Film

Snowpiercer: Arka przyszłości

Opublikował

dnia

No i doczekaliśmy się najnowszego dzieła Joon-Ho Bonga, reżysera ciepło przyjętego (chociaż do tej pory nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego) „The Host”. Pierwszy anglojęzyczny film Koreańczyka jest ekranizacją francuskiego komiksu, z którym przyjemności niestety nie miałem. I po seansie już nigdy nie będę chciał mieć.

Zaczyna się obiecująco – Ziemię ponownie przykryła lodowa pokrywa, a ludzkość wyginęła. Ostatni ocaleni znaleźli schronienie w ogromnym pociągu, który pozostaje w ciągłym ruchu, w podróży dookoła świata. Na jego tyle znajdują się obskurne i brudne przedziały dla biedoty, natomiast przód wraz z wszechpotężną lokomotywą okupowany jest przez zblazowanych bogaczy, noszących nienaganne, kolorowe ubrania. Tam też rezyduje właściciel pociągu, tajemniczy i bezwzględny Wilford. Uciskani mieszkańcy tak zwanej „tail section” planują jednak krwawy bunt, który ma na celu przejęcie lokomotywy i obalenie tyrana. Przewodzi im Kapitan Ameryka, tfu, Chris Evans.

Dobrze zapowiadające się science-fiction, które mogło być mrocznym i brutalnym, a przede wszystkim poważnym komentarzem społecznym i ekologicznym, szybko zostaje zatarte przez nieznośną manierę, którą niestety czasami charakteryzuje się kino Dalekiego Wschodu. Powaga sytuacji szybko zaczyna zanikać, kiedy do głosu dochodzą idiotyczne sceny nasycone mniej lub bardziej zamierzonym komizmem. Europejski widz nie tylko nie uzna tego za coś normalnego, ale też zacznie zastanawiać się gdzie prysł ciężar gatunkowy.

Z drugiej strony „Snowpiercer” to kino nacechowane symbolizmem i ukrytymi znaczeniami. Wędrówka bohaterów poprzez kolejne, zupełnie odmienne od siebie wagony przypomina trochę grę komputerową, w której bohater przebija się przez kolejne levele. Całościowo, to niestety niestrawny mix stylistyczny, na dodatek niezwykle męczący. Ponad dwugodzinny seans dłuży się w nieskończoność.

Docenić wypada kreacje aktorskie niektórych zebranych na planie gwiazd. Tilda Swinton kolejny raz po „Grand Budapest Hotel” zmieniła się nie do poznania. Dobrze wypadają też John Hurt i Ed Harris jako dwie opozycyjne strony tego samego konfliktu. Szkoda tylko, że Chris Evans nie jest w stanie unieść ciężaru opowieści na swoim muskularnych barkach, chociaż i jemu zdarzają się w „Snowpiercerze” mocniejsze momenty.

Być może nudzą mnie płytkie filmy, opowiadające prostą historyjkę na coraz to bardziej wykwintne sposoby. Podobny problem miałem ostatnio z kiepściutkim „Elizjum”, ale naprawdę nie uważam, że trzeba budować pociągi podróżujące po postapokaliptycznym świecie albo drugą Ziemię, by powiedzieć widzowi, że nadal istnieje coś takiego jak podział klas społecznych. Zwłaszcza jeśli robi się to w tak mało odważny i bezkompromisowy sposób jak twórcy „Snowpiercera”.

 2 out of 6 stars

Recenzent: Piotr Pocztarek

Snowpiercer: Arka przyszłości
Tytuł oryginalny: Snowpiercer
Kraj: Korea Południowa, USA, Francja, Czechy (2013)
Reżyseria: Joon-Ho Bong
Obsada: Chris Evans, Ed Harris, Tilda Swinton, John Hurt
Dystrybutor: Monolith Video

Polecamy także