Literatura

Shirley Jackson – Zawsze mieszkałyśmy w zamku

dnia

Shirley Jackson to autorka tworząca na początku XX wieku. Pisała powieści i opowiadania grozy, a najsłynniejsze to „Nawiedzony dom na wzgórzu” oraz „Zawsze mieszkałyśmy w zamku”. Obie przeczytałam i doceniam, choć nie jest to groza, której oczekują współcześni miłośnicy takiej literatury. „Nawiedzony dom na wzgórzu” jest napisany pięknym i barwnym językiem, jednak jest to lektura wyraźnie archaiczna, co jest mocno wyczuwalne szczególnie w dialogach, które dla dzisiejszych czytelników mogą być nieco niezrozumiałe. Pod tym względem, szczególnie w pierwszej połowie, lepiej wypada „Zawsze mieszkałyśmy w zamku”, ciekawsza wydaje się także fabuła tej opowieści, choć zakończenie jest dość rozczarowujące i moim zdaniem nie przynosi klarownego wyjaśnienia – choć może właśnie ta enigmatyczność stanowi istotę tej powieści?

Zamieszkująca wielką posiadłość Merricat Blackwood nie lubi cotygodniowych wypraw do miasteczka, jednak ktoś przecież musi robić zakupy i załatwiać sprawunki, a Merrycat przysięgła chronić swoją ukochaną starszą siostrę, więc to właśnie na nią spada ten przykry obowiązek. Ludzie w miasteczku nie lubią jej rodziny, być może nie lubili ich zawsze, ale największy wpływ na nasilenie się tej niechęci miał incydent sprzed paru miesięcy. Pewnej nocy do cukiernicy trafiła śmiertelna dawka arszeniku, która przetrzebiła gałęzie drzewa rodowego Blackwoodów. Incydent przeżyły jedynie siostry Merricat i Constance oraz wuj Julian, który od tamtej pory niedomaga. Constance została oskarżona o wytrucie rodziny, jednak uwolniono ją od tego zarzutu. Mimo oczyszczenia dobrego imienia Constance, Merricat poprzysięgła wtedy chronić siostrę. Dni upływają dziewczętom w spokoju i odosobnieniu, jednak pewnego dnia do posiadłości przybywa kuzyn Charles i wtedy wszystko się zmienia…

Właśnie wtedy inny staje się przede wszystkim charakter dialogów, które momentami zaczynają przypominać bełkot, a bohaterowie zaczynają zachowywać się coraz dziwniej i dziwniej… jednak ma to swój urok, gdyż właśnie dzięki temu aż do końca czytelnik nie jest pewien o co w tym wszystkim chodzi. Można oczywiście założyć pewne rozwiązania, ale wszystko zdaje się być zagmatwane nieco bardziej niż wygląda na pierwszy rzut oka. Niestety w przypadku tej powieści „aż do końca” oznacza dokładnie to, że ostatnia strona nie wyjaśnia zbyt wiele. Być może jestem odbiorcą niecierpliwym, mało domyślnym, któremu trzeba wyłożyć wszystko łopatologicznie ale niestety nie znalazłam w zakończeniu tej lektury radości związanej z objaśnieniem zagwozdek.

Najmocniejszym elementem powieści jest klimat. Nieco mroczny i złowieszczy, ale nieprzesadnie dosadny. Czytelnik wyraźnie wyczuwa, że bohaterowie coś skrywają, a opowieść snuta przez Mary Katerinę jest co najmniej niepokojąca. Sama bohaterka jawi się, jako nieco rozkapryszone niedojrzałe dziecko, którego zachowania mocno obiegają od standardów obyczajowych. Fabuła zawiera wiele subtelnych smaczków wpływających na ten niepokojący nastrój oraz na taki właśnie odbiór powieści, dlatego właśnie pomimo drobnych zgrzytów wynikających ze sposobu budowania dialogów, łatwo wtopić się w atmosferę, zamkniętego przed oczami obcych, zamczyska, w którym mieszkają bohaterowie.

Jak już wspomniałam „Zawsze mieszkałyśmy w zamku” to powieść ciekawsza i bardziej niepokojąca od najsłynniejszego dzieła autorki, czyli „Nawiedzonego domu…”. Spodoba się czytelnikom, którzy lubią grozę w stylu retro, nieco dziwaczną, wysmakowaną a może nawet delikatnie wysublimowaną. Nie jest to lektura dla każdego, ale warto po nią sięgnąć, nie tylko ze względu na fantastyczne wydanie, ale przede wszystkim dlatego, że każdy miłośnik literatury grozy powinien znać jej korzenie.

Recenzentka: Żaneta Fuzja Krawczugo

Shirley Jackson – Zawsze mieszkałyśmy w zamku
Tytuł oryginalny: We Have Always Lived in The Castle
Tłumaczenie: Ewa Horodyńska
Wydawca: Replika 2018
Ilość stron: 224
Żaneta

Czyta, ogląda i wącha książki a także pracuje w ich otoczeniu. W szafie trzyma plecak spakowany na wypadek ewentualnej apokalipsy (najlepiej zombie). W wolnych chwilach wychowuje psa i uprawia kuking, czyli zamęcza domowników i internety swoim gotowaniem.

Polecamy także