Muzyka

Necrowretch – With Serpents Scourge

Opublikował

dnia

withserpents

Francuzi raczej rzadko wychodzą z podziemia z wyjątkowo brutalnym materiałem, ale kiedy już to zrobią, efekt jest albo piorunujący, albo oryginalny, a czasem jedno i drugie. W przypadku drugiego długograja Necrowretch trudno mówić o oryginalności, jednak moc bijąca z muzyki zawartej w trzydziestu pięciu minutach tego krążka jest niezaprzeczalna.

Panowie w kwestii inspiracji powołują się głównie na szwedzką scenę, wspominając takie nazwy jak Merciless, Nihilist, czy Marduk, nie zapominając o ekstremistach z Impaled Nazarene. I trzeba przyznać, że Necrowretch naprawdę łoi równie ostro, jak wspomniane wyżej kapele (co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że ich bębniarz, Ilmar, pogrywał na koncertach w Incantation). Możecie być więc spokojni, każdy z numerów to piekielne tornado, które swobodnie mogłoby trafić na wcześniejsze albumy Marduka, bowiem intensyfikacja dźwięków przez większość czasu nie pozwala wziąć głębszego oddechu i słuchacz zostaje wprost zasypany dzikimi riffami, kanonadą blastów oraz wściekłym skrzekiem pełniącego obowiązki gitarzysty i wokalisty Vlada. Mimo iż grupa oficjalnie tytułuje się zespołem deathmetalowym, sposób ekspresji, konstrukcja riffów, czy nawet brzmienie kieruje całość raczej w rejony black metalowe i klucza do szufladki należy raczej szukać w tekstach pełnych śmierci i okropieństw, choć i tam znajdziemy sformułowania niezbyt przyjazne religii chrześcijańskiej. Muzycznie docieramy tu jednak raczej do wczesnego Dark Funeral czy nawet Dissection. Na ile to death metal wie prawie każdy, więc zgłębiać tego zagadnienia nie zamierzam. Problem w tym, że całość tak bardzo sili się na staroszkolne granie, że nie ma tu miejsca nie tylko na oryginalność, ale też na jakiś szczególny polot. Każda z kompozycji w większości przypadków wybucha agresją, ale momentalnie zostaje stłumiona ekspresją wokalną, której brak mocy i pazura.

Oczywiście przypomina to bardzo oldschoolowy szwedzki black metal, ale w żaden sposób nie wnosi nic nowego do gatunku, a co gorsza, do pamięci słuchacza również. Nie powiem, riffy „Even Death May Die” imponują od strony technicznej, nieźle sypią się też w „The Bell of Evil Shizm”, ale w gruncie rzeczy, zapomina się je zaraz po zakończeniu każdego z utworów.

To nie jest zły album, słychać wyraźnie, w którą stronę zmierzają chłopaki, ile pracy włożyli w skomponowanie całości, ale trudno tu znaleźć coś, co sprawi, że chce się wrócić do tego krążka. Mimo iż całym sercem stoję za tak oldschoolowym graniem, to jednak w tym przypadku mówię pass. Już zapomniałem o tej płycie.

Recenzent: Łukasz Radecki

Necrowretch – With Serpents Scourge
Label: Century Media (2015)
Dystrybutor: Universal Music Polska
Łukasz Radecki

Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także