Film

Noc pożera świat (Kino / Fest Makabra 3)

dnia

Apokalipsa zombie zupełnie nie kojarzy się z ciszą, spokojem i kameralnym zgonem świata, a jednak właśnie tak prezentuje ją francuski film „Noc pożera świat”. W zasadzie to nie opowieść o śmierci świata, a osamotnieniu jednego człowieka, który w pewnym momencie sam podsumowuje swoją sytuację, jako anomalię (on żyje, inni nie) do rozgrywających się wydarzeń. Oczywiście nie brak tutaj kilku naprawdę mocnych i krwawych ujęć, kłapiących szczęk oraz zasnutych mgłą oczu, jednak większość scen rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni kamienicy, którą na potrzeby swojego przeżycia zaadaptował nasz samotnik.

Sam przyjeżdża do byłej dziewczyny, po odbiór swoich taśm, które ta przypadkowo zabrała podczas rozstania. Trafia w sam środek hucznej imprezy odbywającej się na krętych korytarzach paryskiej kamienicy. Bohater, oczekując na spotkanie z byłą i nie mając ochoty na zabawę, zamyka się w jednym z pokoi, a że chwilę wcześniej przypadkowo otrzymał mocny cios w nos, to dość szybko zapada w mocny sen, z którego nie są w stanie wyrwać go nawet przerażające odgłosy dochodzące zza zamkniętych drzwi. Kiedy mężczyzna budzi się o świcie, świat wygląda całkowicie inaczej. Ściany pomieszczeń wymazane są krwią, a za pewnymi drzwiami czyhają krwiożercze potwory, które wyglądają jak niedawni imprezowicze. Chłopak nie traci jasności umysłu i błyskawicznie separuje się od zagrożenia… Jednak kolejne tygodnie będą dla niego walką nie tylko z makabryczną rzeczywistością, ale też z samym sobą.

Film jest pełnometrażowym debiutem Dominique Rochera, i powstał w oparciu o powieść autorstwa Pita Agarmena (pseud. Martina Page), wydanej pod tym samym tytułem. Scenariusz horroru powstał we współpracy reżysera z Jérémiem Guezem i Guillaumem Lemansem. W głównej roli wystąpił dość doświadczony norweski aktor Anders Danielsen Lie, który momentami mnie nie przekonywał, szczególnie w nielicznych scenach monologów/dialogów, nie mniej jednak udźwignął emocjonalny ciężar filmu – szczególnie podobał mi się w podszytych artystycznie scenach „zabawy dźwiękami”. Udało mu się jednak stworzyć postać inteligentnego człowieka, który (w przeciwieństwie do standardowych bohaterów tego typu filmów) zachowując zdrowy rozsądek, w pewnym stopniu adaptuje się do nowej sytuacji, i któremu (co najważniejsze) widz wierzy. Natomiast kluczem do odczytywania tego filmu, jest właśnie jego kameralność oraz stopniowo rozgrywane popadanie w obłęd przez głównego bohatera. Znaki na to wskazujące są niekiedy bardzo subtelne, innymi razy niesamowicie oczywiste, a przez to również niejednoznaczne (czasem może się wydawać, że pewne zachowania bohatera wynikają z jego specyficznego poczucia humoru, ale nie można mieć co do tego pewności – choć wraz z upływem akcji znaki te stają się coraz bardziej wymowne). Wszystko to widz może odczytywać nie tylko w kontekście nietypowego zombie movie, ale także jako komentarz do coraz większej izolacji jednostek, wynikającej z lęków społecznych tworzących się czy to na podstawie coraz bardziej drastycznych medialnych doniesień (przyznajcie, że 70% informacji podawanych w mediach to wiadomości złe), czy też własnych negatywnych doświadczeń. Zombie w tym filmie są zatem jedynie tłem, wdzięcznym ale jednocześnie łatwo zastępowalnym.

Nie sposób nie dostrzec artystycznych motywacji przyświecających powstawaniu tego filmu. Produkcja jest wizualnie piękna, intrygująca, a pewne standardowe elementy wykorzystywane przecież we wszystkich filmach, są tutaj wyniesione do poziomu wyjątkowego artystycznego zabiegu (mam na myśli wspomniane już „zabawy dźwiękami”) mającego na celu uatrakcyjnienie formy samego dzieła (i uzewnętrznienie stanu emocjonalnego bohatera), ale jednocześnie niewnoszącego nic dla fabuły. Przez taką subtelną symbolikę oraz intrygującą warstwę wizualno-dźwiękową trudno mi powiedzieć, czy „Noc pożera świat” ma szansę odnieść jakikolwiek komercyjny sukces… Chciałabym wierzyć, że tak, bo to naprawdę świetnie opowiedziana historia i niesamowicie intrygujące kino, które nie tylko dobrze się ogląda, ale przy którym tak samo dobrze się myśli. Tak czy siak polecam. Z całą pewnością na dużym ekranie dzieło to ma szanse zrobić jeszcze lepsze wrażenie, niż odtwarzane na telewizyjnych odbiornikach, dlatego skoro jest okazja, to zachęcam do zobaczenia tego filmu w kinie.

 

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Noc pożera świat
Tytuł oryginalny: La nuit a dévoré le monde
Kraj: Francja (2018)
Reżyseria: Dominique Rocher
Obsada: Anders Danielsen Lie, Golshifteh Farahani, Denis Lavant
Dystrybutor: Kino Świat
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także