Literatura

Piotr Patykiewicz – Dopóki nie zgasną gwiazdy

Opublikował

dnia

dopoki

Wszędzie dziś wyłazi post apo. Jak nie zombie, to wirusy, czasem mróz, albo najlepiej wszystko naraz. Przyznaję się również do popełnienia kilku dłuższych i krótszych form w tym temacie związanych. Najważniejsze jest jednak to, że w większości przypadków działa mordercza reklama, która z tekstów średnich, bądź przeciętnych czyni bestsellery. Powiem jednak jedno. Po przeczytaniu kilku(nastu) powieści z tego nurtu, stwierdzam z pełną odpowiedzialnością. Oto właśnie pojawiła się najlepsza. Polska! Gdzie? W Sine Qua Non.

Odpowiedzialnym za owo zamieszanie jest Piotr Patykiewicz, szerzej nieznany autor, który postanowił wsadzić kij w mrowisko i zaprezentować utwór, o którym będzie się mówiło jeszcze przez kilka następnych lat (oczywiście, o ile pisarz nie popełni z kolei straszliwego gniota, zrzucającego na niego zasłonę zapomnienia). Z tym nieznaniem odrobinę przesadzam, w końcu w dorobku autora znajdziemy kilka interesujących powieści fantasy na czele z „Odmieńcem”, wydanymi w SuperNovie, ale tutaj autor wywraca wszystko do góry nogami, czyniąc literaturę postapokaliptyczną realną jak nigdy dotąd. Niby mamy świat po zagładzie, ale nie ma tu zombie znanych z „The Walking Dead”, „Feed” czy „Szczurów Wrocławia”, nie ma wirusów, Mad Maxa i klimatów Fallouta, jest wprawdzie przerażający mróz, który może przypomnieć niektórym wydaną niedawno „Pandemię”, ale powieść Patykiewicza ma to, czego rosyjski utwór nie miał.

Piotr Patykiewicz stworzył oryginalną wizję świata po zagładzie cywilizacji. Akcja rozpoczyna się w górach, gdzie lata temu skryli się ostatni ocaleni po wielkim kataklizmie, który skuł lodem i śniegiem cały glob. Niedobitki ludzkości walczą o przetrwanie, ale czy ich walka ma szansę na powodzenie? Poznajemy ich zasady życiowe, a przede wszystkim nowatorską mitologię, w której znalazło się miejsce dla atawistycznego Lucyfera i wielu innych niebezpieczeństw, które poznamy stopniowo wraz z głównym bohaterem, nastoletnim Kacprem, który zostaje zmuszony do opuszczenia swojej rodzinnej osady.

Z jednej strony, można ponarzekać, że po tak pięknie stworzonym początku powieści autor skusił się, by wysłać bohatera na kanoniczną wyprawę, a z drugiej… No właśnie. „Dopóki nie zgasną gwiazdy” to powieść pełna zaskoczeń i oryginalnych rozwiązań, a autor nie podaje nam oczywistych odpowiedzi. Gdy już zdaje nam się, że znamy zasady rządzące nowym światem, kastami we wsi i jaką rolę ma odegrać bohater, ten wyrusza w drogę, by odkryć, że nie wszystko jest takie oczywiste, a potem znów i znów, aż nadejdzie finał, który pozostawia różne możliwości interpretacyjne. Tym samym z wyświechtanego motywu drogi Patykiewicz wydobył to, o czym wielu autorów przez lata zapomniało – ona musi zmieniać, nie tylko bohatera, ale i świat. Oczywiście autor nie zapomniał o przygodzie – akcji tu nie brak, Kacper musi stawać do konfrontacji używając zarówno mięśni jak i umysłu, ale wszędzie przewija się niebanalna filozofia i intrygujące przesłanie, sprawiając, że z równym zaangażowaniem będą książkę czytać (ale odczytywać na innych płaszczyznach) i czytelnicy wytrawni, jak i ci, którzy dopiero zaczynają przygodę z fantastyką.

Znakomita, oryginalna i dająca powieść science-fiction w klimatach post-apo, która ma szansę stać się klasykiem.

Recenzent: Łukasz Radecki

Piotr Patykiewicz – Dopóki nie zgasną gwiazdy
Wydawca: SQN (2015)
Liczba stron: 397
Łukasz Radecki

Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także