Film

Objawienie

Opublikował

dnia

Macie ochotę na obejrzenie czegoś naprawdę kuriozalnego? W takim razie śmiało bierzcie się za najnowszy film z Keanu Reevesem – może i nie przeżyjecie podczas jego seansu „objawienia”, które zapowiada polski tytuł, ale też raczej nie powinniście narzekać, że trafił się Wam kolejny przeciętny hollywoodzki thriller.

Na początek parę słów o historii tego dzieła. Jego reżyserem jest Gee Malik Linton, ambitny, ale trochę pechowy jamajsko-amerykański twórca, któremu kilkanaście lat temu w ostatniej chwili wyślizgnął z rąk sensacyjno-obyczajowy „Razor” z Dannym Gloverem, zapowiadający się na nadzwyczaj ciekawy debiut. Teraz miał zadebiutować filmem z Keanu Reevesem – ale znów nie do końca wyszło to jak należy. Co prawda Lintonowi udało się „Objawienie” nakręcić (wspomniany projekt pt. „Razor” rozsypał się tuż przed rozpoczęciem zdjęć), ale wytwórnia była tak rozczarowana dostarczonym jej produktem, że całkowicie przemontowała film, zamieniając go w nieco bardziej standardowy kryminał, w którym główną postacią jest grany przez Keanu Reevesa policjant, a nie – jak to było w wersji oryginalnej – śliczna, widująca anioły dziewczyna, w którą wciela się Ana de Armas. Malik się wściekł i wycofał z czołówki swoje nazwisko (zastąpiono je pseudonimem „Declan Dale”) – i nie pojawia się ono teraz ani w wersji „poprawionej”, jaką wyświetlano w amerykańskich kinach (pod tytułem „Exposed”), ani też w wersji pierwotnej, czyli tej, która z jakichś tajemniczych powodów trafiła do Polski (w oryginale zatytułowana „Daughter of God”).

Nie narzekajmy jednak: sądzę, że lepiej obejrzeć film kuriozalny, ale nie pozbawiony ambicji niż jeszcze jeden typowy kryminał, którego nie będzie się pamiętało w dzień po seansie. Poza tym Ana de Armas – której w „polskiej” wersji filmu jest ponoć znacznie więcej niż w „amerykańskiej” – to dziewczę tak urodziwe, że czas spędzony na podziwianiu jej wdzięków naprawdę trudno uznać za stracony (zwłaszcza, że Malik i jego operator, Trevor Forrest, wiedzą jak ją kusząco filmować). Tymczasem Reeves… cóż, Reeves nie może tu sobie poszaleć jak w takim na przykład „Johnie Wicku” i przez cały czas ze smętnym spojrzeniem udaje, że prowadzi jakieś bardzo ważne śledztwo. Gdyby miało być go jeszcze więcej, pewnie wszyscy padlibyśmy z nudów.

A fabuła? No właśnie… Jest ona – przynajmniej w dostępnej u nas wersji reżyserskiej – dość tajemnicza i bynajmniej nie skupia się na wspomnianym już śledztwie w sprawie śmierci pewnego nie-do-końca-czystego policjanta przeprowadzanym przez jego partnera (zzzzzzz…), ale raczej na kobiecie, na którą przy okazji dochodzenia się on natyka – i która, jako się rzekło, „widuje anioły”. Nie powiem – estetycznie prezentuje się to wszystko bardzo pięknie i czuć, że Malik wzorował się na mistrzach fachu (żeby wspomnieć chociażby niejakiego Guillermo del Toro), ale „Objawieniu” brak niestety dobrego tempa, dzięki któremu dałoby się podtrzymać początkowe zainteresowanie widza, a wątek „niby-kryminalny” i „niby-religijny” nie są ze sobą wystarczająco dobrze zszyte. Jeśli już jednak zdecydujecie się na seans – dzielnie wytrzymajcie do samego końca, gdzie najważniejsza tajemnica filmu zostaje całkiem zręcznie wyjaśniona.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Objawienie
Tytuł oryginalny: Daughter of God
Kraj: USA (2016)
Reżyseria: Declan Dale
Obsada: Ana de Armas, Keanu Reeves, Christopher McDonald, Sandy Tejada
Dystrybutor: Monolith Video

Polecamy także