Literatura

Robert Cichowlas, Łukasz Radecki – Miasteczko

Opublikował

dnia

Miasteczko

patronat

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas znowu popełnili wspólną książkę. I chwała im za to, zwłaszcza, że widać, że coraz lepiej im się współpracuje. Bo o ile w zbiorze „Pradawne Zło” można było rozróżnić fragmenty pisane przez każdego z autorów, to w „Miasteczku” styl pisania jest jednolity. Powoduje to większy komfort czytania – i choć to taka czysto techniczna uwaga, to dla mnie jest ona jednak dość ważna – zresztą w recenzji „Pradawnego Zła” zwracałem na to uwagę.

Fabuła „Miasteczka” koncentruje się na Marcinie Lanowiczu. Jest on autorem poczytnych romansów, pisanych pod pseudonimem. Niestety Lanowicz właśnie cierpi na syndrom „białej kartki”. Termin oddania nowej powieści zbliża się nieuchronnie, a nasz bohater nie może wykrzesać z siebie ani jednego zdania. Oferta urlopu na Mazurach spada, zdawałoby się, jak z nieba. Wraz z żoną Anną wyruszają, by odpocząć i naładować akumulatory pozytywną energią. Ale Morwany – miasteczko do którego trafią – nie ma w sobie nic pozytywnego. Anna i Marcin szybko się o tym przekonają, ale będzie za późno na ucieczkę. Czym naprawdę jest tytułowe miasteczko? Kim są tajemnicze kobiety, które niczym zjawy snują się po okolicznych lasach? By przeżyć trzeba będzie znaleźć odpowiedzi na te pytania…

„Miasteczko” napisane jest z dużym nerwem, wyczuciem gatunku – od sceny do sceny czuje się coraz większe napięcie, niecierpliwie czeka na rozwiązanie zagadki. Sam finał jest zaskakujący i przewrotny. Pod tym względem duet autorów nie zawodzi. Sam pomysł na powieść, mimo, iż nie jeden raz już wykorzystany, zarówno przez autorów zachodnich jak i polskich, tutaj zdaje się tchnąć świeżością. Mam wrażenie, że poprzez wykorzystanie mitologii słowiańskiej – mało jeszcze wyeksploatowanej – udało się ze schematu wydobyć coś nowego. Poza tym pomysłowość w scenach, które piszą Łukasz i Robert, jest nie do przecenienia – nie chcę spoilerować, więc powiem tylko, że te elementy, które mają straszyć – straszą, sceny erotyczne (których kilka w powieści jest) – napisane są z dużym nerwem, do bólu brutalne, a jednak działające na wyobraźnię, a wizje w finale powieści dają przedsmak tego, co nas spotka jeżeli autorzy kiedyś się zdecydują napisać książkę o tematyce apokaliptycznej…

Nie można nie wspomnieć o technicznych aspektach książki – wydawnictwo Videograf po raz kolejny stanęło na wysokości zadania: skład powieści jest bardzo dobrze przygotowany, ilustracja przy rozdziałach dobrze oddaje klimat lektury. Okładka Darka Kocurka też świetnie wpasowuje się w historię, jaka snują autorzy. Zresztą – Darek Kocurek to świetny grafik i spod jego pędzli zawsze wychodzą świetne ilustracje. Dobrze, że Videograf nie traktuje horroru po macoszemu, bo dzięki temu dostajemy powieść przygotowaną na światowym poziomie.

Więc jest dobrze – dostajemy kawał solidnej, krwisto-brutalnej historii, której nie powstydziłby się żaden z piszących horrory (tutaj muszę wtrącić dygresję: nie sposób ukryć, że dla Łukasza i Roberta wzorem i natchnieniem jest Graham Masterton – „Miasteczko” to horror utrzymany w duchu jego powieści, ale zdecydowanie od wielu z nich lepszy).

Żeby nie było za kolorowo to trochę tez ponarzekam. Po pierwsze, z początku lektury towarzyszyło mi uczucie, że przecież, gdyby coś takiego mi się przytrafiło, to uciekałbym gdzie pieprz rośnie… Bohaterowie zdawali się zachowywać nieco irracjonalnie, ich zachowania były nienaturalne. Znalazło to wytłumaczenie kilkadziesiąt stron później, ale mam wrażenie, że dwie czy trzy rzeczy autorzy mogli rozwiązać inaczej. Poza tym, mam wrażenie, że za mało jest miasteczka w „Miasteczku”. Po tym, jak Anna z Marcinem zaraz po przyjeździe wybierają się obejrzeć Morwany, to później samo miasteczko i jego mieszkańcy pojawiają się sporadycznie – aż do finału. A szkoda, bo aż się prosiło, by nieco więcej opowiedzieć o Morwanach, o jego mieszkańcach… Mogłaby z tego wyjść książka ze dwa razy grubsza, nadal nie tracąca nic z atrakcyjności. Kiedy już stworzyli to niesamowite miejsce, autorzy jakby o nim zapomnieli, koncentrując się na Annie i Marcinie.

Nie zmienia to faktu, że „Miasteczko” jest dobrą powieścią, mogącą dostarczyć przyjemnego dreszczyku emocji. Polecam i czekam na więcej. Bo ponoć kolejne powieści duetu Radecki-Cichowlas już się szykują…

5 out of 6 stars

Recenzent: Bogdan Ruszkowski

Robert Cichowlas, Łukasz Radecki – Miasteczko
Wydawca: Videograf (2015)
Liczba stron: 361

Polecamy także