Komiks

Shiki, 2/2017

Opublikował

dnia

shiki2

Jako że niniejsza recenzja dotyczy tomu drugiego, czuję się zobowiązany, by na wstępie umieścić ostrzeżenie – w kolejnych akapitach mogą pojawić się informacje zdradzające przebieg wcześniejszych wydarzeń, jeżeli jeszcze ich nie znacie, nie opuszczajcie wzroku.

Wstęp to ugruntowanie pozycji Sotoby jako miejsca akcji, a zarazem głównego bohatera. Głównego bohatera w tym sensie, w jakim mówiąc o miejscu, mamy na myśli jego mieszkańców, co w popkulturze najdoskonalej zdołał uchwycić David Lynch, tworząc miasteczko Twin Peaks. O podobieństwach do waszyngtońskiej krainy dziwactw wspominałem przy okazji recenzji poprzedniego tomu, ale zdaje się, że to skojarzenie będzie powracać do samego końca. Drugą wycieczkę na japońską prowincję należałoby jednak przyrównać do ponurego sezonu trzeciego, a nie do jego poprzedników graniczących z konwencją telenoweli.

Kiedy trafiamy do mrocznego wnętrza wybudowanego w europejskim stylu kościoła, rozciągnięty na półtorej strony kadr niemal całkowicie pochłania światło. Zapada ten rodzaj ciemności, który nie pozwala oprzeć się wrażeniu, że gdzieś w ukryciu czyha nienazwane zło i właściwie już do ostatniej strony zgrabnie sporządzony scenariusz Fuyumi Ono oraz fenomenalne w swojej subtelności rysunki Ryu Fujisakiego podsycają napięcie, kreując zagadkową atmosferę. Sukces jest tym większy, że właściwie nie ma tu żadnej tajemnicy…

Jeden z ostatnich kadrów tego tomu potwierdza to, co właściwe od samego początku było łatwe do przewidzenia – w Sotobie grasują wampiry. Z jednej strony szkoda, że wątpliwości zostają rozwiane tak szybko, narada u doktora Toshio Ozakiego na chwilę sprowadziła zdarzenia na inny tor, a język opiewający w specjalistyczną nomenklaturę medyczną pozwalał uwierzyć w wirusową przyczynę „plagi śmierci”. Rozwinięcie zdawało się zmierzać ku zabiegowi, jaki Kōji Suzuki wykorzystał w książkowym „Ring”, gdzie postać wypełzającej ze studni Sadako ma nieco inną formę niż ta, którą świat poznał w japońskich i amerykańskich adaptacjach. Z drugiej strony zagranie w otwarte karty i tak kończy się zwycięstwem autorów „Shiki”, którzy tym razem położyli nacisk na wywoływanie poczucia grozy u czytelnika.

Pałętająca się po lesie Sunako z oczami w charakterystycznym dla mangi rozmiarze, lecz zionącymi jednolitą czernią albo powracająca w wampirycznej, choć nie do końca wiadomo, czy rzeczywistej postaci Shimizu to dwa najskuteczniejsze generatory dreszczy, a kiedy ta druga niespodziewania wyłania się spod łóżka na zajmującym dwie strony kadrze, mózg dogłębnie zaznajomiony z j-horrorami niemalże natychmiast dokona tłumaczenia do wersji filmowej. Mamy zresztą do czynienia z materiałem, który dałby się przenieść na ekrany znacznie łatwiej niż chociażby „Death Note” (tegoroczna adaptacja Netflixa udowodniła, jak trudno jest ożywić mangę w zachodnich realiach). Wystarczyłoby zmienić fryzury części bohaterów i dorzucić kilka nawiązań do popkultury, a przebój na miarę „Stranger Things” czy „Dark” byłby gotów.

Drugi odcinek „Shiki” łagodnie, acz zauważalnie zmienia ton na mroczniejszy i prawdopodobnie dopóki będziemy znajdować się w akcie pierwszym – gdzie mieszkańcy Sotoby próbują odgadnąć, co sprowadza na nich śmierć – trudno będzie uwolnić się spod uroku znakomitej narracji. Egzaminem będzie natomiast uchwycenie bezpośredniej konfrontacji „dobra” ze „złem”, co łatwo można zaprzepaścić przesadzoną dramaturgią i patosem. Miejmy jednak nadzieję, że ta dość powszechna tendencja mangaków nie przeniknie do tego świetnie zaprojektowanego świata, a poziom dwóch pierwszych tomów zostanie utrzymany aż do finału.

Recenzent: Jarosław Kowal

Shiki, 1/2017
Tytuł oryginalny: Shiki
Scenariusz: Fuyumi Ono
Rysunki: Ryu Fujisaki
Wydawca: Waneko (2017)
Liczba stron: 192

Polecamy także