Literatura

Robert J. Szmidt – Otchłań

dnia

otchlan

„Otchłań” Roberta Szmidta to druga – po „Dzielnicy obiecanej” Pawła Majki – polska powieść w ramach Uniwersum Metro 2033. I choć to książka diametralnie inna od powieści Krakowianina – a może właśnie dlatego? – nie sposób nie oceniać jej przez pryzmat porównań.

„Otchłań” mogę jednoznacznie ocenić jako jedną z lepszych powieści z Uniwersum Metro wydanych w Polsce. Brutalna, skrajnie realistyczna powieść pokazuje, jak twarde byłyby warunki życia w świecie postapokaliptycznym i jak bezwzględni byliby ludzie, by przetrwać. Jak bezwzględni musieliby być.

Inaczej, niż u Majki, gdzie bohater był mocno ciapowaty i cudem tylko, przez pomoc innych, udaje mu się przetrwać, bohaterowie Szmidta są zdani tylko na siebie i doskonale zdają sobie z tego sprawę. Nie ma dla nich świętości, brak im współczucia i empatii. Liczy się tylko przetrwanie, a wszelkie inne kwestie są co najwyżej zbędnym balastem. Przerażające? Owszem, jednak kiedy się nad tym zastanowimy, to taka kreacja jest jak najbardziej zasadna. Na jednym ze spotkań autorskich Robert wspomniał sytuację Nowego Orleanu po huraganie – wystarczyło kilkanaście godzin, by ludzie zatracili większość społecznych zachowań i zaczęli kierować się bezwzględnym instynktem. Co by w taki razie było w obliczu katastrofy, która niemalże wykańcza nasz świat?

Główny bohater to były wojskowy, komandos. Niby tendencyjna kreacja, jak z amerykańskiego filmu, jednak – w myśl tego, co napisałem wcześniej – to właśnie on miałby największe szanse na przetrwanie. Jego szkolenie, przygotowanie, ale też brutalność i bezwzględność czynią go najlepiej przystosowanym do zaistniałej sytuacji. Rola, jaką przyjął w nowej, podziemnej społeczności jest próbą odkupienia win z przeszłości (których nie zdradzę – dowiecie się o nich, czytając książkę), jednak on sam zaczyna sobie zadawać pytania o to, czy jego działania i edukacja sama w sobie mają jakiekolwiek znaczenie.

U Majki pamięć o historii była ważna, a kultura łagodziła obyczaje, potrafiła natchnąć duchem jedności i powstrzymywać totalitarne zapędy, tymczasem u Szmidta wszystko to staje się zbędnym balastem. Po co wiedza o historii, kulturze, geografii? Świat, o jakim Nauczyciel opowiada na swoich lekcjach już nie istnieje i nie wróci. Teraz ważniejsze od tego, kto napisał „Pana Tadeusza”, czy gdzie leżały Niemcy, a gdzie Rosja jest to jak poradzić sobie na powierzchni, jak zdobyć mięso lub jaką wartość ma dobry nóż. Ważnym czynnikiem świadczącym o realności świata przedstawionego w „Otchłani” jest dbałość o detale. Nie ma tam broni palnej – no bo przecież na jak długo mogą starczyć naboje znalezione w obrębie przeciętnego polskiego miasta, nawet, jeśli jest tam jednostka wojskowa? Bohaterowie „Otchłani” tworzą, owszem, quasi społeczności, głównie oparte na kulcie siły, jednak cechuje je przede wszystkim cywilizacyjny regres i powrót do struktur plemiennych. Nie potrafią tworzyć niczego bardziej zaawansowanego technologicznie, a walczą za pomocą szeroko rozumianej broni białej.

Brak w powieści czynnika fantastycznego – wszystko opiera się na skrajnym realizmie. U Majki mieliśmy jednomyślne zwierzęta i psioników, telepatów – mających kolosalne znaczenie dla fabuły. Szmidt pisze o ludziach. Zwykłych ludziach, choć niejednokrotnie zezwierzęconych, takich, na których wiele okropieństw opisywanych w powieści nie robi najmniejszego wrażenia, stały się one bowiem czymś normalnym, zwyczajnym elementem otaczającego świata.

Jest tu też humor, jest ironia, charakterystyczna choćby dla wcześniejszych książek postapo tego autora (jak „Apokalipsa wg Pana Jana”, do której znajdziemy w „Otchłani” więcej nawiązań), co łagodzi nieco odbiór mrocznego, brudnego, zdegenerowanego świata. Jest dużo dynamizmu i akcji. Są tajemnice, które odkrywamy (ale czy do końca?) w finale powieści. I jest niedosyt po lekturze, który każe nam z niecierpliwością czekać na kontynuację. Bo tak chyba będzie, prawda, panie Szmidt?

Reasumując – drugi polski głos w ramach Uniwersum Metro to głos mocny, realistyczny, dosadny. I chyba najbardziej prawdopodobny z dotychczas prezentowanych na polskim rynku wydawniczym. Polecam, bo naprawdę warto!

5 out of 6 stars

Recenzent: Mariusz „Orzeł” Wojteczek

Robert J. Szmidt – Otchłań
Wydawca: Insignis (2015)
Liczba stron: 416

Polecamy także