Komiks

Saga Winlandzka, tom 1

Opublikował

dnia

saga w

Dawno, dawno temu postanowiliśmy z kolegami założyć bractwo rycerskie. Już wtedy silny był we mnie kosmopolityzm ukierunkowany wyłącznie na jedno miejsce na świecie – Japonię, więc wiedziony młodzieńczą fantazją zaproponowałem: „Stwórzmy pierwsze bractwo samurajskie w Polsce”. Koledzy nie śmiali się, jeden z nich po prostu zapytał z kamienną miną: „A skąd weźmiesz miecze?”. W ten oto sposób staliśmy się funkcjonującym przez zaledwie jedno lato bractwem wikingów i z niewiadomych przyczyn miałem wrażenie, że pomiędzy wersją wymarzoną a kompromisem istnieje wiele podobieństw, tylko nie potrafiłem ich w żaden sposób nazwać. Teraz nie muszę się już wysilać, wystarczy, że wypowiem tytuł – „Saga Winlandzka”.

Po sięgnięciu po pierwszy tom wydawanej przez Hanami mangi natychmiast rzuca się w oczy jego objętość. Ponad czterysta pięćdziesiąt stron robi wrażenie i zdecydowanie nie polecam zabierania się za lekturę w tramwaju. Jeżeli chcecie całość pochłonąć przy jednym posiedzeniu, wsparcie biurka będzie niezbędne. Drugim, znacznie istotniejszym zaskoczeniem jest temat komiksu, który przez wielu określany jest jako „Berserk” w wersji z wikingami. Jak nietrudno się domyślić, połączenie japońskiej myśli sadystycznej z brutalnością wikingów zaowocowało krwawymi kadrami i scenariuszem pełnym okrucieństw, niemniej poza czysto rozrywkowym obliczem „Sagi Winlandzkiej”, otrzymujemy także świetną historię.

Główny bohater to Thorfinn Karlsefni, który chociaż jest postacią historyczną, posiada wiele cech typowych dla bohaterów shōnen (dla niewtajemniczonych – chodzi o mangi tworzone dla młodych chłopców i nastolatków, na przykład „Dragon Ball” czy „Naruto”). Wynika to głównie z tego, że od rozdziału trzeciego do samego końca tomu zgłębiamy jego przeszłość i drogę do stania się wojownikiem, niemniej także ten późniejszy Thorfinn wyróżnia się charakterystyczną pyszałkowatością w stylu Vegety czy Sasuke Uchihy. Ta dwoista natura historii Makoto Yukimury ma odzwierciedlenie w oryginalnym cyklu wydawniczym poszczególnych rozdziałów, które w Japonii najpierw pojawiały się w magazynie dla młodszych czytelników, a po kilku tygodniach przerwy powędrowały do wydawnictwa odpowiadającego na zapotrzebowanie starszego czytelnika.

Użycie retrospekcji ma plusy i minusy. Z jednej strony wiemy, jak ukształtuje się młody wiking i wiemy, że jego pewność siebie nie wynika z arogancji, lecz z opętania przez zemstę; ale z drugiej strony nie musimy obawiać się o jego życie, a w dodatku od pierwszych stron znamy nieszczęsny los jego ojca. Odbiera to historii z pierwszego tomu dużo dramaturgii, ale mimo wszystko Yukimura świetnie prowadzi narrację i chociaż to, co musi się wydarzyć nie jest zaskoczeniem, sposób, w jaki ma do tego dojść pozostaje absorbującą zagadką.

„Sagę Winlandzką” można postrzegać również z odleglejszej perspektywy jako opowieść bardzo współczesną. Rodzina Thorfinna osiadła na dalekiej Islandii po ucieczce z opętanej przez dyktatora Norwegii, ale i tutaj nie mogą zaznać spokoju, więc marzą o utopijnej, legendarnej Winlandii. Nikt nie wie, gdzie dokładnie znajduje się to odkryte w tysięcznym roku miejsce. Większość historyków wskazuje na Nową Fundlandię, kanadyjską wyspę, ale dla młodego wikinga jest to kraina strzeżona przez „wielkiego węża morskiego, Jormunganda, który zjada wszystkie statki”. Co tu dużo pisać… Mamy do czynienia z uchodźcami próbującymi odnaleźć się nowych realiach, a ich jedynym pragnieniem jest spokój.

Scenariusz ma wiele często powracających w mangach elementów. Łatwo odgadnąć przeszłość Thorsa, ojca Thorfinna, który jest strudzonym byłym wojownikiem szukającym odkupienia w nowym, wolnym od broni życiu. Wszystko idzie dobrze do dnia, gdy przeszłość go dogania i zmusza do powrotu pod groźbą krzywdy wyrządzonej rodzinie czy przyjaciołom. Znamy to zresztą nie tylko z japońskich komiksów, ale także z na przykład „Johna Wicka” i właśnie takim „Babą Jagą” Thors okazuje się być. Yukimura świetnie oddaje umiejętności swojego bohatera, po mistrzowsku operując tempem, rysując sceny akcji z wyczuwalną dynamiką, a wolniejszym nadając odczuwalny dramatyzm.

Wydanie „Sagi Winlandzkiej” w Polsce to odważny krok, seria ma już dziewiętnaście tomów i wciąż publikowane są nowe, więc Hanami albo zwiąże się z nią na kilka lat, albo rozwścieczy fanów i w pewnym momencie ją porzuci. Miejmy jednak nadzieję, że czytelników będzie wystarczająco dużo, aby tytuł ten zadomowił się u nas na dłużej. To jedna z najbardziej oryginalnych mang ostatnich lat, która powinna trafić nie tylko do stałych czytelników japońskiego komiksu, ale również do zwolenników „Wiedźmina” czy „Gry o tron”.

Recenzent: Jarosław Kowal

Saga Winlandzka, tom 1
Tytuł oryginalny: Vinrando Saga
Scenariusz: Makoto Yukimura
Rysunki: Makoto Yukimura
Wydawca: Hanami (2017)
Liczba stron: 452

Polecamy także