Literatura

Denis Szabałow – Prawo do życia

Opublikował

dnia

prawo do zycia

„Prawo do życia” Denisa Szabałowa to bezpośrednia kontynuacja powieści „Prawo do użycia siły” tegoż autora. I jako kontynuacja, w nieco odmiennej konwencji powieści drogi, skupia w sobie wszystko, co było dobre w poprzedniej książce, dorzucając kilka ciekawych elementów. Ale jednocześnie nie wystrzegając się częstych błędów charakteryzujących ten rodzaj opowieści.

Powieść drogi – jak wskazuje sama nazwa – skupia fabułę na podróży. Jest cel, mniej lub bardziej określony, ale dla fabuły nie tyle znaczące jest osiągnięcie go, co podróż, podążanie w jego kierunku. Tak mamy i tutaj. Szabałow odchodzi od mocnej, militarnej, ale stacjonarnej historii, rozgrywającej się w obrębie Schronu (jaką mieliśmy okazję czytać w „Prawie do użycia siły”) na rzecz szeroko zakrojonej wyprawy, mającej na celu zdobycie zapasów z „ziemi obiecanej”, niezbędnych dla przeżycia społeczności, z której wywodzą się nasi bohaterowie. I jak to powieść drogi – historia może nieco nużyć, kiedy czytamy o posuwającej się leniwie kolumnie wojskowej, eksplorującej postapokaliptyczne ziemie. Autor odmalowuje świat po zagładzie, pozwalając nam poznać zarówno scenerię zniszczonej cywilizacji, jak i to, co na niej wyrosło – różnego rodzaju mutanty, wszelakie okazy flory i fauny, ale też zalążki nowych ludzkich społeczności. Otrzymujemy więc szeroki przekrój typowych dla literatury postapo rozwiązań, są kanibale i struktury plemienne rządzące się surowymi, często dla czytelnika szokującymi prawami. Drażnić może z pewnością wymuszana przez konwencję powieści drogi metodyka: bohaterowie pokonują określony odcinek trasy, napotykają na problemy, czy to z ludźmi, czy to z mutantami. Wywiązuje się chwilowa akcja, zwykle oparta na rozwiązaniach militarnych (wszak to wojskowi), po czym kolumna rusza dalej. Do następnego punktu. Taka konstrukcja powieści może nieco irytować, jednak rozmach, z jakim Szabałow kreśli scenerię postapokalitycznego świata zdaje się być zakrojona na skalę szerszą, niż dotychczas w UM2033 i to trochę poprawia odbiór całości.

Ale prócz tych małych mankamentów powieść Szabałowa radzi sobie naprawdę dobrze. Zachwycają wątki w tajemniczym tunelu, czy ruinach przedszkola (o czym nie napiszę więcej, by nie spojlerować – przeczytajcie), które z pewnością są jednymi z ciekawszych elementów zarówno w samej wzmiankowanej książce, jak i w uniwersum, do którego należy. Jest momentami mrocznie, momentami mocno fantastycznie-naukowo. Autor jakby nie mieścił się w oszczędnej, surowej konwencji postapo i chciał się z niej wyrwać, jednocześnie w jej obrębie pozostając. I wyszło to nad wyraz udanie. Połączenie wielu wątków, koncepcji i fabularnych pomysłów daje ciekawą, chwilami straszną, chwilami po prostu dynamiczną historię. Jak poprzednio, precyzja strony militarnej powala. No, ale też tego by należało wymagać, skoro bohaterowie to w większości wojskowi.

Do tego nie zapomniał Szabałow o głównym tytułowym problemie: prawie do życia. Bowiem wątek ten, na którym przecież oparta jest cała fabuła powieści (jak w pierwszym tomie rozważania tyczyły prawa do użycia siły) roztrząsany jest przez naszego głównego bohatera – Daniłę – bezustannie, a targające nim wątpliwości nadają postaci (i całej historii) realizmu i głębi.

Zakończenie natomiast mało kogo nie zaskoczy. Choć pewne wzmianki autor sam przemyca w tekście, choć pewne przesłanki da się wychwycić… cóż, ja zauważyłem je już po fakcie. A to akurat dla powieści komplement.

„Prawo do życia” – mimo ograniczeń wynikających z samej konstrukcji fabuły i konwencji, w jakiej została napisana – jest naprawdę dobrą powieścią. Z całą pewnością zachwycą się nią fani militariów, a także ci, którzy czytali część poprzednią nie powinni być zawiedzeni. Ja – mimo wspomnianych wad – oceniam ją wyżej, niż „Prawo do użycia siły”.
„Prawo do życia” to książka, która próbuje zerwać ze sztywną, wąską konwencją literatury postapo i wzbogacić ją w nowe wątki, o szerszą perspektywę. Względność czasoprzestrzeni, rozważania na temat konstrukcji wszechświata i możliwości istnienia światów równoległych to elementy, na które dotychczas w literaturze postapo raczej nie mieliśmy co liczyć. Denis Szabałow sięga po nie, wplatając w dobrze nam znaną, charakterystyczną opowieść o wojnie, której celem jest jedno: przetrwanie. Za wszelką cenę.

Czekam niecierpliwie na ostatni tom cyklu, bowiem „Prawo do życia” przekonało mnie, że Szabałow niejednym potrafi zaskoczyć. Polecam!

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Denis Szabałow – Prawo do życia
Tytuł oryginału: Право на силу
Tłumacz: Paweł Podmiotko
Wydawca: Insignis (2016)
Liczba stron: 480

Polecamy także