Muzyka

Sinister – Syncretism

Opublikował

dnia

Sinister to już legenda ekstremalnego metalu. Niemal trzydzieści lat na scenie, zawsze, konsekwentnie osadzeni w stylistyce brutalnego death metalu, nie wychodzący nawet na milimetr poza wąskie ramy gatunku uparcie realizuje swoją muzyczną wizję. Główne zasługi należy przypisać tutaj niezmordowanemu Aadowi Kloosterwaardowi, jedynemu muzykowi, który trwa pod tym szyldem od początku jego istnienia. Zagorzały miłośnik metalu, ortodoks, który przyznaje, że w zasadzie nie słucha innych gatunków poza death’em, przez pierwsze kilkanaście lat zawzięcie okładał bębny (w tym na kultowej, technicznej wręcz „Cross the Styx”), by później, ratując formację od upadku i zapomnienia, schwycić za mikrofon i poprowadzić dalej przez dekady dźwiękowej annihilacji. Upór i skuteczność godna pozazdroszczenia, owocująca właśnie trzynastym albumem grupy. I co znamienne, nie jest to najnowsze wydawnictwo Holendrów, bo właśnie na horyzoncie zamajaczyła Epka „Gods of the Abyss”.

Wróćmy jednak do „Syncretism”, nowego długograja, na którym dokonują się niewielkie zmiany, w niemal nienaruszalnym do tej pory wizerunku Sinistera. Roszady personalne są w gruncie rzeczy jedną ze stałych w zespole, nikogo więc nie powinno dziwić, że apodyktyczny Kloosterwaard znów poprzestawiał szeregi swojej grupy. Na „Syncretism” żegna się z fanami Bas Brussaard, człowiek, który nagrał z zespołem trzy poprzednie albumy, a przy okazji razem z Kloosterwaardem łoi w death/thrashowym Weapons to Hunt. Jego miejsce zajął rozpoczynający karierę Brazylijczyk Ricardo Falcon, który jest odpowiedzialny na najnowszym albumie za partie… basu. Dlaczego nie nagrał ich pozostający w składzie Ghislain van der Stel, faktyczny basista grupy? A to już magia Sinistera. Nie zawsze wiadomo, co i po co (przykład porykującej Rachel Heyzer, ówczesnej żony Kloosterwaarda, na albumie „Creative Killings”), ale zawsze wiadomo, że i tak będzie death metal.

I tak jest w istocie. A jednak, jak wspomniałem wcześniej, coś się zmienia.

Sinister to na tyle specyficzny zespół, że swój styl ugruntował już na pierwszym albumie. I jak do tej pory, była to najbardziej odstająca pozycja w ich dyskografii. Raz, że najbardziej techniczna (nieprzypadkowo za produkcję odpowiadał Alex Krull z niemieckiego Atrocity, wówczas mistrzów technicznego death metalu), dwa, że brzmieniowo dość surowa. W późniejszych latach Sinister ukręcił sobie brzmienie i styl, który zawzięcie powielali na kolejnych albumach z zapałem godnym AC/DC. I choć każdy ich album przypadł mi do gustu w większym lub mniejszym stopniu, nie pamiętam, kiedy któryś mnie zaskoczył jak omawiana właśnie trzynastka. Inna sprawa, że grupa przeżywa ostatnimi czasy swoisty renesans i przynajmniej od pięciu lat nagrywa jeden dobry album za drugim.

Czego więc możemy spodziewać się po „Synkretyźmie”? Oczywiście death metalu – bezlitosnego, ciężkiego, dalekiego od wysłodzonych amerykańskich brzmień i popularnych obecnie nowatorskich rozwiązań. Tutaj nie ma litości, nikt nie udaje, że zespół miałby się komuś przypodobać. Ale jednak, czy to  w numerze tytułowym, czy fenomenalnym „Convulsion of Christ”, czy wieńczącym płytę „Confession Before Slaughter” aż roi się od rozwiązań zaskakująco melodyjnych (czy to pseudochóry, czy kapitalne solówki, czy wszechobecne klawisze) bez jednoczesnej utraty brutalności i zadziorności. Właśnie – klawisze. To jest ten element, który zmienia absolutnie wszystko na nowym albumie Holendrów. Wcześniej Kloosterwaard odważył się na użycie parapetu jedynie w śladowych ilościach na albumie „The Silent Howling”, tym razem, klawisze zasadniczo nie cichną nawet na moment, ale co znamienne, nigdy nie wychylają się z drugiego planu, zawsze pozostając jedynie tłem dla znakomitych kompozycji. Trudno wyróżnić którąś w szczególny sposób, cały album jawi się bowiem jako monument i swoisty pomnik kapitalnej formy legendy death metalu. Oczywiście, znajdą się ortodoksyjni fani i malkontenci, którzy stwierdzą, że to już nie jest prawdziwy Sinister, ale prawda jest taka, że to ich najlepszy album w tym wieku i jeden z najlepszych w ogóle.

5 Stars

Recenzent: Łukasz Radecki

Sinister – Syncretism
Label: Massacre Records (2017)
Dystrybutor: brak
Łukasz Radecki
Pisarz, recenzent, muzyk, pracoholik. Współpracuje z Grabarzem Polskim, Dziką Bandą, Horror Online, Rzecz Gustu i Atmospheric Magazine. Uwielbia wszystko, co podobało mu się gdy był 20 lat młodszy.

Polecamy także