Muzyka

Morgoth – Ungod

Opublikował

dnia

ungod

Ciekawe, ile osób dziś pamięta niemiecki Morgoth, który brawurowo zamieszał na początku lat 90. epkami „Ressurection Absurd” i „Eternal Fall”, a potem przygwoździł znakomitymi albumami „Cursed” i „Odium”. Pytanie jest retoryczne, bowiem sam mam kilku znajomych, którzy uważają owe materiały za jedne z najlepszych deathmetalowych płyt w historii. Sam podchodziłem do grupy z pewną dozą nieufności, doszukując się bezczelnych nawiązań do Death, niemniej ucieszyła mnie wiadomość, że grupa powraca po dziewiętnastu latach (!), próbując zmazać niesmak jaki wywołali swoim grunge’owo-industrialnym trzecim długograjem „Feel Sorry for the Fanatic”, który zamiast wynieść ich na szczyt sławy, złamał im karierę. Powrót po latach przynosi grupę silną tym, czym zasłynęli – siermiężnym, choć nie pozbawionym finezji i melodyki staroszkolnym death metalem. Pozornie więc wszystko powinno być w porządku, w rzeczywistości jednak jest jak w przypadku wielu innych zaskakujących reaktywacji.

Nie da się ukryć, że materiał wypełniający „Ungod” to kawał dobrze pomyślanej i zaaranżowanej muzyki, osadzonej w pierwszej połowie lat 90. i (żadna niespodzianka) zapatrzony nieco na wczesne albumy ekipy Chucka Schuldinera. Prym wiedzie tutaj znany z singla „God is Evil”, który brzmi jakby wyrwany ze „Spiritual Healing” Death. To naprawdę solidny kawał mięcha, który powinien zadowolić każdego miłośnika takich brzmień. Niemniej wystarczy porównać wersję singlową z albumową i już pojawia się drobny zgrzyt. Nie chodzi nawet o to, że zmienił się wokalista, bowiem Karstan Jager, znany z Disbelief, bardzo dobrze podrabia zarówno Chucka, jak i Marca Greve, odwiecznego gardłowego Morgoth. Pod znakiem zapytania stawia to jednak cały ten powrót, bowiem z oryginalnego składu zostały tylko dwie osoby: gitarzysta Harald Busse i basista Sebastian Swart (który dla odmiany przesiadł się na drugą gitarę). Raz, że brak Carsten Otterbacha odciska się brakiem charakterystycznych dla grupy solówek (w zasadzie w ogóle nie ma ich tu zbyt wiele), a dwa – wszystko od razu wypada jakoś mniej autentycznie, a za gwałtownymi dźwiękami, jakie dziś wygrywa Morgoth coraz wyraźniej słychać brzmienie dolarów.

Może się jednak czepiam, bo w sumie trudno zarzucić cokolwiek znajdującym się tutaj kompozycjom, każda z nich to niezły kawałek death metalu, z pasją wywrzeszczanymi słowami pełnymi gniewu i furii. Przyznam, że sprawdziłoby się to zapewne świetnie zamiast premiery nieszczęsnej płyty numer trzy, ale po dziewiętnastu latach oczekiwałem solidnego łupnia, a nie tylko czegoś „niezłego”. Nazwa i marka w końcu zobowiązuje. Celowo pominąłem kompozycje instrumentalne, bowiem „Ungod” jeszcze nosi znamiona dawnego kunsztu kapeli, ale już zamykający płytę „The Dark Sleep” to typowy zapełniacz. W gruncie rzeczy cieszę się, że Morgoth powrócił, ale mam nadzieję, że na następną płytę przygotują coś co będzie czymś więcej niż odwoływaniem się do sentymentów starych fanów.

Recenzent: Łukasz Radecki

Morgoth – Ungod
Label: Century Media (2015)
Dystrybutor: Universal Music Polska
Łukasz Radecki

Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także