Film

Mroczna Wieża

dnia

Po seansie (szczerze – męczącym seansie) „Mrocznej Wieży” nachodzi mnie tylko jedna myśl, bardzo natrętna: Stefan, po co Ci to było?

Te słowa powinny Wam za recenzję wystarczyć, ale z recenzenckiego obowiązku napiszę szerzej, dlaczego większość z Was nie powinna się na ten film wybrać i dlaczego uważam go za twór co najmniej niepotrzebny. By nie powiedzieć – szkodliwy. Dla samego Kinga.

„Mroczna Wieża” – jako cykl książkowy – przez samego autora uznawana jest za swoiste opus magnum, za zwieńczenie literackiej kariery. Za dzieło najważniejsze, najbardziej monumentalne, najmocniej obrazujące talent i rozmach twórcy. Ogólnie takie super wow i fajerwerki. Więc powiedzcie mi, czemu King dopuścił do takiej ekranizacji?

Ja wiem, zwykle filmowanie książkowego dzieła nie kończy się dobrze. Zazwyczaj powstaje coś, co w niewielkim ułamku odzwierciedla literacki pierwowzór, a zazwyczaj staje się skromną namiastką literackiego oryginału. Jednak to, czego udało się dokonać twórcom „Mrocznej Wieży” przechodzi ludzkie pojęcie. Bo czy to jeszcze jest ekranizacja? Czy to można nazwać luźną adaptacją wielotomowego cyklu?

Moim zdaniem nie, bowiem scenariusz filmu tak pobieżnie i od niechcenia prześlizguje się po książkowej fabule, że czasami miałem problem, by te związki dostrzec. I pomijam już nawet infantylność opowieści, pomijam brak klimatu i kiczowatość opowieści. To film, który usilnie próbował stać się podniosłym dziełem, mocno patetycznym w swej wymowie. A stał się karykaturą samego siebie i broni się tylko w jednym, absolutnie jednym przypadku – jako niedzielne kino dla nastolatków. Tak, moi drodzy, jeśli macie do piętnastu lat i lubicie lekkie kino rozrywkowe (z wygładzonymi straszakami, bo to w końcu dla nastolatków), to „Mroczna Wieża” może się wam spodobać. Inaczej – darujcie sobie.

Ostatnio mam pecha i muszę narzekać na filmy, które recenzuję. Narzekałem na „Valeriana i Miasto Tysiąca Planet” za infantylność opowieści. Ale film Bessona miał przynajmiej znakomitą oprawę wizualną, która może nie ratowała całości, ale próbowała przynajmniej zamaskować niedociągnięcia. Filmowi Nikolaja Arcela brakuje nawet tego. I to z jednej strony zaskakujące, bo reżyser znany jest z takich solidnych produkcji, jak „Kochanek królowej”, czy „Millenium: Meżczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. Ale widocznie tworzywo takie, jak mroczna i wielowątkowa historia fantastyczna, oparta – bądź co bądź – na dziele do ekranizacji trudnym – okazała się tego zdolnego skądinąd reżysera przerastać. Widać że Arcel zupełnie nie czuje prozy Kinga. Nie rozumie niuansów specyfiki jego pisarstwa. A jeśli dołożymy do tego chęć skondensowania wielotomowej, rozbudowanej niemożebnie sagi do jednego, nie za długiego filmu oraz chęć skonstruowania opowieści na tyle otwartej, by zadowoliła jak najszersze grono odbiorców – wyjdzie nam to, co otrzymaliśmy właśnie: film nie do końca o czymś, ze spłyconą fabułą, drewnianymi, schematycznymi postaciami i infantylny w swojej formie.

