Muzyka

Poverty’s No Crime – Spiral of Fear

Opublikował

dnia

povertys no crime spiral of fear

Mięknie i popowieje nam ostatnimi czasy progresywny metal – i z tym większą przyjemnością wita się takie albumy jak „Spiral of Fear” starych dobrych niemieckich wyjadaczy w tym właśnie gatunku, grupy Poverty’s No Crime.

Panowie działają już od ponad 20 lat (debiutowali w 1995 r. krążkiem „Symbiosis” pod skrzydłami legendarnej wytwórni Noise Records) i choć nigdy nie dorobili się statusu megagwiazdy, to stworzyli całkiem sporo porządnej muzyki i nieraz byli wychwalani przez znawców gatunku. „Spiral of Fear” potwierdza, że jak najbardziej słusznie: progresywny metal w wydaniu PNC to nie jakieś blade siuśki po największych hitach Dream Theater, jakie napotyka się dziś w tego rodzaju muzyce najczęściej, tylko pełne mocy i melodii kompozycje, przy których czasem chce się machać czachą, czasem – popłynąć z nurtem solidnego groove’u czy fantazyjnych gitarowych solówek, a czasem trochę pośpiewać. I tak właśnie być powinno.

Dobrą definicję tego stylu grania stanowi już otwierający album „The Longest Day”: najpierw mamy zmyłkowo spokojny wstęp, zaraz potem urywa go gwałtowny gitarowy riff, a melodyjny refren stanowi gwarancję, że szybko ten numer zapamiętamy (co, jak wiadomo, nie jest niestety w prog-metalu regułą i często nawet na niezłej płycie tego gatunku wszystkie utwory zbijają się w jeden); no a potem jest jeszcze obowiązkowy „zwrot akcji”, odrobina instrumentalnego szaleństwa i powrót refrenowej melodii – niecałe siedem minut, ale od razu zdmuchuje czapy z głów. Podobnych dobrodziejstw można oczekiwać po takich kawałkach jak „Spiral of Fear”, „A Serious Dream” i finałowy „Wounded”, w którym to jednak dzieje się najwięcej – rzecz trwa w końcu blisko 10 minut.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje natomiast zabarwiona bardziej egzotycznymi dźwiękami „Fatamorgana” (najkrótsza na płycie – choć i tak trwająca 5 minut z hakiem – i być może najbardziej przyjazna stacjom radiowym), a także urokliwy, wywołujący pozytywne skojarzenia z Rush „Dying Hopes”. Nie brak też zgrabnej kompozycji instrumentalnej – „The Fifth Element” – która ze względu na melodyjne partie gitar zapada w pamięć równie szybko jak numery śpiewane. I nawet kiedy robi się czasem trochę bardziej balladowo – jak w „The Ballad of ‘91” (tytuł zobowiązuje) – to bynajmniej nie jest to granie mozolne i jednostajne, ale raczej pełne napięcia i wybuchające od czasu do czasu potężniejszymi dźwiękami.

Jeśli do czegoś mam w przypadku tej płyty zastrzeżenia, to anglojęzyczne teksty, pisane – jak to często w przypadku niemieckich grup bywa – trochę na wyczucie, tak żeby było „mniej więcej bez błędów”. I choć faktycznie jakiegoś większego wstydu nie ma, to jednak szkoda, że warstwa tekstowa nie jest tak dobrze dopracowana jak sama muzyka, zwłaszcza, że lider grupy Volker Walsemann ma nam to i owo do powiedzenia (motywem przewodnim tekstów jest uczucie lęku). Wtedy byłoby już naprawdę idealnie.

5 Stars

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Poverty’s No Crime – Spiral of Fear
Label: Metalville (2016)
Dystrybutor: brak

Polecamy także