Audiobook

Richard Bachman (Stephen King) – Wielki Marsz

Opublikował

dnia

1 maja godzina 9:00 – rozpoczyna się Wielki Marsz. Dziewięćdziesięciu dziewięciu młodych chłopców wyrusza po śmierć, jeden – po zwycięstwo. Kiedy Marsz się skończy? Kiedy padnie przedostatni uczestnik. Reguły Marszu są proste: wszyscy idą bez przerwy w tempie co najmniej 6 km (4 mil) na godzinę, każde zatrzymanie się lub zwolnienie skutkuje upomnieniem. Upomnienia są tylko trzy, po nich – strzał bez ostrzeżenia.

„Wielki Marsz” to jedna z tych powieści Stephena Kinga w których nie występują żadne istoty ani zjawiska nadprzyrodzone. Jest tylko brutalna rzeczywistość. Jest stu chłopców, są żołnierze pilnujący Marszu i eliminujący kolejnych uczestników oraz tłumy, które wyszły popatrzeć na piechurów. I Major, który na starcie żegna setkę chłopców, by na mecie powitać zwycięzcę. Niby niewiele, niby cały czas dzieje się to samo: chłopcy maszerują, przemierzają kolejne kilometry, mijają lasy, miasteczka i wsie, co jakiś czas rozlega się strzał. Niby nic, a jednak trudno oderwać się od lektury. I raz przeczytawszy, trudno o powieści zapomnieć. Wrażenie robi już sam pomysł takiego marszu. Chociaż zasady są oczywiste od samego początku to jednak pierwszy zastrzelony zaskakuje zarówno innych uczestników, jak i czytelnika. Część maszerujących chłopców przyjmuje własną strategię dotrwania do końca, inni po prostu idą bez jakiegokolwiek planu, jednak nikt nie jest pewny kiedy zabraknie mu sił, czy po prostu dopadnie go jakaś na pozór drobna dolegliwość, skutkująca kolejnymi ostrzeżeniami, a w końcu śmiercią. Zasady Marszu są takie, że każdy z uczestników w pozostałych powinien widzieć śmiertelnych wrogów, każdy powinien modlić się o jak najszybszą ich eliminację. A jednak jakby na przekór idei, niektórzy długo kierują się ludzkimi odruchami pragnąc zachować przy życiu rywali. Na przekór idei Marszu, rodzą się tu przyjaźnie. Takie do końca życia.

Uczestnicy nie maszerują w samotności. Wzdłuż trasy Marszu czekają na nich widzowie, dzielnie dopingujący młodzieńców… zwłaszcza tych, na których postawili pieniądze. Inni mający nadzieję, że to właśnie na ich odcinku odstrzelony zostanie kolejny chłopak. Obserwatorzy jak sępy rzucający się na najdrobniejszą pozostałość po uczestnikach – nie ważne czy to będzie porzucony na drodze but czy rzucona w tłum koszulka.

„Wielki Marsz” może spodobać się nawet tym, którzy nie są zdeklarowanymi wielbicielami Stephena Kinga. Podobnie bowiem jak inne powieści Richarda Bachnmana trochę odbiega od tego, co King wydał pod własnym nazwiskiem. „Wielki Marsz” ma szanse przypaść do gustu tym, których bardziej od zjawisk nadprzyrodzonych przerażają ludzie. Chociaż Stany Zjednoczone z powieści są dość dalekie od realiów, w których King ją pisał, to jednak zachowania ludzi, zwłaszcza tych śledzących Wielki Marsz, wydają się nawet dziś, po latach od premiery książki, niepokojąco znajome. Zakończenie zaś może być rozczarowaniem… dla tych, którzy uznają jedynie jasne i konkretne finały. Tych, którzy lubią te mniej oczywiste, którzy sami lubią sobie dopowiedzieć własną wersję zakończenia albo przedyskutować z innymi o co mogło chodzić, „Wielki Marsz” z pewnością zachwyci.

Marsz rozpoczynają młodzi, silni, pełni energii i wiary w zwycięstwo chłopcy. Z czasem są coraz bardziej zmęczeni, dopadają ich różne dolegliwości, część drogi maszerują śpiąc, a ci którym udaje się dotrzeć najdalej, pod koniec są już wrakami ludzi. Dlatego też interpretacja powieści Kinga stanowi spore wyzwanie dla lektora. Niestety, Krzysztof Plewako-Szczerbiński nie do końca podołał temu zadaniu. Słuchając licznych dialogów trudno mi było rozróżnić bohaterów, nie słychać też było ich wyczerpania czy bólu, kiedy utrzymanie tempa utrudniał skurcz stopy lub kolka. Nie powiem, że interpretacja Plewako-Szczerbińskiego jest zła, bo do końca trudno mi było się oderwać od słuchania, choć powieść już wcześniej czytałam. Po prostu uważam że jest co najmniej kilku aktorów (jak choćby Krzysztof Gosztyła czy Leszek Wojtaszak), którzy lepiej wykorzystaliby możliwości interpretacyjne, jakie daje powieść Kinga.

 

Recenzentka: Jagoda Mazur

Richard Bachman (Stephen King) – Wielki Marsz
Tytuł oryginalny: The Long Walk
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Wydawca: Prószyński i S-ka (2018)
Czyta: Krzysztof Plewako-Szczerbiński
Czas nagrania: 09:43

Polecamy także