Literatura

Peter Straub – Upiorna opowieść

dnia

„Najlepsza powieść grozy XX wieku. A kto wie, czy nie najlepsza w historii tego gatunku.” – ostrożnie podchodzę do tak buńczucznych stwierdzeń, jak to, którym uraczył „Upiorną opowieść” Petera Strauba Robert Ziębiński, obecnie redaktor naczelny magazynu „Playboy”, autor m.in. książek o twórczości Stephena Kinga. Określenie „najlepsza w historii gatunku” to mocne słowa. Wyzywająco wręcz kuszące, by nazwać je, na wyrost, przesadą. Jednak najbardziej zaskoczyło mnie to, że po lekturze najważniejszej powieści w dorobku Strauba, gotów jestem przyznać, że to stwierdzenie wcale nie jest przesadzone. A „Upiorna opowieść” okazuje się być swoistym wyznacznikiem, jak powinno się pisać horrory.

W naszym kraju powieść ta owiana jest wręcz legendą (bo określić ją jako otoczoną kultem, to za mało). W pierwszym wydaniu z lat dziewięćdziesiątych zniechęcała kiepską okładką (z pszczołą). Jednak wygłodniali grozy czytelnicy sięgnęli po nią… i tak się zaczęło. Straub, namaszczony przez samego Stephena Kinga, który uwielbia „Upiorną opowieść” i kilkakrotnie odwoływał się do niej w swojej twórczości, szybko przyjął się w kraju nad Wisłą, a pierwsze, dotąd niewznawiane, wydanie jego klasycznej powieści zaczęło osiągać zawrotne ceny na portalach aukcyjnych i w drugim obiegu. Wydawnictwo Vesper, czyniąc słuszny ruch marketingowy w kierunku ponownej publikacji tej, niewątpliwie należącej do współczesnego kanonu grozy, powieści sięgnęli po zdecydowanie godniejszą dla niej oprawę. Już ilustracja okładkowa dużo dobitniej wiąże się z treścią, do tego jest po prostu estetycznie lepsza, bardziej dopracowana, a w połączeniu z twardą oprawą niejako nobilituje powieść do adekwatnego, dla jej literackiej klasy, poziomu.

Literacko „Upiorna opowieść” jest hołdem dla klasyki. Dla wielkich mistrzów opowieści grozy. Dla tych, którzy kształtowali podwaliny gatunku, budując na fundamentach powieści gotyckiej klasyczne „ghost story”. Jednak Straubowi udała się sztuka niezwykła. Nie tylko umiejętnie łączy estymę dla wielkich tuzów gatunku, ale – jednocześnie – w sposób niezwykle staranny i umiejętny transferuje klasyczną konwencję literackiej grozy w czasy bardziej współczesne – do lat 70-tych.

Piotr Borowiec nazywa w „Posłowiu” książki „Upiorną opowieść” powieścią gotycką – z jednej strony powołuje się na słowa samego Kinga (który wspomina, że Straub świetnie rozumie mechanizm romansu gotyckiego), jednak idzie o krok dalej określając powieść Strauba właśnie jako klasyczną, w pełnym tego słowa znaczeniu powieść gotycką. Po zastanowieniu trudno się z nim nie zgodzić. Zresztą, sama twórczość autora „Posłowia” wyraźnie operuje bardzo zbliżonym (by nie rzec, że takim samym) mechanizmem transferującym estetykę „ghost stories” w czasy nam współczesne. Straub korzysta – w o wiele szerszym zakresie – z takich samych zabiegów. Jego styl pisania, całościowa kreacja: począwszy od bohaterów, po scenerię powieściowych wydarzeń oraz pojawiające się wątki poboczne – stanowią starannie przemyślaną układankę, sięgającą schematów zwyczajowej opowieści o duchach – „Ghost stories” właśnie, które powstały przecież na kanwie powieści gotyckiej.

Co najmocniej czaruje w powieści Strauba to właśnie styl, ten nieustanny flirt z konwencją, zdawać by się mogło, zapomnianą nieco, zakurzoną i porzuconą przez współczesnych twórców horroru. Pozornie, wierzchnia warstwa „Upiornej opowieści” jest bardzo „kingowska” w swoim wydźwięku. Małe amerykańskie miasteczko, staranna charakterystyka lokalnej społeczności, zróżnicowanej pod względem statusu społeczno-ekonomicznego, uwikłanej we wzajemne zależności. Tło powieści i liczne wątki mocno obyczajowe, pozornie tylko nie przystające do głównej osi zdarzeń, jakim jest nadnaturalny koszmar wkradający się w spokojne życie mieszkańców…

To opowieść o zbrodni i karze. O poczuciu winy, która może prowadzić do grobu. O brzemieniu, które trzeba dźwigać i o złu, które może przetrwać, podsycane jedynie pragnieniem zemsty lub opacznie rozumianej sprawiedliwości. Jednak zaskoczony będzie ten, kto spodziewa się tylko opowieści o duchach. Bowiem „złego” jest w powieści znacznie więcej, a i atrybuty, jakie swoim mrocznym postaciom przypisuje autor, zdają się wykraczać dalece poza zwyczajową konwencję „ghost stories”, a czerpią garściami i z klasyki literackiej, i z popkultury. Nie braknie tu potworów o sznycie zwyczajnych duchów, nie zabraknie wampirów, ani wilkołaków.

Odwołań do klasycznych opowiadań jest tu mnóstwo, poszczególne postacie śmiało mogą doszukiwać się swych archetypów w historiach Irvinga, Machena, czy choćby i Lovecrafta. I to kolejny mocny punkt „Upiornej opowieści”. Te rozliczne ukłony w kierunku Mistrzów literackiej grozy to umiejętne acz subtelne wplatanie nawiązań i odwołań do konkretnych ich dzieł. Czytelnik zaznajomiony z klasyczną literaturą grozy może je odnaleźć. Ten mniej obyty literacko zachwyci się złożonością samej historii i mnogością pomysłów na mroczne opowieści. Peter Straub napisał arcydzieło i nie jest to słowo zbyt wydumane, zbyt na wyrost, by tę książkę określić. To historia, która nie tylko udanie oddaje pokłon swym korzeniom, ale syntetyzuje cały dorobek klasycznej literatury grozy i transferuje go na współcześnie rozgrywaną historię, by pokazać uniwersalność pewnych schematów, ich powtarzalność i zakorzenienie w popkulturze tak silne, że zdolne przerażać w dowolnie dobranej estetyce scenerii i czasów.

„Upiorna opowieść” zdaje się być dla gatunku grozy tym, czym „Władca Pierścieni” Tolkiena stał się dla fantasy. Swoistą definicją gatunkową, łącznikiem pomiędzy tym, co stare i nowe. Hołdem, a zarazem nowym kierunkiem, w którym literatura grozy może i powinna się rozwijać. Nie dziwi zachwyt Stephena Kinga. Nie dziwi, cytowane na wstępie, stwierdzenie Roberta Ziębińskiego. Po lekturze „Upiornej opowieści” pozostaje przyznać im rację i cieszyć się, że wydawnictwo Vesper dało tej książce kolejną szansę. Społeczność miłośników grozy zasługuje na to, by móc ją poznać. Polecam!

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Peter Straub – Upiorna opowieść
Tytuł oryginalny: Ghost Story
Tłumaczenie: Irena Ciechanowska-Sudymont, Jan S. Zaus
Wydawca: Vesper 2018
Ilość stron: 614
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także