Smutne jest to, że tak bardzo nie udźwignięto scenariusza. Dziwi ten fakt m.in. przez to, że pracował przy nim – oprócz reżysera – m.in. istny kombajn do produkcji hitowych scenariuszy: Akiva Goldsman, któremu trudno odmówić talentu do tworzenia dzieł zachwycających (by wspomnieć choćby „Człowieka ringu”, czy „Piękny umysł”). Sądzę, że twórcy zachłysnęli się faktem, iż mają nazwisko Kinga za wsparcie i taką rozpoznawalność jego prozy, że wszystko, co będzie przez niego sygnowane – sprzeda się. Niestety, próba wpasowania powieściowej „Mrocznej Wieży” w hollywoodzkie standardy zakończyła się spektakularnym niepowodzeniem. A dlaczego uważam ten film za wręcz szkodliwy dla samego Stephena? Bo jeśli autor twierdzi, iż ten książkowy cykl jest najważniejszym, najdoskonalszym dziełem w całym jego dorobku, a potencjalny odbiorca najpierw zetknie się z filmem, to jakie odniesie wrażenie?

Fabularnie film opowiada tendencyjną historyjkę o nastolatku z problemami. Jego ojciec zginął tyle tragicznie, co ofiarnie – jako strażak ratując ludzi z pożaru. Nastolatek nie może sobie poradzić ze stratą, nie do końca akceptuje nowy związek matki, a do tego jest dręczony dziwnymi koszmarami… przypadkiem zostaje przeniesiony do innego świata, okazuje się jednostką o kluczowym znaczeniu ( swoistym Wybrańcem), którego koniecznie dopaść chce główny filmowy antagonista…. Po stronie chłopca staje tajemniczy samotny wędrowiec. Pozornie oschły, zrezygnowany, nie mający w sobie krzty podniosłych idei, a jedynie palące pragnienie zemsty pod wpływem – a jakże! – naszego młodego bohatera nawraca się na ścieżkę prawdy i chwały, dostrzega, że są rzeczy ważniejsze, niż zemsta… No i nie zapomnijmy – razem z nastolatkiem ratują świat, recytując podniosłe teksty.
Streszczona powyżej fabuła to niestety bardzo tendencyjny schemat lekkiej i przyjemnej opowiastki przygodowej dla młodzieży – z dołożonym, trochę nieudolnie, sztafażem fantasy. Pozbawiono opowieść stworzoną przez Kinga całej głębi, wielowątkowości, wieloznaczeniowości – słowem: wszystkiego, co w jakikolwiek sposób czyniło prozę „Mrocznej Wieży” wyjątkowym. Sam świat jest nakreślony pobieżnie i niedbale. Brakło miejsca na prezentację bardzo złożonego świata „Mrocznej Wieży”, brakło przestrzeni na pokazanie samego Rolanda w sposób bardziej złożony, niż tendencyjna przemiana z pałającego rządzą zemsty frustrata w uduchowionego wojownika idei. Całość fabuły filmu to tylko bardzo pobieżne i niedbałe czerpanie z powieściowej historii najbardziej utartych wątków, przez co film traci całą swą potencjalną oryginalność. Wszystko, co stanowiło o wyjątkowości cyklu Kinga w scenariuszu zostało okrojone, nie zmieściło się, zostało wyparte przez infantylną opowiastkę dla nastolatków, w której cała historia staje się bardzo mocno przewidywalna.

King nie ma szczęścia do ekranizacji. Dobre filmowe adaptacje jego prozy można na palcach jednej ręki policzyć. Co najciekawsze, te najwartościowsze ( jak kubrickowskie „Lśnienie”) nie podobają się samemu pisarzowi. W tym ujęciu może nie dziwić fakt, że autorowi film Arcela się podobał. Szkoda, że oprócz Kinga, „Mroczna Wieża” ma szanse spodobać się jeszcze tylko gronu dzieciaków w przedziale wiekowym 12-15 lat. Chyba nie taki był zamiar? …a może jednak?

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Mroczna Wieża
Tytuł oryginalny: The Dark Tower
Kraj: USA (2017)
Reżyseria: Nikolaj Arcel
Obsada: Matthew McConaughey, Idris Elba, Tom Taylor
Dystrybutor: UIP

zobacz w cc

Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także