Film

Piła: Dziedzictwo

dnia

patronat

Nigdy nie byłam fanką tych seryjnych filmów, których tytułom dopisuje się kolejne cyfry. „Piła” lata temu podbiła serca widzów i krytyków, sprytnie wodząc ich za nos i prezentując szokujące zakończenie. Potem zaczęły powstawać kolejne mniej lub bardziej udane części. O ile dobrze pamiętam widziałam „dwójkę” i „trójkę”, pamiętam też, że nie kusiło mnie wtedy zbytnio zapoznanie się z kontynuacjami. Ale trochę czasu zdążyło upłynąć, a na DVD trafiła właśnie najnowsza część „Piła: Dziedzictwo”. Miałam akurat wolny wieczór, stwierdziłam więc, że nic nie stracę i odpaliłam najnowszą część słynnej serii…

Detektywi próbują rozwikłać zagadkę, którą skrywają odnajdywane w różnych częściach miasta zwłoki. Wszystko wskazuje na to, że za śmiercią tych osób stoi jedna i ta sama osoba, tyle że ona też już dawno nie żyje…

W tym samym czasie, gdzieś na opuszczonej farmie kilkoro ludzi bierze udział w śmiertelnej grze…

Już na pierwszy rzut oka widać, że twórcy postanowili po raz kolejny opowiedzieć taką samą historię, w dokładnie taki sam sposób. Fabuła toczy się dwutorowo, a wątek „policyjny” przeplatają makabryczne sceny śmierci kolejnych ofiar. I trudno jest tutaj odnaleźć jakikolwiek powiew świeżości. „Wybrańcy” biorący udział w tajemniczej „grze” wykazują dość przewidywalne zachowania, między głównymi bohaterami narasta konflikt, a gdzieś tam czai się morderca… żywy lub martwy…

Mimo wszystko ogląda się to wszystko z pewną dozą zainteresowania. Pomimo dziur logicznych i przewidywalności wymyślne tortury, którymi poddawani są bohaterowie dostarczają rozrywki, a niektóre postaci potrafią rozbawić. Oczywiście wiadomo, że nie tego oczekuje się od filmu z pogranicza gatunku grozy, ale czasem trzeba się cieszyć z tego co dają. Niestety najbardziej wyczekiwany przeze mnie twist na zakończenie, okazał się naiwną zapchajdziurą, która usatysfakcjonuje jedynie najbardziej wytrwałych miłośników serii.

Rozczarowujące okazują się również sposoby uśmiercania ofiar. Mając w pamięci takie „pułapki”, jak ta na niedźwiedzie, dół wypełniony strzykawkami, czy „anioł”, możemy oczekiwać, że ósma część „Piły” zmusiła scenarzystów do wspięcia się na wyżyny lub też sięgnięcia w głąb mrocznych zakamarków swoich umysłów, a jednak…

„Piła: Dziedzictwo” jest jasnym przykładem tego, że twórcy powinni wreszcie przestać odcinać kupony od sukcesu pierwszych części serii. To nie jest najgorsza część serii, ale skoro Jigsaw umarł, to niech w końcu przestaną go wskrzeszać…

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Piła: Dziedzictwo
Tytuł oryginalny: Jigsaw
Kraj: Kanada (2017)
Reżyseria: Michael Spierig, Peter Spierig
Obsada: Matt Passmore, Tobin Bell, Paul Braunstein, Lara Vandervoort
Dystrybutor: Monolith Video
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także