Literatura

Øystein Stene – Wyspa zombie

Opublikował

dnia

RTEmagicC_wyspazombie1.jpg

Na początek ostrzeżenie: to nie jest kolejna powieść o ludziach usiłujących przetrwać w obliczu zagłady. Nie jest to również ckliwy romans paranormalny o miłości pięknej/pięknego i zombie. Przeciwnie, poza tytułem powieść Øysteina Stene`a niewiele ma z horrorem wspólnego to raczej thriller polityczny z teorią spiskową i tajemnicą metafizyczną w tle.

Lektura nielicznych dostępnych dotąd na rynku polskim północnoeuropejskich opowieści grozy – głównie autorstwa Johna Ajvide Lindqvista (autora m.in. „Ludzkiej przystani”, „Powrotów zmarłych”, „Wpuść mnie”)pozwala dostrzec, że Skandynawowie znaleźli własny sposób opracowywania konwencjonalnych tematów, właściwych dla „opowieści z dreszczykiem” tak, jak przed laty potrafili odnowić formułę literatury kryminalnej. W utworze Stene`a, podobnie zresztą jak w prozie wspominanego uprzednio Lindqvista, figury i wątki fabularne charakterystyczne dla fantastyki grozy zostają zredefiniowane tak, by możliwe stało się obnażenie ich pretekstowego charakteru.

Pretekstowość tę można zauważyć w „Wyspie zombie” już choćby w konstrukcji głównego bohatera: zostaje on „wrzucony” w świat, którego reguły musi dopiero rozpoznać, aby móc w nim funkcjonować. Przypomina to nieco „Pamiętnik znaleziony w wannie” Stanisława Lema (ze względu na rozbudowane struktury biurokracji, służącej samej sobie), jednak bardzie adekwatnym tropem wydaje się raczej „Wyspa doktora Moreau” Herberta George`a Wellsa; tym bardziej, że podobnie jak w tym utworze, w powieści Stene`a mieszkańcy tytułowej wyspy uczą się bycia człowiekiem. Paraboliczny charakter zarówno wędrówki po Gmach w lemowskiej powieści, jak i spotkania z demonicznym naukowcem Wellsa dominuje również podczas lektury „Wyspy zombie”.

Zarazem od przywołanych tu powieści, utwór Stene`a odróżnia możliwość dwutorowej lektury: z jednej strony poznajemy losy protagonisty, pojawiającego się niespodziewanie dla samego siebie na Labofnii i usiłującego zrozumieć, w jaki sposób do tego doszło; z drugiej – mamy szansę zapoznać się z historią kolonizacji wyspy od najwcześniejszych, wspominanych w hagiografii prób, po wiek XX. W ten sposób czytelnik ma możliwość nie tylko śledzenia losów bohaterów, ale i zrozumienia uwarunkowań kulturowych, potencjalnie wpływających na ich decyzje.

W efekcie owego zabiegu tempo fabuły znacznie spowalnia, jako że autor konsekwentnie przeplata obie narracji. Tym samym, odbiorcy spragnieni wiedzy o perypetiach głównych bohaterów zmuszeni są uzbroić się w cierpliwość. Owszem, możemy pominąć partie, nazwijmy je umownie „historyczno-genealogiczne” wówczas jednak wiele faktów w ramach świata przedstawionego jawi się jako pozbawione sensu. Równie niejasna byłaby rama fabularna i decyzja protagonisty, by spisać swoje dzieje. Co więcej, lektura przez pryzmat lektury historii kontaktów Zachodu z zagubioną wyspą umożliwia odczytywanie „Wyspy zombie” w perspektywie postkolonializmu, zmieniając opowiastkę o społeczeństwie nieumartych w traktat cywilizacyjny o obcości, dla której z trudem znajduje się miejsce we współczesnym, jedynie deklaratywnie tolerancyjnym świecie.

5 out of 6 stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Øystein Stene – Wyspa zombie
Tytuł oryginalny: Zombie Nation
Tłumaczenie: Milena Skoczko
Wydawca: Zysk i S-ka (2015)
Liczba stron: 328

Polecamy także