Literatura

Myke Cole – Punkt zapalny

dnia

punkt zapalny

Myke Cole – amerykański żołnierz, po trzech turach misji w Iraku, postanowił napisać książkę. I to nie byle jaką, bo militarną powieść fantastyczną z dużą dawką magii. Jak mu to wyszło? Ano popatrzmy…

Świat pogrążył się w chaosie, kiedy wiele osób na całym świecie nagle zdobyło magiczne moce różnego typu. Moce, których zwykle nie potrafią kontrolować, a których potęga przekracza często nasze wyobrażenia. Tacy ludzie określani mianem „obdarzonych” to jednostki uznane za niebezpieczne i traktowane jak terroryści. Korpus Operacji Nadzmysłowych daje im jednak szansę – zaczną służyć w jego szeregach. Inaczej zostaną wyjęci spod prawa. A takie jednostki stają się celami, które trzeba zniszczyć. Dla dobra i bezpieczeństwa społecznego. Ten system działa. Z pozoru i do czasu – jak to zwykle bywa w takich przypadkach. Porucznik Oscar Britton – główny bohater powieści – sam staje się nagle obdarzony zakazaną mocą. Mocą, której Korpus bardzo pożąda… Jednak on nie chce się tak łatwo poddać, ucieka, co czyni go wrogiem publicznym numer jeden…

Powieść Cole’a to bardzo dynamiczna historia, oparta na dość ciekawym, jednak nie przesadnie oryginalnym pomyśle. Podobny kontekst walki z nadprzyrodzonym mieliśmy już choćby w powieściach Josepha Nassise’a. Z tym, że tutaj to sami żołnierze posiadają moce magiczne i nie walczą tylko z potworami, ale też z podobnymi do siebie buntownikami. Jednak nadal mamy tu do czynienia z militarną fantastyką o zmaganiu się z nadprzyrodzonym.

Ale mimo prostoty pomysłu udało się autorowi stworzyć całkiem ciekawie przedstawiony świat alternatywny, który może i nie zaskoczy nas przesadnie, ale jednak potrafi wciągnąć i porwać za sprawą pedzącej na złamanie karku fabuły, okraszonej efektownymi akcjami i walkami.

Powieść mocno kojarzy mi się z zupełnie niefantastycznym filmem „G.I.Jane” z Demi Moore, pokazującym szkolenie jednostek specjalnych. Na ile był prawdziwy – nie mam pojęcia, jednak echa tej produkcji są mocno wyczuwalne u Cole’a, który wiedzę na temat sił specjalnych USA ma – bądź co bądź – z pierwszej ręki. I to chyba największa zaleta powieści. Sceny zarówno szkoleń, jak i samych akcji są rozpisane starannie, z dbałością o szczegóły. Drażnią natomiast ciągłe rozterki Brittona dotyczące tego, po której stronie ma się opowiedzieć. Miało to uczynić bohatera bardziej wielowymiarowym, głębszym emocjonalnie, a sprawiło, że momentami przypomina on łopoczącą na wietrze chorągiewkę. Jest też w powieści typowa dla historii ze środowisk amerykańskich marines gloryfikacja zespołowego braterstwa w oddziale, z podkreśleniem z jakich to dowództwo składa się malkontentów – by nie rzec ostrzej.

Jednak mimo tych niedociągnięć „Punkt zapalny” to naprawdę fajne czytadło. Niby nic przesadnie oryginalnego, ale też trzymające poziom solidnej powieści rozrywkowej.
A o to czasem też chodzi.

4 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Myke Cole – Punkt zapalny
Tytuł oryginalny: Control Point
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Wydawca: Zysk i S-ka (2015)
Liczba stron: 440

Polecamy także