Literatura

Robert J. Szmidt – Toy Land

Opublikował

dnia

Toy Land

Kosmos, nowa planeta do zbadania, wyścig korporacji, a w tle Polska jako wszechświatowe mocarstwo (wraz z nazbyt nachalnie, by miało to finezyjną postać, promowaną rodzimą fantastyką) – to osnowa powieści Roberta J. Szmidta „Toy Land”, w oczywisty sposób nawiązującej do pomysłu Andrzeja Ziemiańskiego. A skoro tak, to oba nazwiska wyznaczają zarówno krąg odbiorców, jak i styl rozrywki.

Opowieść Szmidta należy do tych utworów, które z różnych względów wpędzają czytelnika w konfuzję. Przede wszystkim, jest to reedycja powieści, która pierwotnie ukazała się na łamach magazynu Science Fiction (2002, nr 2); w 2008 roku została wydana nakładem oficyny Fabryka Słów, zaś obecnie pojawiła się w ofercie Rebisu. Toteż ci, którzy oczekiwaliby nowych przygód międzygwiezdnych legionistów, będą zawiedzeni. Owszem, można uznać, że skoro – w realiach wolnego rynku – ktoś decyduje się na publikację po raz kolejny danego utworu, oznacza to pisarski sukces. Jednakże należy mieć na uwadze, że jest to przede wszystkim triumf marketingowy i świadectwo dobrej promocji, niekoniecznie zaś sukces związany z artyzmem utworu. Ten bowiem może reprezentować dość przeciętne walory i pozostawać najwyżej dokumentem rzemieślniczej sprawności autora. Tym bardziej, że Szmidt sięga po sprawdzone rynkowo wzorce fabularne. Nie jest to rzecz jasna zarzut wobec pisarza – czytelnik, decydujący się na kontynuację lekturowej przygody z „Toy Land” już po kilku akapitach czyni to ze świadomością nawiązań do klasyki science fiction i jej różnych odmian, przede wszystkim „fantastyki kontaktowej” i space opery. Szczególnie interesujący jest pod tym względem motyw eksterminacji istot rozumnych będących rdzennymi mieszkańcami nowoodkrytej planety, skonfrontowany z podobną sytuacją fabularną znaną miłośnikom prozy Davida Webera z subcyklu „Królestwo Manticore” należącego do serii poświęconej przygodom Honor Harrington.

Osobną kwestia pozostają aluzje do różnych realnych postaci, głównie twórców związanych ze środowiskiem fandomu; to zresztą zauważalna (nie tylko w prozie Szmidta) od pewnego czasu maniera spłacania towarzyskich zobowiązań poprzez czynienie bohaterami opowieści swych znajomych. Najczęściej takie aluzje pozostają jednak dość nieczytelne dla osób spoza grona zainteresowanych (świadczy o tym odautorska notka dołączona do powieści, w której część przywołań została rozwiązana), a ich rozpoznanie nie wpływa w jakiejkolwiek mierze na sposób odczytania utworu. Toteż można takie przywołania uznać za niezobowiązującą zabawę literacką, mającą intencjonalnie uhonorować przywoływane osoby. Jest to zresztą zabawa potencjalnie mająca swoje niezbyt dla owych osób miłe konsekwencje, bowiem nie zawsze muszą one zostać rozpoznane, co godzi w ich miłość własną.

Szybka akcja, niewybredny język i dowcip oraz egzotyka środowiskowa to znaki rozpoznawcze prozy Roberta J. Szmidta. Niekiedy jednakże owe walory prozy rozrywkowej nie wystarczą, by lektura była warta spędzonego nad książką czasu, zaś tempo wydarzeń nie jest w stanie zamaskować niedostatków fabularnych. I na nic nie zdadzą się zapewnienia o apokryficznym charakterze opowieści, bądź osadzenie w znanym (i uznanym) świecie przygód kosmicznych najemników.

2 Stars

Recenzent: Adam Mazurkiewicz

Robert J. Szmidt – Toy Land
Wydawca: Rebis (2017)
Liczba stron: 271

Adam Mazurkiewicz
Z powołania i zamiłowania krytyczny czytelnik fantastyki i kryminału we wszystkich odcieniach. W chwilach, gdy nie czyta gotuje. Z zasady nie bierze udziału w życiu mediów społecznościowych, a mimo to nie czuje się wyalienowany.

Polecamy także