Muzyka

Moonspell – Extinct

Opublikował

dnia

moonspell 2015

Sądzę, że mało kto pamięta jeszcze zamierzchłe czasy, gdy Moonspell był zespołem black metalowym. Wciąż mam w pamięci swoje zdziwienie, kiedy zafascynowany debiutanckim „Wolfheart” sprowadziłem sobie ich słynne demo „Anno Satane” i usłyszałem jak wielki progres zaszedł w twórczości zespołu. Jeszcze większy szok wywołał we mnie genialny „Irreligious”, na którym połączyli muzykę metalową z gotycką w sposób tak równy i znakomity, w jaki nie udało się to nikomu przed nimi i po nich. Później, gdy zespół poszedł w nieco łagodniejszą stronę, rozminął się z moimi ówczesnymi gustami, choć nigdy tak naprawdę nie straciłem go z radaru i do dziś pozostaje jedną z moich ulubionych formacji muzycznych. Wciąż wierni swoim ideałom, podróżujący w świecie muzyki wokół wypracowanego stylu, dalej potrafią zaskakiwać, a niemal niezmieniony od początku skład sprawia, że na dziesiątym pełnowymiarowym krążku brzmią pewnie i świeżo jak przed dwudziestu laty.

Nie znaczy to, żebym uważał, że ich nowy album jest najlepszym od lat, lub żeby czegoś brakowało gotyckim monumentom typu „Darkness and Hope”, eksperymentalnym „Sin/Pecado” i „Butterfly Effect” czy powracającym do ciężkiego grania „Memorial”, „Night Eternal” czy „Alpha Noir”. Po prostu tutaj znów elementy gotyku idealnie współgrają z metalowymi, tworząc mieszankę, która może podobać się fanom obydwu gatunków. Album rozpoczyna się przepiękną kompozycją „Breathe (Until We Are No More)”, w której spotykają się klasyczne elementy stylu grupy – umiejętne stopniowanie dynamiki, gotycka atmosfera przeplatana z mocnymi uderzeniami, niepowtarzalny głos lidera Fernando Riberio i brawurowy refren, wszystko zaś wsparte dodatkowo orientalnymi klawiszami. To jak współgrają ze sobą gitary i instrumenty klawiszowe to element, po którym od razu można rozpoznać portugalskich pionierów klimatycznego metalu. Tytułowy „Extinct” to już rasowy gotycko-metalowy przebój, podobnym tonem pobrzmiewa kolejny „Medusalem”. Podejrzewam, że obydwa staną się stałymi elementami koncertów grupy. Mnie osobiście bardziej przypada do gustu liryczne oblicze zespołu, które prezentuje w spokojnej i delikatnej „Dominie”, gdzie prym wiodą piękne partie gitary i zdawkowo dodane chórki. „The Last of Us” to również bardzo dobry gotycki utwór, który jednak nie wyróżnia się niczym spośród innych kompozycji tego typu, więc w zasadzie zapominam o nim za każdym razem, kiedy go usłyszę. Co niektórzy mogą się zaniepokoić o bardziej brutalne formy ekspresji lidera, który w zasadzie cały czas śpiewa (co nie dziwi, biorąc pod uwagę jak się nawrzeszczał na „Alpha Noir”), ale bez obaw – o tym, żeby pogrowlować przypomina sobie w „Malignie”, utworze sprawnie pływającym pomiędzy skrajnymi wyciszeniami a doomowymi uderzeniami. Mocne wokale powracają jeszcze przeplatane z łagodniejszymi w „Funeral Bloom” i „A Dying Breed”, gdzie znów prym wiedzie gotyckie granie podparte ciężkimi gitarami i metalowym łomotem. Całość zamyka balladowy „The Future is Dark”, w którym pobrzmiewają echa „Sin/Pecado”, a Moonspell pokazuje po raz kolejny swoją niezwykłą umiejętność do kreowania pięknych i zapadających w ucho refrenów. Dodając do tego rozbudowaną solówkę, w której Ricardo Amorim udowadnia znów, że ma bardzo niedocenione ręce, mamy kolejny hit na koncerty. I zostaje jeszcze króciutki „La Baphomete”. Raczej impresja, niż utwór, ale jakże wspaniały! Rozpoczynający się knajpiano-teatralnym romansem pianina z szeptem wokalisty przechodzi w wodewilową melodię wykrzyczanym po francusku tekstem i melancholijnym zaśpiewem. Piękna perełka na koniec.

Nowy album Moonspell nie przysporzy zespołowi nowych fanów, nie zachwyci też tych, którzy szukają w nim ostrych brzmień i zadziornych riffów z „Alpha Noir” i „Night Eternal”. Trzeba przyznać, że choć trudno tu znaleźć utwór słaby, to jednak środek płyty jest nieco mniej spektakularny niż jego koniec i początek. Ważne jednak, że zespół nie bał się znów zrobić czegoś odrobinę odmiennego, przy jednoczesnym zachowaniu wszystkich elementów, za które go cenię. Płyta na pewno nie wybitna, ale zdecydowanie bardzo dobra.

Ostatnia sprawa to okładka. Nie wiem czemu, ale zespół, który kiedyś zachwycał mnie prostotą i wysmakowaniem w oprawie graficznej swych albumów, w ostatnich czasach uparł się na zdjęcia obrzydliwe i kontrowersyjne. Nie jestem purystą, ale jakoś nieszczególnie pasuje to do muzyki skrytej pod taką szatą…

5 out of 6 stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Moonspell – Extinct
Label: Napalm (2015)
Dystrybutor: Mystic Production

Polecamy także