Film

Siedmiu wspaniałych

Opublikował

dnia

Obrażanie się na ten film za to, że jest remakiem byłoby niedorzeczne: w końcu „oryginał” Johna Sturgesa też był przeróbką (zainspirowało go „Siedmiu samurajów” Akiry Kurosawy), jego pierwszy sequel w zasadzie również opowiadał tę samą historię (późniejsze dwa filmy wprowadziły już do scenariusza więcej zmian), a potem był jeszcze przecież oparty na podobnym wątku serial telewizyjny. Reżyser Antoine Fuqua („Dzień próby”, „Bez litości”, „Do utraty sił”) doszedł do wniosku, że obsadzając w nowej wersji „Siedmiu wspaniałych” swoich ulubionych, emanujących nieziemską charyzmą aktorów i realizując sceny strzelanin w typowym dla siebie, pełnym suspensu i gwałtowności stylu przekona widzów, że warto było wrócić do tej fabuły po raz piąty. Mnie przekonał.

Nowy scenariusz jest prostszy i mniej zaskakujący niż ten, według którego kręcił swój film Sturges, ale z grubsza prezentuje się bardzo podobnie: dzielny rewolwerowiec w czerni zostaje wynajęty do obrony pewnej ubogiej mieściny przed pozbawionym litości tyranem; kiedy udaje mu się dobrać sześciu kompanów, podejmuje próbę wyszkolenia zatrudniających go osadników w sztuce posługiwania się bronią, zarządza też otoczenie miasteczka różnego rodzaju pułapkami, ale w zasadzie od początku zdaje sobie sprawę z faktu, że podjął się misji samobójczej: ci z siedmiu wspaniałych, którym uda się przeżyć nadciągającą jatkę będą mogli nazywać się szczęściarzami.

Tym razem twardzielami broniącymi mieszkańców ciemiężonego miasteczka są: Denzel Washington, Chris Pratt, Ethan Hawke, Vincent D’Onofrio, Byung-hun Lee, Manuel Garcia-Rulfo i Martin Sensmeier, a sadystycznego łotra gra Peter Sarsgaard. W skrócie można by powiedzieć, że wszyscy dają radę i tworzą intrygujące postaci; byłoby to jednak trochę nie fair wobec Ethana Hawke’a, który wypada z całej ósemki najlepiej, efektownie ogrywając swoją zmęczoną, pociętą zmarszczkami twarz, nerwowe spojrzenie i krzywy zgryz (a Fuqua z lubością zarządza eksplorowanie tego wszystkiego w zbliżeniach godnych „Mikrokosmosu”). Odrobinę rozczarowują natomiast Washington i Sarsgaard – choć obaj mają rewelacyjne wejście (ten pierwszy – rozpętując dziką strzelaninę w saloonie, a drugi – terroryzując ludność zgromadzoną w kościele). Washington jest świetny w scenach akcji i na zbliżeniach, ale czarnego odzienia nie nosi niestety z taką samą gracją jak Yul Brynner w „Siedmiu wspaniałych” sprzed lat: obcisłe dżinsy ujawniają gruszkowatą, nieprzystającą rewolwerowcowi figurę aktora. Z kolei Sarsgaard niepotrzebnie przemienia się z oślizgłego, ale jednak niebezpiecznego jaszczura w tchórzliwą, popiskującą hienę, która pojawia się na pobojowisku dopiero wtedy gdy jest całe zasłane trupami – i ostatecznie też nie dorównuje swojemu wielkiemu poprzednikowi, Eliemu Wallachowi, któremu udało się stworzyć postać niesztampowego drania trzymającego fason do samego końca. Miłą niespodzianką jest natomiast występ Haley Bennett (możecie ją znać z „Hardcore Henry” albo „Bez litości”) w roli kobiety mszczącej się za śmierć męża i pomagającej siedmiu twardzielom w obronie miasteczka: nie tylko dlatego, że ładnie kontrastuje z zarośniętymi, ociekającymi brudem i potem kolegami z pierwszego planu; po prostu wypada przekonująco jako niepozorna kobieta nauczona jak sobie radzić w życiu („Miałam ojca i braci”) – pamiętajcie o tej postaci czytając kolejną internetową rozprawkę o tym, jak to Fuqua zaniedbuje aktorki i dławi się testosteronem.

Nie mam też zamiaru wypominać reżyserowi, że zrezygnował z wątku miłosnego, dialogów o samotnym losie rewolwerowca, a nawet – tak charakterystycznego dla cyklu o „Siedmiu wspaniałych” tematu muzycznego skomponowanego przez Elmera Bersteina (wybrzmiewa on dopiero wraz z pojawieniem się napisów końcowych). To po prostu filmu o inaczej rozłożonych akcentach, znacznie bardziej brutalny i ponury niż słynne dzieło Sturgesa. Owszem, pod wieloma względami mu nie dorównuje, ale co do jednego nie mam najmniejszej wątpliwości: w scenach strzelanin żaden film zrealizowany dotąd pod tym szyldem nie rozsadzał ekranu taką energią i nie porażał takim autentyzmem jako przeróbka Fuquy. Odpowiedzcie sobie sami czy to wystarczający powód żeby przejść się na nowych „Siedmiu wspaniałych” do kina.

Recenzent: Bartłomiej Paszylk

Siedmiu wspaniałych
Tytuł oryginalny: The Magnificent Seven
Kraj: USA (2016)
Reżyseria: Antoine Fuqua
Obsada: Denzel Washington, Chris Pratt, Ethan Hawke, Haley Bennett
Dystrybutor: Forum Film Poland

zobacz w cc

Polecamy także