Literatura

Przemysław Piotrowski – Kod Himmlera

Opublikował

dnia

kod himmlera

patronat

Obok horrorów, powieści przygodowe są moim ulubionym gatunkiem literackim. Nie ukrywam, że uwielbiam powieści Jamesa Rollinsa, bardzo lubię historie które pisze Matthew Reilly (chociaż w ostatnich dwóch książkach przegina z akcją do przesady). I nie bez przyczyny wymieniam właśnie tych autorów ponieważ powieść „Kod Himmlera” – debiut Przemysława Piotrowskiego – właśnie z ich twórczością mi się kojarzy. Może jeszcze nie do końca tak, jakbym to sobie wymarzył, może jeszcze trochę nieporadnie… ale czuć, że właśnie rodzi się autor porządnej, polskiej, nowoczesnej powieści spod znaku przygody.

Cała historia to misz-masz legend, plotek, pogłosek z czasów II wojny światowej. Oto w 1943 roku na terenie słynnego kompleksu Olbrzym w Górach Sowich dochodzi do przerażających, tajemniczych wydarzeń, których świadkiem i uczestnikiem jest dziadek głównego bohatera… Dwa lata po wojnie ekspedycja aliantów ląduje na Antarktydzie – to, co ich tam spotkało będzie tajemnicą, aż do 2016 roku – kiedy to Norwedzy dokonają spektakularnego odkrycia na lodowym kontynencie. Dziwnym zbiegiem okoliczności Tomasz Turczyński – dziennikarz sportowy, nasz główny bohater – wplącze się w międzynarodową aferę, której korzenie sięgają do czasów II wojny światowej i odrażających eksperymentów. Tajemniczy kod z zapisków dziadka zdaje się sprowadzać śmierć na osoby, które mogą go rozwiązać, tajni agenci tropią Tomasza, tajemniczy morderca z Rosji także rusza w ślad za nim. A wszystko znajdzie swój finał w tajnej bazie na Antarktydzie…

No nie sposób nie bawić się dobrze przy „Kodzie Himmlera”. Wartka akcja, bohaterowie wzbudzający sympatię, wplecenie w historię pogłosek i plotek (tajemnica Olbrzyma w Górach Sowich do dziś pozostaje nierozwiązana, a wyprawa na Antarktydę dwa lata po wojnie podobno naprawdę się odbyła), lekkie pióro autora – wszystko to sprawia dużą frajdę z lektury. Przy czym nie obyło się bez drobnych wpadek – jeszcze to wszystko trochę momentami się rozłazi w szwach (wspomniany James Rollins potrafi najlepiej kleić fabułę), niektóre wydarzenia są mało wiarygodne (a taki Matthew Riley potrafi tak pisać, że wybacza mu się największe bzdury). Zakończenie, a właściwie puentę powieści, da się łatwo przewidzieć od pierwszych stron. I chociaż wygląda na to, że marudzę, to tak naprawdę Przemek Piotrowski jest na najlepszej drodze do tego, by pisać naprawdę znakomite historie przygodowe. Jeszcze tylko trochę dopracować, doszlifować swoje opowieści i będzie naprawdę dobrze. Brakowało mi w polskiej literaturze właśnie takich powieści. Mam gorącą nadzieję, że tym właśnie tropem pójdzie autor i że kolejne jego książki będą odważniejsze, jeszcze bardziej pomysłowe i dadzą czytającym jeszcze więcej frajdy.

Szanowny Autorze – po następne Twoje historie bardzo chętnie sięgnę i będę kibicował, by były jeszcze lepsze. A Czytelnikom z czystym sumieniem polecam „Kod Himmlera” – to 344 stron czystej przyjemności.

4 out of 6 stars

Recenzent: Bogdan Ruszkowski

Przemysław Piotrowski – Kod Himmlera
Wydawca: Videograf (2015)
Liczba stron: 344

Polecamy także