowań na podbudowie wczesnych doświadczeń.

Powieść Marceli to bardzo dobra pozycja, uciekająca w sposób umiejętny i przemyślany od popularnej pulpy i ciekawie transformująca konwencję gatunkową w twór zupełnie nowy, świeży i zaskakujący. Jednak jest to jednocześnie największa wada utworu – jego trudna przyswajalność dla ogółu czytelników. Ci, którzy szukają krwawej, dynamicznej papki srodze się zawiodą, a jednocześnie ci, którzy pragnęliby formy filozoficznego eseju dotyczącego przemijania i istoty bytu mogą po książkę nie sięgnąć z obawy przez zombiestycznym sztafażem. Cóż, taki los prekursorów, przecierających szlaki i penetrujących nieeksplorowane dotychczas obszary literatury.

Pomysł syntetyzowania gatunków i łączenie opowieści o zombie z filozoficznym esejem na temat istoty śmierci wydawać by się mógł pozornie szalonym pomysłem. Jednak Marcela – doświadczony badacz popkultury, mocno zresztą zorientowany na horror – poradził sobie z zadaniem na tyle dobrze, bym śmiało polecił tę książkę wszystkim, których klasyczne ujęcie żywych trupów już znużyło, a jednocześnie dla tych, którzy od literatury wymagają pewnej głębi, ukrytej umiejętnie pod płaszczem typowo fabularnej fabuły. Wcześniej chyba tylko Wojciech Gunia w „ Nie ma wędrowca” tak sprawnie wplótł w klasyczną opowieść grozy głębsze przemyślenia ocierające się o filozoficzne analizy roztrząsanego problemu. I choć to powieści tematycznie różne zupełnie (tu autor serwuje nam zombie, a u Guni mieliśmy duchy), to za sprawą użytych narzędzi nad wyraz do siebie podobne. I obaj autorzy – mierząc się z tematem w mojej opinii nadmiernie już wyeksploatowanym, zdołali nadać mu nowe, zaskakujące oblicze, jednocześnie nie tracąc siły wyrazu. A może nawet zwiększając go, poprzez zastosowanie nowatorskich motywów samej konstrukcji, gdzie nad akcję stawiają szerszy kontekst analizy filozoficznej.

Nie do wszystkich książka Marceli trafi, ale tym, którzy szukają powieści nietuzinkowych – polecam ją serdecznie.

5 Stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Mikołaj Marcela – Bycie w śmierci
Wydawca: Pascal (2017)
Liczba stron: 320
Mariusz
Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog "Co przeczytać? - subiektywny blog literacki". Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także