Film

Predator

Opublikował

dnia

Po nowym „Predatorze” nie spodziewałem się fajerwerków. Miałem jednak nadzieję, że twórcy pójdą w nieco bardziej klasyczne motywy i nie zepsują do reszty, i tak już mocno nadszarpniętej, franczyzy. O ile filmy po 1990 („Predator 2”) były różnie odbierane, o tyle można powiedzieć, że trzymały jakiś poziom w stosunku do pierwowzoru z 1987, czy jego komiksowych odpowiedników. Najnowszy występ kosmicznego łowcy głów nie spodoba się starym wyjadaczom, ma natomiast szansę trafić do młodszych odbiorców – oczywiście do czasu kiedy nie pogrzebią oni głębiej w materii Predatora i nie przekonają się jak daleki od ideału jest film Shane’a Blacka.

Shane Black (reżyser) pojawił się w „Predator” z 1987 jako Hawkins: postać wprowadzająca nieco rozluźniającego, ale i wątpliwego, humoru. Chyba wziął sobie tę rolę do serca ponieważ równym brakiem wyczucia i tandetnym dowcipem napakował swoje najnowsze dzieło, które mianował tytułem oryginału z 87 roku, co ociera się w tym przypadku o profanację. Może w ten sposób Black postanowił zemścić się na Johnnie McTiernanie (reżyser pierwszego „Predatora”, a także „Szklanej Pułapki” i „Trzynastego Wojownika”), albo po prostu coś sobie rekompensuje?

„Predator” miał Arnolda Schwarzeneggera, „Predator 2” miał Danny’ego Glovera, „The Predator” ma Boyda Holbrooka, który wciela się w rolę Quinna McKenny, super snajpera polującego na tytułowego kosmitę, zaraz po tym jak ten rozpieprza jego „elitarny” oddział. Towarzyszą mu Jacob Tremblay, który gra Rory’ego – autystycznego acz genialnego synka głównego bohatera, oraz Olivia Munn, która odgrywa rolę Casey Crakcet – pani doktor i zarazem autorki fenomenalnego dzieła o ewolucji organizmów. Linia fabularna, która nie ma tu nic do ukrycia, i łączy się równie ciężko co klocki Lego, brata tę trójkę z bandą psychicznie chorych, byłych komandosów, którzy w przerwach między błaznowaniem pomagają wytropić Predatora. Są wśród nich: gość z zespołem Tourette’a; fanatyk religijny; samobójca; piroman i dezerter. Kupa śmiechu… którego tu istotnie nie brakuje. Idealnym dowodem na to jest scena, w której stuknięci komandosi pilnują łóżka, na którym leży doktor Casey (po tym jak strzeliła sobie w stopę strzałką ze środkiem usypiającym). Dodam tylko, że Studio Fox wycięło z tej sekwencji scenę między aktorami – Olivią Munn i Stevenem Wilderem Striegelem, gdy okazało się, że Striegel był karany za przestępstwa seksualne. Widocznie autor postanowił nadać całemu dziełu komiczny wyraz nie tylko za sprawą sprośnych dowcipów.

Dla dociekliwych historii Predatorów znajdzie się tu maleńka wisienka w postaci zapędu łowców do eksperymentowania ze swoim kodem genetycznym – chyba najciekawsze co Black wprowadza do swojego filmu. Poza tym jest dużo porządnej akcji (wreszcie spoza kanonu PG13) naszpikowanej solidnymi i dobrze wykonanymi efektami specjalnymi, przez co obraz ogląda się bardzo przyjemnie. Jak tylko udało mi się wyłączyć myślenie i skupić na samej akcji zacząłem się bawić na tym filmie jak małe dziecko, które pod nieobecność rodziców dorwało się do zakazanych VHS-ów. I nie przeszkadzała mi nawet końcówka, która być może zapowiada jakąś kontynuację. O tym jednak musicie się przekonać sami. Na film warto się wybrać, choćby po to żeby mieć pełne spektrum postrzegania uniwersum Predatora, ale przede wszystkim dla całkiem niezłej rozrywki, jaką oferuje. Nawet jeśli fani dwóch pierwszych części w ogóle nie uznają tej komedyjki za film o Predatorze, to nie zmienia faktu, że ON tam jest… i cierpi równie mocno jak oni-my.

 

 

Recenzent: Michał Pietrzak

Predator
Tytuł oryginalny: The Predator
Kraj: USA (2018)
Reżyseria: Shane Black
Obsada: Boyd Holbrook, Trevante Rhodes, Jacob Tremblay, Olivia Munn
Dystrybutor: Imperial – Cinepix

zobacz w cc

Michał Pietrzak

Absolwent Filmoznawstwa. Miłośnik kina klasycznego i eksperymentów kulinarnych. Reżyser i scenarzysta amator. Niepoprawny optymista, zapalony wolontariusz WRO Media Art Biennale i nałogowy gracz „World of Warcraft”.

Polecamy także