Film

Player One

Opublikował

dnia

„Ready Player One”, to film na który zasługuje każdy gracz. Nerdgasm! – zakrzyknęła zagraniczna prasa – całkiem zresztą słusznie. Naturalnie geeki i hejterzy znajdą w nim kopalnie równie rozległe, jak te w Minecraft, dzięki którym będą mogli zarzucać Spielbergowi, że nie przyłożył się do swojego najnowszego obrazu – nie będzie to jednak prawdą. W filmie znajdziemy tyle contentu popkulturowego (kto negocjował te wszystkie marki? Pan Bóg!?), że ciężko byłoby to komukolwiek poskładać do kupy. Trzeba by mieć przynajmniej doktorat z groznawstwa ażeby rozgryźć zagadki jakie Halliday ukrył w stworzonym przez siebie świecie OASIS. Niemniej Spielberg okazał się osobą odpowiednią i pomimo że nacechował silnymi znaczeniami każdą niemal klatkę filmu, to udało mu się jak zawsze po mistrzowsku poprowadzić linię fabularną, która jest jasna, logiczna i pozwala nam na kolejną cudowną przygodę, jaką funduje nam umysł i kunszt tego fenomenalnego reżysera. Reżysera, który paradoksalnie tyleż samo się do tego filmu nadawał, co nie. Steven Spielberg w „Ready Player One” stara się okiełznać potworka przemysłu popkultury, którego przecież sam pomagał tworzyć! Z drugiej strony kto inny, jak nie twórca „Jurassic Park” czy „The Jaws”, mógłby podołać tak tytanicznemu wysiłkowi połączenia w jednym filmie tylu znanych elementów. Nie będę wymieniał wszystkich, bo zajęłoby to zapewne drugie tyle, co cała treść tej recenzji, ale spróbujcie tylko zamrugać podczas wyścigu przez cyfrowy Nowy Jork a macie dużą szansę na przeoczenie Batmobila. Zapewne ciężko było Spielbergowi odpuścić sobie pewne etapy postprodukcji na korzyść finalnego wyglądu dzieła, ale moim zdaniem przyłożył do większości ważnych kwestii w książce i filmie, odpowiednią miarę. Można się czepiać, że film jest nieco naiwny (OASIS to system globalny, a bohaterowie znajdują się w rzeczywistości o parę przecznic od siebie), że nie oddaje w pełni możliwości samotworzenia w sieci, czy bardzo powierzchownie podchodzi do postaci i tematów z których czerpie pełnymi garściami. Spróbujcie jednak zebrać to wszystko razem i nie stracić przy tym płynności opowiadania – to właśnie tu ujawnia się geniusz złotego dziecka Hollywoodu, którym Spielberg bez wątpienia nadal jest. Jego zabawa staje się naszą zabawą i nawet jeśli na przestrzeni lat zmienił on pryzmatyczny punkt widzenia pierwszego bohatera z zagubionego i osieroconego chłopca na bardziej dorosły (niemal patriarchalny), to w „Ready Player One” powraca nieco do swoich korzeni przez co nawet starszy widz bawi się na tym filmie jak dziecko.

Dodatkowymi atutami przemawiającymi na korzyść filmu są aktualizacja i pozbawienie go (w przeciwieństwie do książki Ernesta Cline) elementów mizoginistycznych. Sama książka jest często określana jako zbiór nostalgicznych, naciąganych frazesów i zapewne dotknie to również filmu, który nie zachowa na długo swojej świeżości. Przetrwa jednak w warstwie fabuły i przygody, jakiej widz doświadcza. Film Spielberga został zaktualizowany o najświeższe nowinki z branży mediów, dzięki czemu nawet młodsi poczują się tutaj jak w domu. Niemal całkowicie zniknęły także przesłanki jakoby świat gier był domeną mężczyzn, a przynajmniej nie czuje się tego tak jak w odpowiedniku literackim. Linia fabularna książki została tutaj oddana doskonale, dzięki pomocy jaką Ernest Cline otrzymał od Zaka Penna („X-Men: The Last Stand”). Wyraźne efekty widać również we współpracy Stevena Spielberga z Januszem Kamińskim (zdjęcia), który zadbał o wizualną stronę obrazu – ten duet chyba nigdy mi się nie znudzi (już 19 wspólnych obrazów!). „Ready Player One” jest po prostu po brzegi wypełniony akcją i podróżą między wszystkim tym w czym można się zakochać wychowując się na grach i filmach od lat osiemdziesiątych po dziś.

W tym bezmiarze dyskursu kulturowego, który, koniec końców, w ogromnej mierze zagarniają od kilkunastu lat, właśnie gry komputerowe, Spielberg zdołał ukryć zarówno przesłanie, jak i hołd dla starego przyjaciela. W świecie OASIS obserwujemy ludzi, którzy umyślnie porzucają życie w rzeczywistości, na korzyść egzystencji cyfrowej. Świat zastajemy w roku 2045, zniszczony przez wojny i katastrofy naturalne. Ludzie tutaj są w większości przegranymi eskapistami, gnieżdżącymi się w osiedlach zwanych Stosami. Wielkie korporacje zarządzające domeną cyfrową rozpowszechniają wizję Jamesa Donovana Hallidaya, który stworzył OASIS… i zmarł, osieracając w ten sposób zarówno swój świat, jak jego mieszkańców. Bezduszne korporacje używają więc OASIS jako opium dla mas. To bardzo aktualny obraz sieci i świata cyfrowego i realnego. To nie jest wizja przyszłości, ale wizja teraźniejszości! Przerażające, ale do bólu prawdziwe. Najlepszy w tym wszystkim jest jednak przekaz, jaki bohaterowie otrzymują pod koniec swojej podróży niczym objawienie Ebenezera Scrooge’a w „The Christmas Carol”: najważniejszy jest świat realny, nasze prawdy i to jacy rzeczywiście jesteśmy. Wszystko inne, to stan który w każdym momencie możemy pauzować, lub z którego możemy się po prostu wylogować.

Scena, która z pewnością spodoba się wyjadaczom, to przeniesienie akcji filmu do „Overlook Hotel”. Ten fragment filmu to piękny hołd dla Stanleya Kubrick’a. Jest to także dobry przykład tego co w filmie zachodzi non-stop: połączenia z najnowszymi trendami popkultury i socialmedia wizji starego hollywoodzkiego wygi. Niezbywalny dowód na to, że Spielberg nie stracił dystansu i ostrości swojego magicznego umysłu. Oby jeszcze przez wiele lat dostarczał nam tak przedniej rozrywki i tak cennych lekcji, bo „Ready Player One”, to w rzeczywistości bajeczka i jak każda bajeczka, ma swój morał.

Recenzent: Michał Arkadiusz Pietrzak

Player One
Tytuł oryginalny: Ready Player One
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Steven Spielberg
Obsada: Tye Sheridan, Olivia Cooke, Mark Rylance, Ben Mendelson
Dystrybutor: Warner Bros Polska

zobacz w cc

Michał Pietrzak

Absolwent Filmoznawstwa. Miłośnik kina klasycznego i eksperymentów kulinarnych. Reżyser i scenarzysta amator. Niepoprawny optymista, zapalony wolontariusz WRO Media Art Biennale i nałogowy gracz „World of Warcraft”.

Polecamy także