Literatura

Mroczne dziedzictwo. Antologia w hołdzie Jamesowi Herbertowi

Opublikował

dnia

patronat

„Mroczne dziedzictwo” to — w dorobku wydawniczym Domu Horroru — osobny zbiór opowieści, z kilku względów. Przede wszystkim, jest on adresowany do szerokiego grona odbiorców, o czym świadczy brak adnotacji o ograniczeniu wiekowym, do którego przyzwyczaiły nas osoby odpowiedzialne za politykę wydawniczą oficyny. Ponadto jest to antologia, zgodnie z podtytułem, dedykowana określonemu twórcy, co zdarza się wciąż nieczęsto w rodzimej literaturze (nie tylko zresztą operującej różnymi odcieniami fantastyki). Przypomnijmy: dotychczas w podobny sposób uhonorowano m.in. Stanisława Lema (tomem „Głos Lema”, 2011) i Grahama Mastertona (w „Dziedzictwie Manitou”, 2013); oprócz przywołanych tu zbiorów na polskim rynku dostępne jest jeszcze tłumaczenie okolicznościowej antologii dedykowanej Howardowi Phillipsowi Lovecraftowi („Dziedzictwo Lovecrafta”, 1990; wydanie pol. 1992). Obecnie, za sprawą inicjatywy Domu Horroru, do tego grona dołączył James Herbert.

Jest to pisarz dziś niezbyt popularny (o ile za miarę popularności można uznać ilość i regularność wznowień); można by rzec, że nawet nieco zapomniany zwłaszcza wśród młodszego wiekiem, i stażem czytelniczym, pokolenia miłośników „strasznych historii”. Tymczasem Herbert jest — oprócz Grahama Mastertona, Stephena Kinga i Guy`a N. Smitha — jednym z tych pisarzy, którzy u progu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wprowadzili polskiego czytelnika w świat nowoczesnej literatury grozy. Szczury, psychopatie, duchy polujące na swego tropiciela, zjawiska paranormalne, eksperymenty naukowe wymykające się spod kontroli – wszystko to instrumenty strachu, które ówcześnie nie były dla polskiego odbiorcy ani oczywiste, ani przyswojone dzięki doświadczeniom lekturowym. Ukazując nieznane dla polskiego miłośnika „opowieści z dreszczykiem”, a tym samym nowe przestrzenie niesamowitego, twórca ten stał się przewodnikiem po mrocznej stronie osobowości tych spośród czytelników, którzy z czasem sami wyrośli na pisarzy zainteresowanych historiami grozy.

Pośród zebranych w tomie nazwisk nie brak pisarzy od lat konsekwentnie związanych z fantastyką grozy w jej różnych odmianach, ale i tych, którzy dotychczas dali się poznać od innej strony. Toteż, o ile niektóre z nazwisk są tak oczywiste, że po prostu nie mogło ich zabraknąć, inne wzbudzą co najmniej zdziwienie. Zarazem nie ma pośród nich twórcy przypadkowego, który nie potrafiłby odnaleźć się w dziedzictwie Herbertowskiej wyobraźni. Co więcej: każdy ze współautorów czyni to na własny sposób, toteż lektura antologii nie nuży. Dla jednych rozwiązaniem stała się inspiracja estetyką grozy (niekoniecznie o proweniencji nadprzyrodzonej); inni postawili na dość czytelne aluzje literackie do konkretnych powieści Brytyjczyka (niekiedy, jak w „Nocy w Breitebruch” Marcina Ścieszka, łącząc je z sobą) — wszyscy zaś zaprezentowali oryginalne utwory, które z pewnością na długo zapadną w pamięć, a może też zachęcą do sięgnięcia po prozę Herberta? Już choćby dlatego warto „Mroczne dziedzictwo” przeczytać w całości. Niemniej są w zbiorze utwory wyróżniające się w szczególny sposób nawet na tle tak znakomitych opowieści, jakie udało się zebrać inicjatorom tego pięknego i w pełni zasługującego na pochwałę przedsięwzięcia. Należą do nich niewątpliwie „Deszczowe dusze” Piotra Ferensa, znanego m.in. z fantasmagorycznej „Industrii”, zamieszczonej w „Maszynie. Antologii horroru industrialnego” (2017). Na pisarza tego warto zwrócić baczniejszą uwagę, jako że zapowiada się jako kolejna osobowość artystyczna i może jeszcze niejeden raz zadziwić miłośników fantastyki grozy. Z kolei o utworach Kazimierza Kyrcza jr. i Dawida Kaina nie warto nawet pisać bowiem te nazwiska mówią same za siebie i stanowią najlepszą rekomendację odpowiednio wysokiego poziomu artystycznego.

Jednak bodaj największym zaskoczeniem stała się obecność w tomie Anny Klejzerowicz, jakkolwiek i ona ma w swym dorobku opowieści z dreszczykiem — umieszczane zresztą nie tylko w różnych antologiach, ale i autorskim zbiorze „Złodziej dusz. Opowieści niesamowite” (2009). „Agatka” uświadamia, jak cienka jest granica między codziennością i cudem, zaś tatrzańska sceneria wprowadza nastrój niesamowitości, jakkolwiek dziwi nieco beztroska, z jaką bohaterowie podchodzą do losów dziewczynki.

Całość kończy opowiadanie Marka Zychli „Cyc szczura we mgle”, które można uznać za podsumowanie nie tylko przedsięwzięcia Domu Horroru, ale i obecności prozy Herberta w świadomości czytelniczej. Pośrednio zaś — przede wszystkim epilog — to świetne podsumowanie stosunku do niej osób, dla których początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zaświadczał o upadku literatury.

Do antologii zostało dołączone słowo wstępne. Bez względu na to, że w obecnej postaci spełnia swoją funkcję jako laudacja, mogło również stać się okazją do bardziej pogłębionego, niż to uczyniono, spojrzenia na fenomen pisarstwa Herberta. Tym bardziej, że — patrząc retrospektywnie — jego opowieści stały się estetyczną inspiracją dla wielu współczesnych pisarzy. Niektórych z nich odnajdujemy jako współtwórców „Mrocznego dziedzictwa”. Zarazem jednak lektura tego zbioru uświadamia, że największym hołdem, jaki pisarze mogą złożyć innemu pisarzowi, jest nie pastisz (rozumiany jako naśladownictwo stylu w sposób „serio”), lecz uczynienie czyjegoś dorobku punktem wyjścia dla własnej twórczości — i to nie tylko okolicznościowej (tj. pisanej na potrzeby choćby niniejszego zbioru), lecz tej, która sprawiła, że stali się rozpoznawalni jako osobowości pisarskie.

5 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Mroczne dziedzictwo. Antologia w hołdzie Jamesowi Herbertowi
Wydawca: Dom Horroru (2018)
Ilość stron: 233

Polecamy także