Literatura

OkoLica Strachu – numer 7 (3)/2017

Opublikował

dnia

Za oknem coraz pochmurniej, na trawnikach kasztany, zaś dzieci w szkole — to znak, że nadszedł wrzesień, a wraz z nim pora na lekturę najnowszego numeru „OkoLicy Strachu”. Otwiera go opowiadanie Justyny Maciji „Po drugiej stronie lustra”, będące przewrotnym ostrzeżeniem przed zawieraniem paktu z diabłem; może się bowiem okazać, że istotnie dostaniemy to, co uzgodniliśmy, z dodatkowym jednakże bonusem. Utwór ten, jakkolwiek utrzymany w poetyce „czarnego humoru”, opowiada o namiętności, te zaś można uznać za motyw przewodni kilku z zebranych w numerze opowieści, przede wszystkim „Wybryku natury” Andrzeja Jastrzębowskiego oraz „XX” Olafa Pajączkowskiego.

Na łamach pisma powraca też Guy N. Smith, niegdysiejszy pisarz wprowadzający Polaków w światy nowoczesnej grozy i jako jeden z nielicznych mający własną serię w ramach publikacji oficyny „Phantom Press”; różnorodnie oceniany, dziś kultowy pisarz przypomina się opowieścią zatytułowaną „Dom kanibali”. Utrzymana w dość kameralnej tonacji historia o tym, jak przeszłość może wpłynąć na dzień dzisiejszy zaciera różnicę między tym, co realne, a wyobrażone. Toteż źródłem grozy w prozie Smitha zdaje się nie tyle obiektywna rzeczywistość, co możliwość, iż pozostaje ona jedynie złudą. Tak dzieje się jednakże nie tylko w „Domu kanibali”, lecz również „Dniu Gniewu” Antoniego Nowakowskiego — historii dni ostatecznych, rozpisanych na obraz kinowy i zdarzenia stanowiące jego odzwierciedlenie w rzeczywistości pozaartystycznej w ramach świata przedstawionego. Zatarcie granicy między fikcją i faktami zdaje się w utworze Nowakowskiego zbliżone do obrazów znanych z filmu „W paszczy szaleństwa” (USA 1994, reż. John Carpenter).

Odmienne mechanizmy strachu, niż w prozie przywołanych tu autorów, odkrywamy w innych opowieściach zamieszczonych we wrześniowym numerze pisma. „Białe damy nie są głupie” Pawła Mateji oraz „Słowiański skalp” Marty Sobieckiej poruszają zagadnień ostatecznych doświadczeń egzystencjalnych. Z kolei „Skidmore” Bradley`a Dentona to — jak deklaruje sam pisarz w dołączonym do utworu wstępie — przestroga przed życzeniami, które mogą się spełnić.

Wielości autorskich recept na „literaturę z dreszczykiem” nie odpowiada wyrównany poziom realizacji artystycznych koncepcji. Obok interesujących opowieści Jastrzębowskiego, Pajączkowskiego bądź Smitha mamy okazje przeczytać zaledwie poprawną literacko opowieść o końcu świata; pojawia się też uczucie niedosytu, spowodowane rozbieżnością tego, co zapowiada tytuł i opatrzonej nim historii nakreślonej przez Sobiecką.

Niezbyt wyrównany poziom artystyczny części literackiej zdecydowanie podnosi dział publicystyczny. Otwiera go wywiad z Srdjanem Spasojevićem, awangardowym reżyserem znanym głównie dzięki skandalowi, jaki wywołał za sprawą „Srbskiego Filmu” (2010). Twórca w rozmowie z Sebastianem Drabikiem opowiada o traumie wojny w krajach byłej Jugosławii oraz rozminięciu się jego koncepcji artystycznej z odczytaniami filmu na Zachodzie. Która z interpretacji — Spasojevića, czy może jednak zachodniej krytyki filmowej — pozostaje bliższa prawdzie o „Srbskim Filmie”, czytelnik musi jednak zadecydować samemu. Bezsprzeczne pozostaje bowiem jedno: obraz powstał i stanowi świadectwo swoich czasów tak, jak fotografie, będące dla Olgi Kowalskiej punktem wyjścia do przybliżenia sposobów dyscyplinowania kobiet w XIX wieku w szkicu „Kobiety Bedlam. Melancholijne histeryczki”.  Tym, co łączy opowieść o eksperymentach medycznych z filmem Spasojevića pozostaje możliwość wykorzystania kategorii wyparcia jako klucza interpretacyjnego; jest on zresztą przydatny również w odniesieniu do odczytywania twórczości Alejandra Jodorovsky`iego, przybliżanej przez Przemysława Zawrotnego.

Już choćby wyszczególniona dotychczas zawartość działu publicystycznego sprawia, że można jego lekturę uznać za w pełni udaną. Tymczasem wrześniowy numer „OkoLicy Strachu” oferuje więcej wrażeń, za sprawą kontynuacji cyklu Filipa Szyszki, odsłaniającego tajemnice branży funeralnej (tym razem o możemy przeczytać balsamowaniu zwłok) oraz związków teatru z grozą, o których pisze Tomasz Przyłucki w „Spektaklu z dreszczykiem”. Z kolei Krzysztof Biliński powraca do  inspiracji poezją Tadeusza Micińskiego w nurcie rocka gotyckiego i heavy metalu. Nie można nie wspomnieć też o uwagach Simona Zacka na temat „Predatora”, którego urok nie przeminął do dziś.

I wreszcie szkic, łączący w sobie mroczną tematykę z istotną problematyką pamięci kulturowej, w ramach której funkcjonują nie tylko wzniosłe dzieła kultury narodowej, ale i zjawiska pozostające na obrzeżach badawczego namysłu — „Cmentarne dzieciństwo” Jacka Radzymińskiego. Po części artykuł ten uzupełnia jedną z niewielu rodzimych publikacji, poświęconych antropologii śmierci, jaką są „Wiersze z cmentarza” Jacka Kolbuszewskiego „Wiersze z cmentarza. O współczesnej epigrafice wierszowanej” (1985). Szkoda zresztą, że autor nie sięgnął do tego opracowania, bowiem uchroniłoby go to przed „wyważaniem otwartych drzwi”, a jednocześnie znacząco mogłoby pogłębić interpretację zebranych materiałów. Podobnie interesujące z zaproponowanej przez Radzymińskiego perspektywy mogłoby okazać się przypomnienie szkicu Anny Dymnej „Zdjęcia ostateczne” („Brama” 2015, nr 0), o XIX-wiecznych fotografiach post mortem, wspominanych zresztą przez autora „Cmentarnego dzieciństwa”.

W skrócie: choć trudno uznać najnowszy numer „OkoLicy Strachu” za wyrównany literacko, zdecydowanie warto sięgnąć po niego choćby dla publicystyki. I tylko szkoda, że Redakcja tym razem przeoczyła usterkę, polegającą na wprowadzeniu w wywiadzie z Spasojevićem pogrubienia czcionki we frazie ols, składającej się na akronim nazwy pisma. W efekcie bowiem wytłuszczony druk pojawia się w każdym wyrazie, w którym ona występuje, np. Polsce (s. 117).

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

OkoLica Strachu – numer 7 (3)/2017
Wydawca: Okiem na Horror (2017)
Liczba stron: 117

Adam Mazurkiewicz
Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także