Film

Smętarz dla zwierzaków

Opublikował

dnia

Moda na adaptacje klasycznych powieści grozy oraz rzucanie świeżego spojrzenia na dawne produkcje trwa w najlepsze. Na wielkim ekranie mieliśmy okazję podziwiać odrestaurowaną wersję „Smętarza dla zwierzaków”, flagowej już powieści w dorobku mistrza literatury grozy – Stephena Kinga. Zwiastuny nie obiecywały zbyt wiele, a ja stwierdziłem, że nie będę nawet przypominał sobie pierwszego podejścia sprzed ponad 30 lat. Dałem ponieść się wirowi historii i oczekiwałem ponownego zauroczenia magią unoszącą się nad dzikim leśnym kultem zwierzęcych mogił.

Louis i Rachel Creed wraz z dwójką dzieci postanawiają odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku i przeprowadzają się do niewielkiej wiejskiej miejscowości Maine. Niedługo po zamieszkaniu w nowym domu rodzina odkrywa, że w nieopodal położonych lasach znajduje się dziwne miejsce nazywane „smętarzem dla zwierzaków”.

Pierwsza adaptacja autorstwa May Lambert nie była ani wybitną, ani nawet dobrą produkcją, ale nie można odmówić jej swoistego uroku przełomu lat 80. i 90. oraz całkiem zgrabnie dobranej obsady. Klimat wcześniejszej ekranizacji powieści Kinga bardziej kierował się w stronę horroru, choć nadal mocno trącającego czarnym humorem. W przypadku nowej odsłony „Smętarza dla zwierzaków” o grozie nie ma mowy nawet przez chwilę. Choć autorzy starają się stworzyć niezwykle poważną atmosferę i nadać całej sprawie mrocznego wydźwięku, to trudno nie zaakceptować faktu, że na ekranie raczej oglądamy mroczną baśń aniżeli pełną napięcia historię spod pióra jednego z klasyków literatury. Kolsh i Widmyer mimo plastycznego obrazu i momentami ładnych scen (np. na rzeczonym smętarzu), uzyskania odpowiednich kolorów, właściwej charakteryzacji i tej całej otoczki dobrze odrobionych lekcji straszenia, w rzeczywistości nie pokazują nam nic, co mogłoby okazać się zaskoczeniem. Nie wspominając, że włosy, mimo upływu czasu i kolejnych scen, nadal nie jeżą się na skórze. Cieszą jednak szczere i widoczne chęci osiągnięcia tego celu, wydaje się jednak, że sił do realizacji celu w oryginalny sposób niestety zabrakło.

Aktorstwo w tym filmie i postaci nakreślone przez twórców to osobna para kaloszy, choć brodząca w tym samym błocie i grząskim gruncie smętarza. Clarke i Seimetz to doświadczeni aktorzy, od których wymagałem nieco większego zaangażowania, a już z pewnością w horrorze, gdzie ludzkie emocje odgrywają istotną rolę w przekazie atmosfery i odbiorze filmu przez widza. Małżeństwo państwa Creed jest nijakie. Po prostu jest. Jego historia wydaje się nam zupełnie obca i w żadnym stopniu nie budzi zainteresowania. Trudno więc mówić o zbudowaniu jakiegokolwiek zaangażowania u odbiorcy w trakcie seansu.

Wzięcie na warsztat prozy Króla Grozy i próba stworzenia jej ekranizacji, bez narażenia się na kręcenie nosem zatwardziałych fanów, jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy widzowie wymagają nieco więcej od twórców. Nawet jeżeli ma być to prosta i straszna historia. Wciąż pożąda się oryginalności i świeżości w produkcjach, dlatego bez zdziwienia przeglądam wszelkie zestawienia lub podsumowania ostatniej dekady w gatunku i wciąż przewijają się w nich te same tytułu. Niestety, „Smętarz dla zwierzaków” autorstwa Kolsh & Widmyer jest w moim odczuciu filmem nieudanym. To, co najbardziej do niego pasuje, to hasło reklamowe – „Czasami martwe jest lepsze” – świetnie koresponduje z zasadnością odświeżania klasycznej historii Stephena Kinga. Może czas zacząć próbować realizować własne pomysły.

1 out of 6 stars

Recenzent: Maciej Jędrejko

Smętarz dla zwierzaków
Tytuł oryginalny: Pet Sematary
Kraj: USA (2019)
Reżyseria: ‎Kevin Kölsch; Dennis Widmyer
Obsada: Jason Clarke, Amy Seimetz, John Lithgow, Jete Laurence, Hugo Lavoie
Dystrybutor: Imperial Cinepix

Polecamy także