Literatura

Piotr Borowiec – Polskie upiory

dnia

„Polskie upiory” to książka przeze mnie wyczekiwana, wypatrywana, a wręcz wymodlona. Jednocześnie zbiór, którego recenzji wyjątkowo nie powinienem pisać, jako że idealnie wpasowuję się tym w kontekst pewnego felietonu Piotra Borowca nt. recenzji i recenzentów. Fakt, iż Piotr pisał blurba na okładkę mojego pierwszego zbioru może sugerować stronniczość i brak obiektywizmu w stosunku do twórczości autora „Polskich upiorów”. Ale że recenzentem (publikującym) jestem o wiele dłużej niż pisarzem, i o moich opowiadaniach słyszało niewielu, a recenzje jednak dość regularnie (i od dawna z uporem) tu i ówdzie publikuję, to pozwolę sobie założyć, że nawet jeśli uznacie, iż jestem „krewnym lub znajomym królika”, zniechęci Was to jedynie do przeczytania mojej opinii, a nie książki Borowca. Bo w znacznej mierze byłoby to ze szkodą dla Was. Tyle tytułem wstępu.

Jak wspomniałem, „Polskie upiory” to książka oczekiwana przeze mnie z utęsknieniem. Książka, o której słyszałem już dawno, na którą czekałem obgryzając paznokcie i windując autorowi poprzeczkę… Nie, Piotr sam sobie tę poprzeczkę podniósł znakomitym zbiorem debiutanckim – „Wszystkie białe damy” – tym samym zawyżając poziom polskiej grozy. Tak więc po nowym zbiorze oczekiwałem wiele, a jeszcze więcej się spodziewałem bowiem o swojej literackiej wiedzy autor przekonywał wielokrotnie felietonami publikowanymi w sieci lub wygłaszanymi sporadycznie prelekcjami konwentowymi, dotyczącymi klasycznej literatury grozy. To dobrze świadczy o twórcy, że zna korzenie gatunku, w którym tworzy. Warsztatowo też Borowcowi nie można za bardzo nic zarzucić, czemu dał dowód już we „Wszystkich białych damach”, więc…

W „Polskich upiorach” tak naprawdę autor eksploruje podobne motywy, co w pierwszym zbiorze. Wątki nadprzyrodzone, spotkania z duchami, z nieukojonymi duszami tragicznie zmarłych, z demonami i złem bardziej niedookreślonym, są na porządku dziennym i niejednokrotnie stały się już dla bohaterów, którzy tych spotkań doświadczają, swoistym chlebem powszednim.

To zderzenie świata żywych z umarłymi szokuje nas ale nie postacie z opowiadań bowiem oni niejednokrotnie zdążyli się już oswoić, okrzepnąć w tej relacji, i nie tyle uznać za normalność, ale zwyczajnie, z braku wyboru, zaakceptować. W sukurs takiemu przedstawieniu spraw idzie styl Borowca: spokojny, rzeczowy, oszczędny. On nie epatuje emocjami, nie stosuje wykrzykników i tandetnych zabiegów przerażenia widza. Bardziej skupia się na rzeczowym relacjonowaniu sytuacji, a że ma ona w sobie znaczący pierwiastek nadprzyrodzony to element, z którego my – czytelnicy – nagle podczas lektury zdajemy sobie sprawę. I to siła przekazu autora „Polskich upiorów”. To stawianie nas przed faktem, kiedy nie ma znaczenia, czy po „carrolowsku” zawiesimy niewiarę i uwierzymy w nierealne, nadprzyrodzone, czy też nie. Nie ma to najmniejszego znaczenia bowiem, niezależnie od naszej wiary w opisaną przez twórcę opowieść, to się po prostu dzieje. I już.

„Polskie upiory” to jednak nie tylko warstwa grozy. Grozy umiejętnie serwowanej, ukrytej często w niuansach, zarysowanej w tle, a czasem pchającej się brutalnie na pierwszy plan. To nie tylko nadprzyrodzone zjawiska, demony i echa z przeszłości które w niemożliwy sposób dają o sobie znać. To także nasza, polska rzeczywistość, która wyziera z każdej strony tej książki. Szara, brudna, nieprzyjazna. Ale w jakiś sposób swojska. Naznaczona problemami, często kłótliwa, niepocieszona, niechętna wszystkim i wszystkiemu. Piotr jest autorem mocno zaangażowanym. W jego utworach niejednokrotnie da się odkryć drugie – a czasem i trzecie – dno. To nie są proste historyjki o plastikowych potworach czy lewitujących prześcieradłach. U niego druga strona częstokroć dobija się o pomstę, o karę za grzechy. Bohaterowie niejednokrotnie są mocno dwuznaczni i trudno nam z nimi sympatyzować, jeszcze trudniej ich rozgrzeszać. Ale to akurat ich urealnia, czyni pełnokrwistymi, realistycznymi. W ich kontekście zjawiska nadprzyrodzone, które odruchowo chcemy negować, nie są już takie łatwe do odrzucenia. Rozumiemy gniew, frustrację, rozpacz, żal, dezorientację, która przebija z tamtej strony i sprawia, że zmarli nie mogą zaznać spokoju.

Proza Piotra to przykład opowiadań stanowiących swoisty pomost między estetyką klasycznej grozy a współczesnym horrorem. Pozornie wyeksploatowane motywy duchów i demonów nabierają nowego, głębszego sznytu i sprawiają, że „Polskie upiory” okazują się zajmującą i bardzo dobrą lekturą. Momentami, w niektórych tekstach, Borowiec zdaje się wtrącać wątki autobiograficzne, rozliczające jego samego z bolesną i uwierająca przeszłością – a może to tylko moje mylne wrażenie spowodowane głębokim rysem bohaterów?

Polecam wszystkim, którzy cenią sobie nie tylko chwytliwe pomysły, ale też dobrze skreślone tło i rysy psychologiczne postaci oraz solidny warsztat literacki. Obok Wojciecha Guni to jeden z najlepszych twórców grozy w Polsce, tworzący w stricte horrorowym gatunku.

Warto sięgnąć po „Polskie upiory” bo to z całą pewnością jedna z najlepszych książek grozy w tym roku, mimo że nie jesteśmy jeszcze nawet na półmetku.

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Piotr Borowiec – Polskie upiory
Wydawca: Gmork 2018
Ilość stron: 344
Mariusz

Recenzent, piszący głównie o horrorze i fantastyce, ale nie tylko. Reegularnie pisuje dla Grabarza Polskiego, RzeczGustu i Paradoks. Miłośnik komiksów, nie tylko spod znaku Marvela. Czasem także pisarz, niekiedy mówią, ze dobry. Publikował w Bramie, Histerii i Grabarzu Polskim. Prowadzi blog „Co przeczytać? – subiektywny blog literacki”. Wielki fan i propagator rodzimej sceny grozy.

Polecamy także