Literatura

Mort Castle – Przeklęte bądź, dziecię

Opublikował

dnia

patronat

Miłośnicy opowieści o demonicznych dzieciach mogą poczuć się skonfundowani: oto znana im, jako „Zagubione dusze” (1990; wydanie pol. 1992) powieść Morta Castle`a ukazuje się opatrzona, wzorowanym na oryginalnym, tytułem „Przeklęte bądź, dziecię” wraz z — zamieszczoną na czwartej stronie okładki egzemplarza recenzenckiego — informacją, że jest to pierwszy legalny przekład owej powieści nad Wisłą. Biorąc pod uwagę zasięg kampanii społecznej „Prawolubni”, zainicjowanej w 2013 roku, zwolennicy „opowieści z dreszczykiem” mogą odczuwać dyskomfort etyczny, którego nie łagodzi fakt, iż edycja powieści Castle`a z 1992 roku ukazała się nakładem legalnie działającego wydawnictwa, mającego ugruntowaną już wówczas markę na księgarskim rynku. Co więcej, w takiej sytuacji uzasadnione zdają się być obawy, iż również inne publikacje oficyny potencjalnie mogą sytuować się na pograniczu tego, co legalne.

Zostawmy jednak dociekania na temat praw autorskich jurystom. Tym bardziej, że — pomijając skomplikowane zagadnienia prawne — mamy do czynienia z nowym przekładem. Ci zatem, którzy znają historię Lisette i Missy z wcześniejszego tłumaczenia, mogą porównać ją z jego obecną wersją; ci zaś, dla których „Przeklęte bądź, dziecię” to okazja do spotkania z twórczością Castle`a po raz pierwszy, nie mogli wybrać lepiej.

Pewną wątpliwość interpretacyjną budzi nowy tytuł. Jest on wprawdzie, jak zaznaczono wyżej, bardziej adekwatnym odpowiednikiem oryginału, a zarazem nazbyt ujednoznacznia wymowę opowieści. Tym bardziej, że centralną bohaterką nie jest — wbrew pozorom — Lisette (ani tym bardziej Missy), lecz protagonistów jest więcej. Łączy ich jedno: każda z postaci jest naznaczona przez los i na własny sposób usiłuje przepracować zdarzenia z przeszłości, które ukształtowały ich teraźniejszość. Jednym pozornie udaje się poskromić demony wspomnień, które jednakże czekają na okazję, by powrócić (kimś takim jest niewątpliwie Warren, zmagający się ze słabością do alkoholu i niemocą twórczą); inni czują się zagubieni w codzienności i tylko bliskość ukochanych pozwala im funkcjonować w społeczeństwie (Vicki, Selena); są też tacy, dla których echa przeszłości to próba charakteru (Evan, Kyle, Dean). I wreszcie dwie dziewczynki, ofiary przemocy, która zakreśla coraz większe kręgi i pochłania wszystkich, niezależnie od stopnia ich winy wobec pozostałych —tym bardziej, że niektóre osoby są sobie obce, dopóki ich drogi nie przetną się w walce z nadnaturalnym wrogiem. Wszyscy oni zdaja się nie pasować do własnego otoczenia, toteż można w pełni zasadnie określić te postaci — zgodnie z propozycją Danuty Górskiej — mianem „zagubionych dusz”. Z kolei w wersji Łukasza Radeckiego znika migotliwość odpowiedzialności za zło, które dotyka bohaterów; winny jest jednoznacznie wskazany. Można się z taką wykładnią nie zgodzić, trudno jednakże polemizować z ukazaną przez Castle`a wizją świata, w której odpowiedzialność za zło pozostaje jednostkowa i dotyczy sprawcy nieszczęść, niezależnie od tego, do jakiego stopnia kieruje się on emocjami i uczuciami, których nie jest zdolny kontrolować (słabą stroną takiego odczytania jest skrótowe potraktowanie losów mężczyzny, który stał się inicjatorem tragedii Lisette, a zatem pośrednio i pozostałych bohaterów).

Niezależnie jednak od wykładni metafizycznych sensów — zależnych każdorazowo od światopoglądu odbiorcy — powieści Castle`a warto przeczytać. Mamy bowiem okazję zapoznać się z opowieścią, w której niejednoznaczność wykładni fabularnych sensów potęgowana zostaje odwołaniami do egzotycznej, dla wielu czytelników, mitologii cygańskiej i wyrażanej przez nią aksjologii; podkreślona jest ona nie tylko sposobem wprowadzenia Poli Janiczki i jej rolą w fabule, ale też — w wymiarze leksykalnym — sięgnięciem do języka Romów. Dzięki obranym przez Castle`a (a za nim również przez tłumacza) rozwiązaniom artystycznym możemy zatem — w sposób zdecydowanie bardziej udany, niż uczynił to Guy N. Smith w „Trzęsawisku” (1975; wydanie pol. 1991) — zagłębić się w świat cygańskiej magii, której obraz pozostaje odmienny od skonwencjonalizowanych opowieści o walce Dobra ze Złem (być może zatem to jej specyfiką należy tłumaczyć obrane przez twórcę rozwiązania fabularne).

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Mort Castle – Przeklęte bądź, dziecię
Tytuł oryginalny: Cursed Be the Child
Tłumaczenie: Łukasz Radecki
Wydawca: Phantom Books (2018)
Liczba stron: 264
Adam Mazurkiewicz

Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także