Film

[REC] 4: Apokalipsa

Opublikował

dnia

patronat

Seria „REC” jest chyba jedną z najlepszych w historii kina grozy. I nic dziwnego, bo Jaume Balagueró przy każdej z nich wykonał kawał dobrej roboty (przy pierwszych dwóch, jako reżyser, przy trzeciej w roli producenta). Osobiście jestem fanem każdego z tych filmów, z naciskiem na trójkę, bo po pierwsze: rzadko spotyka się tak fantastyczną zabawę z gatunkiem, a po drugie: trzeba nielichej odwagi, żeby tak radykalnie zmienić kierunek, w którym cykl zdawał się zmierzać.

Przy okazji najnowszej części Balagueró wraca na stołek reżyserski (tym razem bez Paco Plazy), co można było uważać za znak tego, że w czwórce powróci klimat ciężki i ponury.  Zwłaszcza, że podtytuł obiecywał sporo: „Apokalipsa”. Czyli – zapowiadało się obłędnie. I, niestety, na oczekiwaniach się skończyło. „REC 4” to film, który można określić trzema słowami: koszmarnie niewykorzystany potencjał. Fabularnie jest bez fajerwerków: splatają się tu wątki z poprzednich części – mamy dziennikarkę Angelę Vidal, mamy staruszkę, która jako jedyna przeżyła wydarzenia z „Genezy”, mamy lekarzy próbujących rozwiązać zagadkę tajemniczego wirusa. Wszystko dzieje się w lokacji nader wdzięcznej dla filmów grozy – statku z jego klaustrofobicznymi korytarzami, ciemnymi pomieszczeniami, a dodatkowego smaczku dodaje nadciągający z daleka sztorm. Zapowiada się więc naprawdę nieźle. I tyle.

Balagueró nie wiedzieć czemu przez pierwsze pół godziny próbuje utrzymać nastrój tajemnicy – ale… jakiej tajemnicy, skoro doskonale wiemy, co się zdarzyło wcześniej i to, że trwają badania nad wirusem nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem?! A kiedy już zaczyna się akcja – cóż, właściwie do końca filmu zastanawiałem się skąd ten podtytuł? Od „Apokalipsy” oczekiwałbym czegoś rzeczywiście spektakularnego, a zamiast tego serwuje nam się gorszą wersję jedynki, nakręconą w innym stylu, za to o wiele nudniejszą.  Szkoda, bo mogło być świetnie: reżyser zupełnie nie wykorzystał potencjału, jaki oferowało wprowadzenie do historii zwierząt, a scena pojedynku kucharza z zarażoną małpą jest chyba najlepszą z całego filmu; kojarzy się też mocno z częścią trzecią i tak myślę, że jeśli dostalibyśmy coś w stylu „Genezy” to oglądałoby się to wszystko o niebo lepiej.

Tak naprawdę dobrze bawiłem się dopiero przez ostatnie pięć minut – i wtedy ten niewykorzystany potencjał widać szczególnie dobrze. Przecież aż się prosiło o zarażonych walczących z bohaterami pod wodą, o więcej scen z tymi rewelacyjnymi małpami, o więcej wymyślnego gore,  jak w scenie gdy jeden z bohaterów używa silnika motorówki, aby obronić się przed stadem wściekłych małp w przewodzie wentylacyjnym.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że Balagueró może mnie aż tak dotkliwie rozczarować. Zaserwował nam przeciętny film akcji z elementami grozy, z nudnymi bohaterami, którzy kompletnie nas nie obchodzą i otwartym zakończeniem. Bo wbrew temu, co wcześniej mówiono, część piąta wcale nie wydaje się niewykluczona.

2 out of 6 stars

Recenzent: Łukasz Pytlik

REC 4: Apokalipsa
Tytuł oryginalny: REC 4: Apocalipsis
Kraj: Hiszpania (2014)
Reżyseria: Jaume Balagueró
Obsada: Manuela Velasco, Paco Manzanedo, Ismael Fritschi, Héctor Colomé
Dystrybutor: Kino Świat

Polecamy także