Muzyka

Savage Wizdom – A New Beginning

Opublikował

dnia

sw_anb

Powstali ponad dekadę temu, ale dopiero teraz nagrali drugi album. Mimo, że na ich czele stoi utalentowany wokalista Steve Montoya znany z legendarnej, działającej od początku lat 80. grupy Prowler, nie osiągnęli jak dotąd sukcesu, który im się należy. Jeśli chcecie spróbować to zmienić, najlepiej zacznijcie swoją przygodę z Savage Wizdom od wysłuchania wspomnianej „dwójki” zatytułowanej „A New Beginning” („Nowy początek”). Kto wie – być może proroczo?

Prawie każdy, kto łapie za ten krążek, najpierw zwraca uwagę na nazwisko Blaze’a Bayleya, który zaśpiewał gościnnie w jednym z utworów z nowej płyty – „Let It Go”. Udział eks-krzykacza Iron Maiden i Wolfsbane to jednak tylko dodatkowy smaczek na tym nadzwyczaj udanym albumie, a nie jego główna atrakcja. Bayley oczywiście nie zawodzi, dobrze wpasowując się w „rycerskie” klimaty, jakim hołduje Savage Wizdom i dzięki jego głosowi ta kompozycja może się kojarzyć z dokonaniami Maiden w erze „Virtual XI” (bo aż tak mrocznie jak na „The X Factor” to tu jednak nie jest). Ale przecież wcale nie mniej maidenowo jest w rozbrzmiewającym zaraz po „Let It Go” numerze „The Barbarian”. W związku z tym, że śpiewa tu już wyłącznie Montoya, rzecz przypomina jednak bardziej Maiden z czasów Paula Di’Anno, bo też struny głosowe lidera Savage Wizdom produkują podobnie dzikie i chropowate dźwięki, jak te, które wydobywały się z Pierwszego Gardła Iron Maiden (posłuchajcie tylko samiutkiego finału „The Barbarian”, gdzie Montoya leci już Di’Anno na całego).

Czy można jednak powiedzieć, że „A New Beginning” to płyta wzniesiona wyłącznie na inspiracjach Żelazną Dziewicą? Otóż zdecydowanie – nie. Przede wszystkim, od razu czuć, że mamy tu do czynienia z amerykańską odmianą metalu i brzmieniowo albumowi często bliżej do Steel Prophet czy Iced Earth niż do Iron Maiden (wielbicielom pierwszego z tych zespołów szczególnie dużo rozkoszy powinien sprawić utwór „Do Or Die”, który pod wieloma względami może się kojarzyć z dokonaniami ekipy Steve’a Kachinsky’ego). Po drugie, kiedy Savage Wizdom tworzy rzeczy bardziej epickie – patrz: znakomity, jedenastominutowy „Trail of Sorrow” z niepokojąco „cmentarną” wstawką w środku – to nie kombinuje z kilkunastoma przejściami i worem solówek, jak to ma ostatnio w zwyczaju Maiden, ale raczej trzyma się wiernie konkretnego riffu, dodatkowe minuty wykorzystując na budowanie atmosfery, a nie wyszukane progresywne zabawy. Wreszcie po trzecie, gitarzysta Savage Wizdom – Steve Montoya Jr. (tak, tak: syn pana frontmana) bynajmniej nie stara się w swojej grze podrabiać Dave’a Murraya, Adriana Smitha czy Janicka Gersa, ale drze struny w swoim oryginalnym stylu. A że ma łapę do wrzynających się w mózg zagrywek słychać już w otwierającym płytę (po krótkiej introdukcji) numerze tytułowym.

Jeśli kochacie klasyczne heavy metalowe granie z amerykańskim sznytem – nie wahajcie się ani chwili dłużej, tylko od razu szukajcie „A New Beginning” w dobrych internetowych sklepach. A potem słuchajcie jak najgłośniej – żeby sąsiad też wiedział, że wciąż są zespoły, które potrafią tak pięknie łoić w starym, dobrym stylu.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Savage Wizdom – A New Beginning
Label: Savage Wizdom (2014)
Dystrybutor: brak

Polecamy także